LYRA.
Nazywam się Lyra Sterling. Mam zaledwie 17 lat, a jednak zostałam sama, skazana na własne siły.
Przez prawie trzy lata byłam zamknięta w szkole z internatem, w której dominowali ludzie, ale dobrą stroną było to, że większość pracowników tutaj, wliczając w to dyrektora, należała do tego samego gatunku co ja.
Moi rodzice oboje byli zmiennokształtnymi, co czyniło mnie jedną z nich. Ale oboje już odeszli, a ja zostałam pod opieką Alfy Watahy Cobalt Glades, Alfy Declana.
Z drugiej strony, Alfa Declan nie chciał mieć ze mną nic wspólnego, więc zostałam wysłana do szkoły z internatem. Jednak właśnie kończyłam szkołę i nie miałam innego wyjścia, jak tylko wrócić na jego terytorium. I nie byłam pewna, czy jestem gotowa, by znów go zobaczyć, nie mówiąc już o mieszkaniu z nim pod jednym dachem.
Pomimo nienawiści, jaką do niego żywiłam za to, że mnie odesłał, nie mogłam zaprzeczyć, że mnie pociągał. Byłam nim oczarowana od momentu, gdy poznałam go po raz pierwszy, mając 10 lat. I to uczucie z biegiem lat stawało się coraz silniejsze.
Gdy dorastałam, on nigdy tak naprawdę ze mną nie rozmawiał. Widziałam tylko, jak cały czas mi się przygląda, i zawsze zastanawiałam się, co siedzi w jego głowie. Zawsze był tajemniczy, więc przyciągała mnie ta otaczająca go aura zagadki.
Przeszłam korytarzem akademika do recepcji, gdzie na ścianie zamontowany był standardowy telefon. Pomimo faktu, że telefony komórkowe są tu dozwolone, nigdy żadnego nie posiadałam.
Alfa Declan przysłał mi jeden do użytku, ale go nie przyjęłam. W zasadzie nie przyjęłam żadnej z rzeczy, które mi przysyłał. Wszystkie jego prezenty, przedmioty i gadżety pozostały nietknięte.
Jedyną rzeczą, z której korzystałam, było kieszonkowe, które wpłacał na moje konto bankowe, abym mogła kupować potrzebne rzeczy, takie jak ubrania i artykuły osobiste, ale nawet wtedy nie zużywałam go zbyt wiele. Planowałam oddać mu kartę, gdy tylko uda mi się znaleźć pracę i samej opłacać swoje wydatki.
Poczekałam, aż dziewczyna skończy korzystać z ogólnodostępnego telefonu, i zajęłam jej miejsce.
Moje serce waliło głośno, bo to miał być pierwszy raz, kiedy do niego dzwonię, i szczerze mówiąc, nie wiedziałam, jak poradzę sobie z naszą rozmową.
Ale chciałam z nim porozmawiać.
¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨
DECLAN.
Kolejny zwyczajny dzień dobiegał końca, a ja nie robiłem nic poza zajmowaniem się sprawami watahy. Jutro zacznie się ten sam cykl.
Czasami czułem się tak, jakbym istniał tylko po to, by wataha przetrwała. Nie żeby mi to przeszkadzało. Zawsze chciałem być Alfą. Przygotowywałem się do tego od momentu, gdy zacząłem chodzić, ale ostatnio cała motywacja, którą czułem, powoli się wyczerpywała.
Chciałem od życia czegoś więcej.
Moja siostra niedawno znalazła partnera i bez względu na to, ile razy temu zaprzeczałem, zazdrościłem jej. Była młodsza, a jednak układała sobie życie z mężczyzną, którego kochała.
Pragnąłem mieć kogoś, z kim mógłbym dzielić to życie.
I nie kogoś przypadkowego, chciałem jej. Chciałem Lyry.
Ale nie wiedziałem, jak zacząć wciągać ją z powrotem do mojego życia po tym, jak odesłałem ją po śmierci jej ojca. Wiedziałem, że jeszcze mi nie wybaczyła.
Nigdy nie odpowiedziała na żaden z moich listów, a nawet nie pofatygowała się, by mnie zobaczyć, kiedy odwiedzałem ją w szkole. Zawsze odmawiała spotkania.
A potem, kilka miesięcy temu, pojawiła się na ceremonii zjednoczenia Delilah, w ramionach Alfy Rowana.
Nawet gdy byliśmy dziećmi, Rowan miał Lyrę na oku. I wyglądało na to, że teraz są parą.
Może było już za późno.
dzyń!
