Czas zdecydowanie szybko leci, bo jest już popołudnie, słońce przedziera się przez drzewa, a ja nadal nie skończyłam przydzielonych mi obowiązków.
Biblioteka Suwerena pachnie gnijącym papierem i gorzkim popiołem – jakby czas wyżerał ją od środka.
Wycieram krawędź cholernie długiego regału, z trudem powstrzymując się od kichania z powodu burzy kurzu, która podnosi się, gdy przesuwam szmatkę wyżej.






