Baltazar nie puka, kiedy wraca.
Oczywiście, że nie puka. Po prostu kurwa się zjawia; to tak, jakby miał alergię na drzwi lub koncepcję prywatności, po tym, jak pojawił się wcześniej, mogłam to już wywnioskować. Jego obecność wysysa powietrze z i tak już duszącego pokoju, a nawet nie jestem pewna, czy nie było go dłużej niż dziesięć minut. Może mniej.
Teraz coś trzyma.
Dwie rzeczy, właściwie.
„To w






