DECLAN.
Przeczesałem ręką swoje piaskowe blond włosy, po czym wygładziłem koszulę i wysiadłem z samochodu. Podszedłem bezpośrednio do tylnych drzwi i wziąłem bukiet kwiatów, który kupiłem dla Lyry.
Dziś jest dzień jej ukończenia szkoły i właśnie byłem w drodze na uroczystość. A potem, wieczorem, miałem jej towarzyszyć na balu absolwentów.
Nie mogłem ukryć promieniującego ze mnie szczęścia na myśl o zobaczeniu jej.
Mimo że nie oddzwoniła, tak jak obiecała, wciąż byłem w doskonałym nastroju. Ta jedna rozmowa z nią wystarczyła, by odbudować moją pewność siebie.
Zrobię wszystko, by ją zdobyć i uczynić moją Luną.
Otworzyłem połączenie telepatyczne, idąc w stronę szkolnej auli. Chciałem ją zobaczyć przed rozpoczęciem ceremonii.
„Lyra? Jesteś gdzieś tutaj? Idę do auli”. Wysłałem jej wiadomość i czułem, że jej umysł jest otwarty.
Ale nie odpowiedziała. Być może była zajęta albo z kimś rozmawiała.
Nawiązywanie więzi telepatycznej jest możliwe w bliskiej odległości na terytorium ludzi, ale musieliśmy być ostrożni. Wokół źrenic pojawiają się białe plamki po nawiązaniu mindlinku, więc nie martwiłem się tym, że nie odpowiada. Wystarczyło mi, że wiedziała, iż już tu jestem.
Zostałem wprowadzony do auli i wskazano mi miejsca zarezerwowane dla rodzin absolwentów. Zanim jednak znalazłem swoje miejsce, drogę zastąpiła mi kobieta w ołówkowej spódnicy z włosami upiętymi w ciasny kok. Rzeczywiście była piękna, ale nie tak jak moja Lyra. No i była człowiekiem.
– Cześć! – Posłała mi szeroki uśmiech, obnażając perłowo białe zęby. Nie umknęło mojej uwadze, jak zlustrowała wzrokiem moje ciało, zanim uniosła głowę, by spojrzeć mi w twarz. – Nie widziałam cię tu wcześniej. Jesteś tu dla kogoś z absolwentów? – zapytała tak uwodzicielskim tonem, że mimowolnie wzdrygnąłem się w duchu.
Przywykłem do wilczyc flirtujących ze mną i rzucających mi się w ramiona ze względu na mój tytuł Alfy, ale ja nigdy z nikim nie flirtowałem.
Flirt nie był moją mocną stroną. Nie byłem nawet pewien, czy wiedziałbym, jak to robić.
I chyba przyzwyczaiłem się do tej uwagi do tego stopnia, że przestała na mnie robić wrażenie. Mogły mrugać rzęsami przez cały dzień albo rozbierać się przede mną do naga, a to i tak nic by nie zmieniło.
Moje serce było zajęte tylko przez jedną kobietę.
– Tak. Dla Lyry Sterling – odpowiedziałem chłodnym głosem, przenosząc wzrok z niej na grupę uczniów wchodzących na korytarz z drugiej strony. Miałem nadzieję, że dostrzegę Lyrę, ale nie było jej wśród nich.
– Och! Ly! Tak, znam tę dziewczynę. Jest cicha, ale to naprawdę zdolna uczennica. – Przygryzła dolną wargę, mrugając rzęsami, po czym wyciągnęła do mnie rękę. – Swoją drogą, jestem Stella. Należę do tutejszego grona pedagogicznego. A ty to...?
– Declan – odpowiedziałem krótko i uścisnąłem jej dłoń.
I wtedy ją poczułem. Lyra była blisko.
– Declan... – Jej cichy głos dobiegł zza moich pleców. Cofnąłem rękę z uścisku Stelli i odwróciłem się twarzą do Lyry.
Zobaczyłem, jak jej wzrok wędruje na Stellę, a przez jej twarz przemyka błysk gniewu, zanim znów spojrzała na mnie oczami oskarżającymi mnie o coś, czego w tamtym momencie nie potrafiłem pojąć.
– Cześć! – przywitałem ją. Nagle zabrakło mi słów.
Miała na sobie białą sukienkę do połowy ud, a w ramionach trzymała togę absolwenta. Jej ciemne orzechowe włosy były pofalowane na końcach, a twarz pozostała bez grama makijażu – wyglądała idealnie mimo wyraźnego grymasu na twarzy.
– Hej, Ly! – Stella wychyliła się i stanęła obok mnie. – Ceremonia zaraz się zaczyna, więc powinnaś udać się za kulisy na odprawę. Nie martw się, odprowadzę twojego brata na miejsce.
Brwi Lyry uniosły się, gdy chwyciła mnie za rękę, przyciągając na swoją stronę.
– Nie, dziękuję, panno Stello! Chcę z nim przez chwilę porozmawiać – powiedziała chłodnym głosem, po czym odwróciła się i pociągnęła mnie za sobą.
– Dobrze, tylko streszczajcie się. Miło było cię poznać, Declan – rzuciła Stella, gdy odchodziliśmy.
Odwróciłem głowę i skinąłem jej, po czym skupiłem całą uwagę na dziewczynie, która wciąż dąsała się na mnie, ciągnąc mnie za sobą.
Nie mogłem powstrzymać uśmiechu na widok jej zachowania. Czyżby była zazdrosna?
– Dlaczego nie powiedziałeś jej, że nie jesteś moim bratem? – Zatrzymała się i stanęła naprzeciw mnie, puszczając moją rękę i krzyżując ramiona na piersi.
