Dzwon uderza po raz kolejny.
Dźwięk jest tak głęboki, że drży w mojej klatce piersiowej niczym pieprzone odliczanie. Wszyscy drżą i widzę, że nie spodziewali się przybycia Malakaia.
Przebranie wciąż do mnie przylega – gryzący fartuch, sztywny kołnierzyk, spódnica do ziemi, przez którą ucieczka byłaby wyrokiem śmierci. Wciąż poprawiam to falbaniaste coś na głowie, gdy korytarz na zewnątrz eksploduj