Dźwięk dzwoniącego telefonu przywrócił mnie do teraźniejszości. Zerknąłem na zegar wiszący na ścianie i zobaczyłem, że jest prawie dziewiąta wieczorem.
Kto, do cholery, dzwoni o tej porze?
Chciałem zignorować połączenie, ale wtedy przypomniałem sobie o Delilah, mojej siostrze. To mogła być ona.
Chrząknąłem, zanim podniosłem słuchawkę. – Wataha Cobalt Glades, tu Alfa Declan – odezwałem się bardzo chłodnym głosem.
I nie było odpowiedzi. Czekałem kilka sekund, ale panowała cisza.
Miałem zamiar się rozłączyć, gdy do moich uszu dotarł słaby, cichy głos: – Alfo?
Zamknąłem oczy i oparłem się plecami o fotel. Znałem ten głos, choć nie słyszałem go od dawna.
Moje serce mocno zabiło, a przez głowę przemknęło mnóstwo myśli. Dlaczego dzwoniła? Nigdy wcześniej tego nie zrobiła.
– Lyra? – Mój głos zabrzmiał chrapliwie i miałem ochotę się uderzyć, bo brzmiał tak rozpaczliwie.
– Czy przeszkodziłam ci? – Jej głos był tak miękki, że działał kojąco. Mógłbym go słuchać przez cały dzień i nigdy się nie zmęczyć.
– Nie. Skończyłem już pracę na dziś. Czy coś się stało? Wszystko w porządku?
– Tak, u mnie dobrze. Tylko się zastanawiałam... – Przerwała i głęboko odetchnęła.
– Zastanawiałaś się? – Słyszałem własny oddech. Musiałem się kontrolować.
To było niesamowite, jak potrafiłem panować nad sobą niemal w każdej sprawie, ale gdy chodziło o nią, zawsze miałem z tym problem.
– Zastanawiałam się tylko, czy wiesz, że wkrótce kończę szkołę i za kilka dni mamy uroczystość.
– Tak, twój dyrektor już mnie o tym poinformował.
– Przyjedziesz? – zapytała niemal niesłyszalnym głosem.
– Tak. – Chciałem powiedzieć coś więcej, na przykład, że za nic na świecie bym tego nie przegapił. Albo jak bardzo nie mogę się doczekać, by zabrać ją z powrotem do siebie. Ale wszystkie słowa uwięzły mi w gardle.
– Dobrze. Chciałam się tylko upewnić.
– Będę tam. Do zobaczenia na miejscu.
– Dobrze.
– Dobrze.
Cisza. Wiedziałem, że rozmowa powinna się tu skończyć, ale nie chciałem jeszcze odkładać słuchawki. Zamiast tego wsłuchiwałem się w jej oddech.
– Alfo? – W końcu przerwała milczenie między nami.
– Hmmm...
– Czy zabierzesz mnie ze sobą do domu, czy zamierzasz umieścić mnie gdzieś indziej? Nie mogę tu zostać po ukończeniu szkoły.
– Zabieram cię ze sobą do domu. – Przygryzłem dolną wargę i czekałem, aż sprzeciwi się mojej decyzji.
– Dobrze.
Cisza.
Ale tym razem była to cisza komfortowa. Wracała ze mną do domu i tym razem mnie nie odrzuciła.
– Uhmm, Alfo... Czy możesz założyć garnitur, kiedy tu przyjedziesz? – Wyczułem wahanie w jej głosie, a moje brwi uniosły się na to pytanie. Nie żeby przeszkadzało mi noszenie garnituru.
– Garnitur? Czy to obowiązujący strój? Dyrektor mnie o tym nie informował. Ale dziękuję, że mi mówisz.
– Hmmm... Nie, na samą uroczystość nie ma dress code'u... ale potem mamy Bal Absolwentów.
– Tak, o tym zostałem poinformowany. Zarezerwowałem hotel w pobliżu. Mogę tam zostać, czekając na ciebie, a po balu pojedziemy do domu.
– Dobrze... Ale zastanawiałam się, czy chciałbyś mi towarzyszyć na Balu Absolwentów? Możemy zaprosić jednego gościa...
Na jej słowa na moich ustach pojawił się uśmiech. Czy ona właśnie zapraszała mnie jako swoją osobę towarzyszącą na bal?
– Ale... ale... Jeśli nie możesz, to Rowan powiedział, że on może... – zaczęła się jąkać.
Nie pozwoliłem jej skończyć. – Będę tam w garniturze i zabiorę cię na twój Bal Absolwentów. – Nie było mowy, żeby Rowan wygrał to starcie.
Byłem jej pierwszym wyborem. Poczułem, jak moje ciało zaczyna ożywać.
