Alfa Killian stracił cierpliwość. — Przykro mi, nie mam tyle wolnego czasu co ty, siedząca w domu z omegami usługującymi ci przez cały dzień. Sformalizujemy rozwód w ciągu trzech tygodni.
Shae wytarła łzy chusteczką, miała oczy czerwone od płaczu. Próba uświadomienia Killianowi, jak ważna była dla Watahy Obsydianowego Księżyca, nie miała sensu.
Jej jedyną troską była jego matka. Miała bardzo słabą wilczycę i chorobę serca. Z tego powodu nigdy nie angażowała się w sprawy watahy, a ojciec Killiana, Raymond, poświęcał mnóstwo czasu, by zabierać ją w podróże po świecie.
Bał się, że może umrzeć w każdej chwili, więc pokazywał jej wszystkie najpiękniejsze miejsca na ziemi. Z tego powodu Killian przejął obowiązki watahy już w wieku 14 lat. Kiedy w wieku 15 lat objawił się jego wilk, był już pełniącym obowiązki Alfy.
W wieku 18 lat został koronowany w zastępstwie ojca i od tego czasu wataha widywała jego rodziców coraz rzadziej. Zawsze był przy swojej siostrze, co stworzyło między nimi nierozerwalną więź.
— A co z twoją matką? Poinformowałeś ją? — zapytała Shae. Killian zesztywniał. Jego matka była jedyną osobą w rodzinie, która kochała Shae. Reszta wolała Scarlett i pomogła mu ją odnaleźć.
Choć wiedział, że ta wiadomość mocno uderzy w matkę i może odbić się na jej zdrowiu, nie mógł stracić swojej przeznaczonej po raz drugi. — To moje życie, nie mojej matki.
Pozbawione uczuć słowa Killiana uderzyły w nią z ogromną siłą, gasząc resztki nadziei. — Proszę, porozmawiajmy o tym — Shae wstała, by do niego podejść, ale wtedy zadzwonił jego telefon.
Gdy tylko zobaczył identyfikator dzwoniącego, jego usta lekko zadrgały, a smukły palec przesunął po ekranie.
— Scarlett, co się stało?
W oczach Alfy Killiana pojawiła się troska, jakiej Shae nigdy wcześniej u niego nie widziała, a w uszach brzmiała miękkość jego głosu, której nigdy nie dane było jej usłyszeć. Nawet jego matka nie znała Killiana z tej strony.
Wyglądało to tak, jakby patrzyła na zupełnie inną osobę. Wtedy zrozumiała, że Killian może i jest chłodny i wyniosły, ale potrafi być słodki dla tych, których sam wybierze.
Shae najwyraźniej nie zasługiwała na jego słodycz. — Ale przecież dopiero co stamtąd wyszedłem. Tak, przedstawiłem jej papiery rozwodowe. Nie martw się. Wracam do ciebie. Spokojnie.
Z jego słów Shae wywnioskowała, że chodzi o lęk Scarlett przed burzą. Tam, gdzie przebywała Scarlett, musiało padać, a wyjście Killiana, by pocieszyć ją w niepogodę, wydało się jej niezwykle romantyczne.
— Alfo Ki... — Zanim Shae zdążyła wypowiedzieć jego imię, Killian wyszedł już za drzwi, nie rzucając jej ani jednego spojrzenia.
Shae opadła na sofę niczym martwa dusza. Omegi sprzątały, bo Killian był pedantem.
Ponieważ wojownik wchodził i wychodził z pokoju Alfy, zaczęły sprzątać wszystko od nowa.
Zaczęły myć podłogi i wycierać kurze, więc Shae uznała, że nie będzie im przeszkadzać. Gdy tylko wyszła z domu watahy, przyspieszyła kroku i wbiegła do lasu, gotowa uwolnić swoją wilczycę.
„Jesteś żałosna, płacząc tak za facetem. Chodźmy stąd już”, marudziła jej wilczyca, Astra, odmawiając przejęcia kontroli mimo zachęt Shae.
Skoro Alfa ich nie chciał, wataha stała się dla niej solą w oku i odmawiała wyjścia na zewnątrz.
Shae biegła bardzo szybko. Wyglądało to tak, jakby liczyła na to, że wysiłek fizyczny ukoi ból w jej sercu.
Mimo to nie potrafiła zmusić się do nienawiści wobec Killiana ani powiedzieć o nim nic złego. „Nie wiń go. To więź przeznaczenia. To ja jestem tu czarnym charakterem, bo próbowałam sprawić, żeby się we mnie zakochał”.
Astra była jeszcze bardziej wściekła, słysząc, jak Shae broni tego drania. „Ale Scarlett nie jest niewinna. Trzy razy próbowała cię zabić. Zapomniałaś o tym?”.
