Kierowca stał u wylotu alejki, niewzruszony unoszącym się zapachem krwi czy echem łamanych kości za jego plecami. Zapalił papierosa; jego oczy były zimne, a bicie serca miarowe — jakby podobne sceny były dla niego zaledwie rutyną.
Zanim papieros dopalił się do filtra, krzyki ustały.
Szef jednostki ochrony Silvermane podszedł ostrożnie, zakrwawiony i zdyszany, a jego dłoń drżała lekko, gdy odrzucał