– Dobrze. W takim razie do zobaczenia.
Jej głos brzmiał tym razem radośniej.
– Tak, do zobaczenia.
– Dziękuję, Alfo.
– Declan. Mów mi Declan, Lyra.
Właśnie wtedy, gdy myślałem, że ten wieczór nie może być już lepszy, ona zachichotała, a ja mogłem sobie wyobrazić ten szeroki uśmiech na jej pięknej twarzy. – Dziękuję, Declan. Dobranoc...
– Dobranoc, Lyra...
– Czy mogę zadzwonić jutro albo pojutrze? – zapytała pośpiesznie. Pewnie pomyślała, że już się rozłączam. Ale nie miałem zamiaru odkładać słuchawki.
– Oczywiście, dzwoń o każdej porze.
– Czy mogę zadzwonić później? – Jej ton był przekorny.
– Później? – Wybuchnąłem serdecznym śmiechem i nie mogłem pozbyć się tego szerokiego uśmiechu z twarzy. – Czy nie masz jutro lekcji? Powinnaś spać.
– Mam. No dobrze, idę spać. – Prawdopodobnie teraz wydęła wargi.
– Zostań jeszcze przy telefonie. Możesz jutro opuścić poranne zajęcia...
– A czy ty nie musisz jutro pracować? Powinieneś spać... – Przedrzeźniała moje słowa.
Jestem, do cholery, Alfą, a czułem się jak nastolatek rozmawiający przez telefon z dziewczyną, w której się zadurzył. Ale niech to, to uczucie było niesamowite!
– Muszę, ale to ja tu jestem Alfą. Ja też mogę opuścić poranną pracę...
– Nadużywasz władzy – zachichotała, a dźwięk jej radości rozgrzał moje serce.
– Wiem. Ale nie codziennie zdarza mi się odebrać telefon od ciebie.
¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨
LYRA.
– Wiem. Ale nie codziennie zdarza mi się odebrać telefon od ciebie. – Jego głos był tak aksamitny, że nie mogłam powstrzymać uśmiechu za każdym razem, gdy mówił.
Oparłam się plecami o ścianę, siedząc na podłodze w recepcji mojego akademika. Nie wiedziałam, że rozmowa z nim roznieci we mnie ten ogień, który do niego czułam.
Tęskniłam za nim. I nie mogłam się doczekać, żeby go zobaczyć.
Wiem, że powinnam być na niego zła, ale w momencie, gdy zobaczyłam go na ceremonii zjednoczenia Delilah kilka miesięcy temu, cała nienawiść, którą do niego czułam, po prostu wyparowała. Wciąż bolało mnie to, że mnie porzucił, ale nie mogłam przestać kochać go coraz mocniej.
Stara miłość nie rdzewieje, jak widać.
– Nie wiedziałam, że wolno mi do ciebie dzwonić – powiedziałam mu, choć to było kłamstwo. Zawsze zostawiał mi wiadomość, bym zadzwoniła, ale nigdy tego nie zrobiłam. Teraz żałowałam.
– Lyra...
– Hmmm...
– Nie mogę się doczekać, żeby cię zobaczyć. – Jego głos stał się zachrypnięty, co wywołało dreszcze na całym moim ciele.
Pomimo dzielącej nas odległości, Declan sprawiał, że miękły mi nogi. Dobrze, że już siedziałam, bo inaczej pewnie bym upadła.
– Ja też... – Zamknęłam oczy, uśmiech błąkał się na moich ustach.
Potem nikt już nic nie mówił, ale pozostaliśmy przy telefonach, wsłuchując się nawzajem w swoje oddechy. Dla innych mogłoby to być nudne, ale ja mogłabym tak siedzieć całą noc i go słuchać.
Aż moja bajkowa chwila została przerwana.
– Lyra? Potrzebujesz jeszcze telefonu? Ja też muszę zadzwonić do domu... – Głos jakiejś dziewczyny dotarł do moich uszu, wyrywając mnie z zamyślenia.
Moje oczy gwałtownie się otworzyły i poczułam, jak policzki zaczynają mnie piec z zażenowania, że ktoś mnie tak przyłapał.
Potrząsnęłam głową, po czym wyszeptałam cicho do słuchawki: – Declan...
– W porządku – odpowiedział. – Słyszałem, co powiedziała. Porozmawiamy innym razem. Zadzwonisz jutro?
– Tak, zadzwonię jutro. Dobranoc, Declan. – Uśmiech błąkał się na moich ustach, gdy cieszyłam się na myśl, że znów usłyszę jego głos.
– Dobranoc, Lyra. Słodkich snów...