– A dlaczego ty jej nie powiedziałaś? – odparłem, dyskretnie oblizując górną wargę, delektując się wyrazem jej twarzy.
– Cóż, gdyby nie spędzała dni w pracy na pieprzeniu każdego człowieka z kutasem, to wiedziałaby, że nie mam brata! – fuknęła na mnie, a ja nie mogłem ukryć triumfalnego uśmieszku. Wyglądała uroczo, gdy była wściekła.
– Czyżbym wyczuwał zazdrość? – zapytałem, wbijając wzrok w jej oczy.
– Co? O to, że zalicza wszystkich facetów? Chryste, nie! – Przewróciła oczami, ale wciąż widziałem w nich płonący gniew.
– O to, że poświęciła mi uwagę? – Próbowałem szczęścia, ale co tam! Chciałem wiedzieć.
Grymas zniknął z jej twarzy, a na policzki zaczął wypływać czerwony rumieńce. Wzięła głęboki oddech i odwróciła wzrok, rozglądając się wszędzie, aż w końcu jej oczy spoczęły na bukiecie kwiatów w mojej dłoni.
– Czy to dla mnie? – Zabrała je gwałtownie i zaczęła wąchać.
– Tak. Nie byłem pewien, jakie są twoje ulubione kwiaty, więc wybrałem te, które uznałem za pasujące do ciebie.
– Dziękuję. Piwonie i dalie – powiedziała cichym głosem.
– Nie ma za co – odpowiedziałem, ale zmarszczyłem czoło, zdezorientowany jej ostatnimi słowami. – Co masz na myśli?
– Piwonie i dalie. To te kwiaty. To moje ulubione. – Mówiła to, nie odrywając wzroku od kwiatów w dłoni.
Piwonie. Dalie. Zapamiętam to sobie.
– Powinnam już iść na miejsce. – Uniosła głowę i napotkała mój wzrok.
Potarłem dłonią kark. Chciałem ją stąd zabrać. Niech szlag trafi tę całą uroczystość!
– Dobrze. W takim razie pójdę znaleźć swoje miejsce.
– Czekaj. – Wsunęła rękę do bocznej kieszeni sukienki i coś wyjęła. To była mała broszka z emblematem szkoły.
– Powinieneś to mieć. – Podeszła bliżej i uniosła ręce do lewej piersi mojej koszuli. Przypięła broszkę obok kieszonki i wygładziła materiał, balansując togą i bukietem w dłoniach.
– Gotowe! – wykrzyknęła z radosną miną, jakby właśnie coś wygrała. – Tylko ci, którzy to mają, mogą usiąść w sekcji za absolwentami. – Wskazała na rząd siedzeń kilka stóp od nas. – Inaczej wyrzucą cię z miejsca.
– Cóż, mogą spróbować. Nie sądzę, żeby dali radę Alfie. – Mrugnąłem do niej, co wywołało jej chichot; zaczęła owijać pasmo włosów wokół palca, powoli cofając się tyłem.
Cholera! Wyglądała kusząco. Czy ona ze mną flirtowała?
– Muszę iść. Do zobaczenia po ceremonii. – Odwróciła się gwałtownie, ale zatrzymała w miejscu.
Zmarszczyłem brwi. Co się dzieje?
Zanim jednak zdążyłem zapytać, co się stało, obróciła się w moją stronę i podbiegła, zarzucając mi ramiona na szyję i wtulając twarz w mój tors.
Niech to! To było niesamowite uczucie.
Moje ramiona automatycznie oplotły jej drobną sylwetkę, a dłoń delikatnie gładziła jej plecy, pozwalając, by jej słodki zapach wypełnił moje nozdrza.
– Dziękuję, że przyszedłeś – wyszeptała, po czym wysunęła się z moich objęć i szybkim krokiem ruszyła w stronę kulis.
„Oczywiście, nie przegapiłbym tego za nic na świecie” – powiedziałem jej przez mindlink, ale nie odpowiedziała.
Patrzyłem, jak znika za drzwiami kulis, po czym skierowałem się do rzędów siedzeń, które wcześniej wskazała.
Znalazłem miejsce z jej nazwiskiem. Było tylko jedno.
Przesunąłem wzrokiem po pozostałych wolnych miejscach w tej sekcji, ale nie znalazłem więcej kart z jej imieniem.
Byłem więc jej jedynym gościem. I nawet jeśli Rowan się pojawi, fakt, że nie było go na liście gości Lyry, coś znaczył.
Usiadłem zadowolony i omiatałem wzrokiem aulę, która powoli zapełniała się ludźmi. Nienawidziłem tłumów, ale tym razem mi to nie przeszkadzało.
„Declan...” Jej głos rozbrzmiał w mojej głowie, a na moich ustach pojawił się uśmiech. „Grzecznie. Widzę stąd twoje oczy. To ja kończę szkołę, cała uwaga powinna być skupiona na mnie”. Jej głos brzmiał przekornie, ale w pewien sposób czułem w nim prawdę. Chciała mieć moją uwagę tylko dla siebie.
„Moja uwaga należy tylko do ciebie...” – odpowiedziałem jej, gdy moja głowa odruchowo zwróciła się w stronę tłumu absolwentów idących na wyznaczone miejsca.
„Dobrze” – odparła, a moje oczy wychwyciły, jak patrzy na mnie z urokliwym uśmiechem na ustach.
Westchnąłem głęboko i oparłem się o oparcie krzesła, obserwując, jak zajmuje swoje miejsce.
Gdyby tylko wiedziała – moja uwaga była skupiona na niej od dnia, w którym wkroczyła w moje życie.






