W sekundzie, w której wypowiada moje imię, zamieram.
Moja dłoń zaciska się na zardzewiałym grzbiecie książki, którą trzymałam. Powietrze się zmienia. Jest to subtelne, ale to czuję. Jakby coś starożytnego właśnie przebudziło się w tych tunelach i postanowiło chuchać mi w kark.
Jeszcze się nie odwracam. Nie dopóki moje serce nie przestanie przeskakiwać w mojej piersi jak porysowana płyta winylowa.