Shae dyszała z wysiłku. Jej pyskata wilczyca odmawiała przejęcia kontroli, zmuszając ją do spalania energii, a dziewczyna nie zamierzała szybko przestać.
„To dlatego, że kilka razy przyłapałam ją z różnymi mężczyznami. Po prostu boi się, że wyjawię jej sekret”.
„Przecież ona nie kocha Killiana. Uciekła w dniu ślubu z innym mężczyzną”. Astra nie zgadzała się z poczuciem winy Shae. Dla niej Killian był związany z złą kobietą, która zasługiwała jedynie na odrzucenie.
Shae postanowiła nie ciągnąć tego tematu. „Po prostu wyjdź. Zaczynam słabnąć”, błagała, ale Astra pozostawała nieugięta.
„Nienawidzę tej watahy. Wynośmy się stąd, albo biegaj sobie sama, ile chcesz”.
Shae wiedziała, że Astra dotrzyma słowa. Po chwili namysłu zawróciła w stronę domu watahy, wpadając na coś twardego.
— Luno, wszystko w porządku? — zapytał męski głos, próbując ją podtrzymać.
Shae prychnęła w duchu, mając dość tej fałszywej uprzejmości. Dysząc, odpowiedziała: — Beto Vance, w porządku. Jestem tylko zmęczona — rzekła i opadła na fotel.
Beta Vance był tym, który przewodził poszukiwaniom Scarlett i musiał o wszystkim wiedzieć.
Jego udawana niewiedza była szczytem hipokryzji. — Pozwól, że pomogę ci przejść do pokoju, Luno. — Rzucił okiem na porozumienie rozwodowe wciąż leżące na stoliku. W jego oczach coś błysnęło.
— Nie, tu mi dobrze — Shae odrzuciła jego udawaną dobroć, udając, że zasypia. Usłyszała kolejne kroki w salonie, ale wciąż nie otwierała oczu.
— Shae musi być wykończona, skoro tu zasnęła. Proszę, zaprowadź ją do pokoju — rozkazała Vance’owi Callista, matka Killiana.
Podbiegła do Shae, kładąc jej dłoń na czole, by sprawdzić temperaturę. Kochała ją jak własną córkę i była bardzo zaniepokojona.
Jej zachowanie irytowało nie tylko Raymonda i córkę Cassidy, ale także Betę Vance’a.
— Z całym szacunkiem, proszę pani, nie mogę jej dotknąć. Alfa nie byłby zadowolony, gdybym zaniósł Lunę do pokoju. Powinna dojść sama.
Mówił to tonem pełnym ostrożności, ale w rzeczywistości nie chciał, by Shae była traktowana wyjątkowo, zwłaszcza że jej dni w domu watahy były policzone.
Callista nigdy nie przyjęła roli Luny ze względu na słabe zdrowie, więc członkowie watahy zwracali się do niej po prostu „proszę pani”.
Nie doszukując się niczego złego w słowach Vance’a, Callista wciąż uważała, że Shae należy się wygoda. — Nie byłoby dobrze przerywać jej snu. Przynieś mi kołdrę z mojego pokoju.
Beta usłuchał, a gdy wrócił, Callista wyrwała mu kołdrę z rąk. Okrywając Shae, pocałowała ją w czoło. — Śpij dobrze, dziecko.
Odwracając się, Beta Vance celowo zasłonił widok na stolik, na którym leżały papiery rozwodowe. Callista, zmęczona spacerem, powiedziała:
— Ja też kładę się spać. Jestem wyczerpana, ale niech nikt nie budzi Luny. Będzie lepiej, jeśli dziś każdy zje kolację w swoim pokoju.
Miny Raymonda i Cassidy zrzedły, ale gdy Vance skierował ich wzrok na dokumenty rozwodowe, ich nastroje znacznie się poprawiły.
Shae wcale nie spała. Miała ciężkie serce, myśląc o tym, jak Callista przyjmie wieść o rozwodzie. Im więcej o tym myślała, tym głębszy ogarniał ją smutek, aż nastał kolejny dzień i drzwi znów się otworzyły. Wszedł Alfa Killian, ale tym razem nie był sam.
— Ty wciąż tutaj?
Jego spojrzenie było mroczne, gdy wbił wzrok w niepodpisany dokument leżący na stoliku obok jego teczki.
Shae pożałowała, że nie doprowadziła się do porządku. Twarz miała opuchniętą z braku snu, pod oczami cienie, a włosy w nieładzie – stanowiła całkowite przeciwieństwo nienagannie ubranej i wyrafinowanej kobiety, która pewnie stała u boku Killiana.
Gdy ich oczy się spotkały, tamta kobieta poczuła się nieswojo.






