languageJęzyk

Rozdział 5 - Oszukany

Autor: Lulu Wild15 cze 2026

— Alfo, czy mam za nią iść? Pani nic ze sobą nie wzięła. Może nie mieć nawet na transport — zapytał jeden z wojowników. Nie chciał bezpośrednio demaskować partnerki Alfy, wiedząc, jak bezowocne mogłoby to być.

Pamiętał, że przed ślubem Scarlett miała kontrolę nad wszystkim, a Killian zgadzał się na każdą jej sugestię.

Jej życzenie było dla niego rozkazem i zawsze stawał po stronie swojej partnerki, bez względu na okoliczności. Killian przemyślał pytanie i nie mógł powstrzymać lekkiego niepokoju.

Shae spędziła w watasze sześć miesięcy, nigdy nie sprawiając problemów. Nie próbowała go nawet uwieść tych kilka razy, gdy upił się, myśląc o Scarlett, co świadczyło o tym, że była kobietą przyzwoitą i godną szacunku.

Z poczucia obowiązku nie mógł pozwolić, by odeszła z pustymi rękami. — Nieważne. Sam to zrobię.

Scarlett zamarła w jego ramionach. Killian, będąc bardzo wrażliwym, wyczuł jej lęk i spojrzał na nią łagodnie.

— Proszę, nie martw się. Rozwód nie jest sfinalizowany, więc wciąż muszę dopełnić swoich obowiązków. — Odstawił ją delikatnie na ziemię. Scarlett starała się nie okazywać niezadowolenia, ale Cassidy nie potrafiła ukryć wściekłości.

— Mogłeś wysłać wojowników. Nie musisz robić tego osobiście. — Płonęła z gniewu przez to, jak Shae nagle się zmieniła przed chwilą. Poza tym sprawiała, że Alfa czuł się winny aż do przesady.

Wiedząc, że jego rodzina, z wyjątkiem matki, nigdy nie lubiła Shae, Killian odpowiedział na sugestię Cassidy spokojnie, lecz stanowczo:

— Cassidy, czy ty nie masz treningu? Gdzie jest Beta Vance?

Wymieniona osoba pojawiła się na szczycie schodów. Kiedyś był jednym z najsilniejszych wojowników w watasze, a po śmierci bety Alfy Raymonda na wojnie, Vance został powołany na jego miejsce.

Zbliżył się do Killiana, zyskując jego zaufanie. — Alfo, przepraszam, byłem w toalecie. Zjadłem wczoraj coś niedobrego i mam problemy z żołądkiem, ale już mi lepiej. Co się dzieje?

Killian nie mógł pytać o szczegóły sytuacji, będąc zaniepokojonym losem Shae. Jeśli coś by jej się stało, wciąż byłaby to jego wina, skoro rozwód nie został sfinalizowany. Gdy już otwierał usta, uprzedził go poirytowany kobiecy głos.

— Shae przebiegle zostawiła wszystko. Mój brat czuje się winny i idzie za nią.

Killian był dość zdenerwowany tym, że Cassidy nagle zwraca się do Shae bez tytułu. Cassidy miała zaledwie 17 lat, a Shae 23. Pomijając wiek, Shae wciąż była Luną, zasługującą na szacunek wszystkich.

Killian mógł nie żywić uczuć do Shae, ale zawsze dbał o to, by postępować właściwie.

— Ona wciąż jest Luną i nic o tej sprawie nie ma prawa wyjść do watahy, dopóki rozwód nie zostanie sfinalizowany. — Jego głos stwardniał; Cassidy nie miała odwagi oponować i nagle uciekła do swojego pokoju.

Brat zawsze mógł być przy niej, ale to nie oznaczało, że będzie miał nieskończoną cierpliwość do jej wybryków.

Beta Vance, w przeciwieństwie do wojowników, którzy trwali u boku Shae i obserwowali, jak trenuje słabszych członków watahy, nie życzył sobie, by jego Alfa uganiał się za nikim.

Shae mówiła, że jest sierotą, ale nigdy nie wspomniała imion swoich zmarłych rodziców. Łatwo było wywnioskować, że wstydzi się o nich mówić, bo mogli nie mieć żadnej rangi w watasze, z której pochodziła.

Analizując to ponownie, przypomniał sobie, że nigdy nie podała nawet nazwy swojej watahy. Vance wyobrażał sobie, że to jakaś najmniejsza mieścina. To mógł być jedyny powód, dla którego odmawiała rozmów na ten temat.

— Alfo, skoro twoja partnerka już tu jest... pozwól, że ja odnajdę Lunę.

— A co zrobisz, gdy ją znajdziesz? Nie brałeś udziału w negocjacjach — parsknął Killian, dodając: — Zajmij się treningiem. Zaraz do was dołączę.

Zwrócił się do jednej z omeg: — Lucy, przygotuj pokój dla Scarlett.

Scarlett mocno się skrzywiła. Wcześniej unikała kontaktu fizycznego, nalegając na ślub, zanim dopełnią więzi i się naznaczą.

