languageJęzyk

Rozdział 3 - Nie chcę cię nigdzie blisko Killiana

Autor: Lulu Wild15 cze 2026

Killian wyjaśnił Scarlett, że w dniu jej porwania znalazł zastępczą pannę młodą, aby oszczędzić wataże wstydu. Nie spodziewała się jednak, że tą zastępczynią okaże się nie kto inny jak Shae – jej była najlepsza przyjaciółka, która stała się jej wrogiem.

Scarlett i Shae były niegdyś bardzo blisko, dopóki Shae nie zaczęła jej przyćmiewać. Wydawało się, że Shae odnosi sukcesy we wszystkim, czego się dotknie, jakby miała jakiś magiczny amulet.

Scarlett natomiast była jej zupełnym przeciwieństwem. W Nowym Jorku, gdzie razem studiowały, Scarlett była dobra tylko w jednym – w przyciąganiu wszelkiej maści mężczyzn.

Nie miała w sobie dość siły ani przyzwoitości, by odrzucać ich zaloty. Shae wielokrotnie przyłapywała ją na gorącym uczynku. Gdy Shae ukończyła rok z najlepszym wynikiem w grupie, dla Scarlett było to zbyt wiele.

Próbowała wszelkimi sposobami pozbyć się Shae, ale każda próba kończyła się fiaskiem. Teraz, po sześciu miesiącach nieobecności, wróciła i znów stanęła przed tą samą kobietą, której nie zdołała zabić, a która teraz była kontraktową Luną jej przeznaczonego.

— Powiedziałeś mi, że już odeszła. Co ona tu jeszcze robi? — Scarlett była zirytowana obecnością Shae, udając, że jej nie zna, bo bała się wyjawienia swojej tajemnicy.

Shae natomiast nie miała zamiaru wyjawiać prawdy. Nawet gdyby to zrobiła, nikt by jej nie uwierzył. Wstając z fotela ze łzami w oczach, straciła chęć do walki, akceptując porażkę.

Chwyciła pióro i skreśliła zapis o alimentach, po czym złożyła podpis pod dokumentem rozwodowym.

— Chciałabym, żebyśmy załatwili wszystko do jutra — postawiła żądanie z nową energią.

Jej wygląd nie był atrakcyjny, ale nagła pewność siebie i odmowa uronienia choćby jednej łzy sprawiły, że Killian po raz pierwszy poczuł coś dziwnego.

To było tak, jakby nie znał kobiety, którą poślubił; stała się kimś zupełnie innym.

— Powiedziałem: trzy tygodnie. Tyle czasu zajmie przepisanie samochodów, domów i kont na twoje nazwisko.

Mówiąc to, zdał sobie sprawę, że nawet nie zna jej nazwiska panieńskiego, ale nie zaprzątał sobie tym głowy. Shae i tak nie wyglądała na kogoś, kto chciałby zachować jego nazwisko.

Shae uśmiechnęła się sucho i spojrzała mu prosto w oczy. Dawne przywiązanie i czułość, które w nich gościły, wyparowały. — Nie chcę niczego z tych rzeczy. Skończmy z tym.

Spojrzenie Killiana było mieszanką skomplikowanych emocji. Kobieta, którą zostawił w domu wczorajszego wieczora, była kimś innym niż ta, którą zastał rano.

— Jak zamierzasz przeżyć? Jeśli nie dla pieniędzy, to po co podpisałaś kontrakt? — Nie chciał, by inne watahy oskarżyły go o złe traktowanie Luny po rozwodzie.

Surowe spojrzenie Shae spoczęło na Scarlett, ale ta szybko chwyciła Killiana za ramię jak rozkapryszone dziecko.

— Killianie, po prostu dokończ procedurę. Jeśli chce być tak dumna, by po rozwodzie żyć jak nędzarka, to dlaczego ma cię to obchodzić?

Scarlett nie chciała, by Shae dostała choćby połowę majątku Killiana, więc taki obrót spraw był jej bardzo na rękę.

Killianowi nie podobały się gierki Shae; odniósł wrażenie, że próbuje manipulować jego emocjami, by poczuł winę za zmarnowanie pół roku jej życia.

— Skoro nic nie chcesz, możesz iść żebrać na ulicy, gdy wrócisz do jakiejkolwiek watahy, z której pochodzisz. Ale wciąż jestem na tyle łaskawy, by dać ci trzy dni na przemyślenie tego.

Zgodnie z przewidywaniami, w żadnym z jego spojrzeń nie było ciepła. Całą swoją łagodność, troskę i miłość rezerwował dla Scarlett.

Shae była wyczerpana. Powieki jej ciążyły z braku snu, a wszystkie emocje zostały siłą stłumione głęboko w środku.

— Już zdecydowałam. Niczego nie chcę. Miejmy to już za sobą.

Wracając do watahy swojego ojca, nie chciała mieć z Killianem nic wspólnego. Wszystko, co z nim związane, napawało ją teraz niechęcią.

