Z PERSPEKTYWY SERAPHINY
Siedzimy wszyscy w szpitalnej poczekalni, a sterylny zapach i jasne światła tylko potęgują napięcie. Rodzice Ethana, siedzący naprzeciwko mnie, co jakiś czas zerkają w moją stronę, a ich brwi marszczą się coraz mocniej, jakby sama moja obecność była obrazą.
To nie pierwszy raz, kiedy widzę taki wyraz na ich twarzach, i pewnie nie ostatni. Zdumiewa mnie jednak to, jak postan






