Palce Malakaia są już we mnie, kiedy uświadamiam sobie, że nie jesteśmy sami. Dźwięk wyślizgujący się z moich ust też nie jest dokładnie skromny.
Z balkonu w dole wyłapuję ruch – wojownicy wiercą się, wpatrują w górę, udając, że nie widzą, co się dzieje, ale ponoszą żałosną klęskę. Jeden z nich kaszle, a jego uszy płoną czerwienią.
"Uhm, może powinniśmy dać Królowi i jego..." Jego gardło pracuje,






