PUNKT WIDZENIA SERAPHINY
Cofam się o krok, gdy mężczyzna znów podjeżdża na wózku do przodu, wkraczając w moją przestrzeń osobistą jeszcze bardziej niż przed chwilą. Szukanie w tym momencie pomocy u Benedicta nic nie daje, ponieważ na jego twarzy maluje się dokładnie to samo, wyraźne zdezorientowanie.
– Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę ty. Spójrz na siebie, tak dorosłaś. – Uśmiecha się przez łzy






