Gideon nie odzywa się ani słowem, gdy wychodzimy, a pokojówki znikają nam z oczu, w miarę jak się oddalamy.
Tylko cisza – gęsta, zimna i lepka cisza, niczym krew zasychająca na skórze.
Korytarz oświetlony jarzeniówkami ciągnie się przed nami, kręty i pusty. Każdy krok odbija się echem mocniej niż poprzedni, moje buty – byle jakie obuwie podarowane przez inne pokojówki – szurają po kamiennej podłod






