Rozdział 8.
DECLAN.
Biegłem, gdy tylko opuściłem hotel. Biegłem bez celu, nie wiedząc, dokąd zmierzam. Po prostu ciągle biegłem, dopóki nie znalazłem się w odosobnionym parku.
Było już grubo po północy i miejsce to było niemal całkowicie opustoszałe z ludzi, z wyjątkiem jednej pary tulącej się na ławce pod bezgwiezdnym niebem.
Chyba same niebiosa opłakiwały mój los. Żadne gwiazdy nie ukazały si