A to dlatego, że poznała Betę Franklina w Nowym Jorku podczas studiów i zakochali się w sobie.

Podczas jednego z wydarzeń międzywatahowych spotkała swojego przeznaczonego partnera, ale jej serce było już zajęte. Biorąc pod uwagę, że był Alfą, nie odważyła się go odrzucić i cieszyła się, że tego nie zrobiła.

Teraz pragnęła mieć jego znak na swoim ciele i dopełnić więzi, zanim będzie za późno. Zwłaszcza gdy Shae wciąż była w pobliżu.

— A co z twoim pokojem? Powinniśmy mieszkać razem, prawda? — Miała niewinny wyraz twarzy, ale Killian zesztywniał. Jego pokój był jego prywatnym sanktuarium i nigdy nie myślał o dzieleniu go z kimkolwiek.

Wszyscy w watasze o tym wiedzieli, ale nikt nie przypuszczał, że dotyczy to również jego przeznaczonej.

— Z czasem, ale nie teraz. — Jego ton był łagodny, a Scarlett poczuła spore rozczarowanie. Siedem miesięcy temu to on zaprosił ją do watahy.

Bardzo chciał jej wszystko pokazać, ale bojąc się intymności, odmawiała zbliżania się do domu watahy. Teraz straciła okazję na dzielenie z nim sypialni. Z wymuszonym uśmiechem postawiła kolejne żądanie.

— W takim razie chcę komnatę Luny. Jutro i tak oficjalnie bierzecie rozwód.

Chciała wymazać każde wspomnienie o Shae z rezydencji, ale Killian był bardziej rozsądny i nie ulegał sentymentom.

— Tak, ale ona musi najpierw wynieść swoje rzeczy. Nie sądzę, byś mogła czekać, aż to wszystko zostanie zrobione. — Odnosił się do tego, gdzie zamierza spać dzisiaj, skoro jego pokój nie wchodził w grę.

Wymuszony uśmiech nie schodził z twarzy Scarlett, gdy zaczynało do niej docierać, że sprawy są teraz o wiele bardziej skomplikowane niż wcześniej.

Jedyne, co mogła teraz zrobić, to podążać za Killianem, by pośrednio ogłaszać swoją obecność watasze i każdemu, kto chciał słuchać.

— Dobrze, ale pozwól mi iść z tobą. — Była już przy drzwiach, gdy Killian ją dogonił. Położył dłonie na jej ramionach.

— Wcześniej cię skrzywdziła. Co jeśli zrobi to znowu? Za to też musi zapłacić. — Spojrzenie Killiana było zimne, co natychmiast uspokoiło Scarlett. Wymuszony uśmiech zastąpił szczery grymas radości.

— W porządku. Proszę, uważaj na siebie.

— Drake, prowadź — rozkazał Killian dowódcy wojowników. Docierając do bramy domu watahy, Killian zdziwił się, że Shae tam nie ma. — Gdzie mogła pójść? Nie mogła zajść tak daleko, prawda?

— Alfo? Szukasz Luny? Przyjechało po nią żółte Ferrari, ale to ona siedziała za kierownicą. Była z nią inna kobieta. Wyglądała znajomo. — Wojownik biegł w jego stronę od strony bramy, dysząc podczas mówienia.

Killian wskoczył już do swojego Rolls-Royce’a, ruszając z piskiem opon w poszukiwaniu żółtego Ferrari. Dzięki prędkości i rzucającemu się w oczy kolorowi, wkrótce ich dopadł, dając sygnał do zatrzymania.

Był w szoku, widząc, że kierowcą rzeczywiście jest Shae. Nigdy nie widział jej za kółkiem i zastanawiał się, do kogo należy ten samochód.

Będąc pewnym, że uzyska odpowiedzi na swoje pytania, gdy Ferrari zaczęło zwalniać, poczuł ulgę.

W samochodzie Gemma zapytała Shae: — Naprawdę zamierzasz się z nim widzieć? — Była wyraźnie niezadowolona.

— Patrz i się ucz, moja droga przyjaciółko. — Rozbawiony uśmiech błąkał się na ustach Shae, gdy spokojnie prowadziła auto. Samochód zjeżdżał na pobocze, jakby miał się zatrzymać. Killian zaparkował i szybko wysiadł.

Robiąc szybkie kroki w stronę Ferrari, Shae nagle wcisnęła gaz do dechy i samochód odjechał z rykiem silnika, zanim Killian zdążył do niego podejść.

Killian wbiegł z powrotem do swojego auta i ruszył w pościg. Czuł się, jakby jego oczy przesłoniła mgła. Żółte Ferrari zniknęło mu z oczu. Shae go przechytrzyła i brawurowo uciekła.

— Kurwa! — zaklął Killian i zaczął wybierać jej numer...

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 - Oszukany - Wydziedziczona córka Króla Alfa: Jego żal, jej panowanie | StoriesNook