Killian uniósł brwi kpiąco, słysząc takie słowa z ust kobiety, która jeszcze wczoraj błagała go, by się nie rozwodził.

— Zaraz wrócę — rzucił Killian i pośpiesznie wszedł na schody. Scarlett natychmiast zdjęła maskę uprzejmości i syknęła do Shae ściszonym, ostrym głosem:

— Czy ty nie jesteś żałosna? Mimo tych wszystkich swoich osiągnięć nie mogłaś powstrzymać się przed wyciągnięciem pazurów po mojego partnera. Jesteś godna litości. Nawet jako sierota odrzuciłaś jego hojność... i po co? Żeby pomyślał, że będziesz dobrą Luną? Gówno prawda.

Scarlett dostrzegła poczucie winy w oczach Killiana i bała się, że może ono stać się pomostem łączącym go z Shae.

Nie chciała, by Shae dostała choćby centa, a jednocześnie nie chciała, by Killian czuł się winny. Nie miała jednak pojęcia, jak całkowicie zerwać te więzi.

— Dlaczego wróciłaś, Scarlett? Czy nie kochałaś Bety Franklina? Gdzie on jest? Zgaduję, że zabiłaś go swoim jadowitym kłamstwem, tak jak zamierzasz zrobić to z Killianem.

Shae miała nadzieję, że Scarlett wróci do Franklina, ale sytuacja wyglądała inaczej, niż sądziła.

— To nie twój interes, ale skoro wróciłam, nie chcę cię widzieć nigdzie w pobliżu Killiana. Zrozumiałaś?

Shae uśmiechnęła się gorzko, odgarniając pasma włosów za uszy. Z bliska, nawet bez makijażu, Shae prezentowała się olśniewająco, czego Scarlett nie mogła nie zauważyć. To, że Killian nigdy nie uległ jej urokowi, wynikało jedynie z jego głębokiego szacunku do więzi przeznaczenia.

W Nowym Jorku każdy chłopak chciał się z nią umawiać, gdy została prymusem. Niestety, większość z nich była ludźmi, a ona nigdy nie znalazła wśród nich swojego partnera. Co więcej, do żadnego z nich nie czuła takiego pociągu jak do Alfy Killiana.

— Przecież już wygrałaś. Czego się boisz? Nie martw się. Wybaczam ci te wszystkie nieudane zamachy na moje życie, ale jeśli spróbujesz jeszcze raz, będę walczyć z tobą bez litości.

Spojrzenie Shae przeszyło Scarlett; ta szybko odwróciła wzrok, bojąc się, że Shae przejrzy ją na wylot. W końcu tamta była niezwykle bystra.

— Nigdy nie wolno ci pisnąć mu słowa o Franklinie, jasne? — Głos Scarlett zadrżał, a ona sama zaczęła nerwowo przebierać palcami na wzmiankę o Franklinie. Shae zmrużyła oczy, podejrzewając, że stało się coś złego.

Mimo to, wiedziała jedno o rozwiązłości – jej cena zawsze jest gorzka, czasami jest nią nawet śmierć. Syknęła:

— Wiesz co? To ty jesteś żałosna. Ty, Killian i Franklin... mam nadzieję, że wszyscy zgnijecie w piekle. — Odkąd podpisała papiery, przestało ją to obchodzić.

Scarlett czuła w głębi serca, że wciąż nie odniosła pełnego zwycięstwa, dopóki Shae odmawiała przyjęcia majątku. Chciała, by Shae wzięła mniejszą kwotę.

Jak Shae mogła odrzucić połowę wszystkiego, na co Killian pracował? Połowę watahy wartej miliardy dolarów? Gdyby Shae to przyjęła, Scarlett musiałaby dzielić się pozostałą częścią z Killianem, co – choć wciąż stanowiło fortunę – dla chciwej kobiety było niewystarczające.

— Jesteś po prostu zazdrosna, że mój partner mnie kocha i na mnie czekał. Jesteś nikim. — Dla niej Shae była tylko utalentowaną sierotą.

Shae roześmiała się. Nawet Scarlett nie wiedziała o jej rodzinie z czasów studiów, ponieważ Shae nigdy nie używała swojego prawdziwego nazwiska – Vivienne Vane, jedyna córka Króla Alfy, mająca siedmiu bezwzględnych braci.

— Żal mi ciebie, Scarlett. Już niedługo maska opadnie z twojej twarzy i Killian zobaczy, kim naprawdę jesteś.

Słysząc nadchodzące kroki, Scarlett mocno uderzyła się w twarz, usiadła na podłodze i zaczęła krzyczeć. Gdy do Shae dotarło, co się dzieje, natychmiast pobladła.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Nie chcę cię nigdzie blisko Killiana - Wydziedziczona córka Króla Alfa: Jego żal, jej panowanie | StoriesNook