Taca jest cięższa, niż powinna być.
Nie z powodu srebrnego półmiska ani tego irytująco wysokiego kielicha, który brzęczy za każdym razem, gdy ruszam się zbyt szybko. Nawet nie przez ten gruby jak cholera stek, który pachnie dokładnie tak, jak on sam go kiedyś przyrządzał – krwisty, zaledwie liźnięty ogniem. Nie.
Jest ciężka, bo niosę na niej własną, pierdoloną śmierć.
W kuchni panuje teraz grobowa






