languageJęzyk

Rozdział 1

Autor: Aeliana Moreau 29 cze 2026

Streszczenie:

          Mace Rae St-Claire, w skrócie Macy, została sierotą w wieku dziesięciu lat. Jest córką Alfy Garretta Alarica St-Claire'a. Choć jej wataha była mała, jej ojciec cieszył się reputacją zaciekłego, potężnego i miłosiernego. Aż do pewnego feralnego wieczoru, gdy po przegranym przez niego wyzwaniu wpadli w zasadzkę sąsiedniej watahy i zostali zabici. Macy jako jedyna ocalała. Ze względu na jej młody wiek wataha, która wymordowała jej rodzinę, postanowiła ją przygarnąć, ale nie po to, by ją wychować. Postanowili uczynić z niej niewolnicę. Jako dziesięciolatka gotowała, sprzątała, robiła pranie i wykonywała inne obowiązki domowe. Mieszkała w małym pokoiku pod schodami, który kiedyś służył jako schowek na buty. Była bita, głodzona, poniżana i traktowana jak śmieć.

          Alfa i Luna Watahy Nightshade byli bezwzględni, bezlitośni i dążyli wyłącznie do władzy i bogactwa. Mieli syna, Rykera, w skrócie Ryka, który od dnia swoich osiemnastych urodzin wiedział, że Macy jest jego partnerką, ale bił się z myślami, czy powinien ją zaakceptować. Nikt nie wiedział, że w żyłach Macy płynie krew Alfy – nikt poza samą Macy. Co zrobi Ryk w dniu, w którym Macy skończy osiemnaście lat? Czy ją zaakceptuje i uczyni Luną watahy Nightshade? Czy też ją odrzuci i złamie ją jeszcze bardziej, niż zrobili to już jego rodzina i wataha?

 

-------------------------------------

          {P.O.V. Macy}

          *Plask*

          – Ty brudna szm**o, z daleka z oczami od mojego partnera! – wrzeszczy mi w twarz pewna wilczyca. Oskarża mnie o pie*****nie wzrokiem jej partnera. Podczas gdy to on pie*****ił wzrokiem mnie. Miała po prostu zbyt wielki ból d**y, by przyznać, że wyglądałam od niej lepiej, nawet w stroju pokojówki.

          Nazywam się Macy St-Claire i jutro są moje osiemnaste urodziny. Mieszkam w Watasze Nightshade, którą dowodzą Alfa Silas Thorne i Luna Isolde. Oboje są kompletnymi du**kami i odpowiadają za rzeź całej mojej rodziny, Watahy Iron Stream. Nie mają pojęcia, że jestem córką Alfy. Mój ojciec, Alfa Garrett Alaric St-Claire, był życzliwy i traktował wszystkich sprawiedliwie; jednak Alfa Silas traktuje każdego tak, jakby był od niego gorszy. Luna Isolde i ich syn, Ryker, w skrócie Ryk, wcale nie są lepsi.

          Gdy miałam dziesięć lat, Alfa Silas i jego wataha wymordowali moją rodzinę, zostawiając mnie jako jedyną ocalałą. Znaleźli mnie w ruinach naszego domu watahy i zabrali ze sobą, bym z nimi zamieszkała. Na początku myślałam, że zrobili to z poczucia winy, ale się myliłam. Zrobili ze mnie swoją własną marionetkę. Od dziesiątego roku życia wykonywałam wszystkie prace domowe w domu watahy, w którym mieszkało ponad pięćdziesięciu wilkołaków.

          Przez ostatnie osiem lat byłam niewolnicą ludzi, którzy przynieśli mi tylko ból i cierpienie. Zabili moją rodzinę, traktują mnie jak śmieć, a ja sypiam w pokoiku pod schodami, który kiedyś był schowkiem na buty, na polowym łóżku, na którym ledwo się mieszczę, pod starą, stęchłą pikowaną kołdrą, którą sama uszyłam ze starych prześcieradeł przeznaczonych do wyrzucenia.

          – Słyszałaś mnie, ty kawałku gó**a! Odpie**ol się od mojego partnera! – wrzasnęła mi w twarz wilczyca, której imienia nigdy nawet nie zadałam sobie trudu zapamiętać. Spróbowała uderzyć mnie znowu, ale złapałam ją za rękę.

          – Nie dotykaj mnie – mówię do niej z jadem w głosie. Nie wolno mi było rozmawiać z nikim, a tym bardziej pyskować, ale miałam nadzieję, że dzięki temu zostanę odesłana do pralni na resztę dnia.

          – MACY! – usłyszałam Alfę Silasa. Odwracam się i patrzę mu prosto w oczy. Nikt nigdy nie odważył się spojrzeć mu w oczy, ponieważ, no cóż, jest Alfą; jednak nie jest moim Alfą, więc nie miał nade mną żadnej władzy. To był główny powód, dla którego byłam bita i głodzona. Ani on, ani nikt inny w tym domu nie był w stanie zmusić mnie do uległości. – Znasz zasady! – Tylko posłałam mu wściekłe spojrzenie. – IDŹ DO PRALNI! DZIŚ BEZ KOLACJI! – huknął swoim tonem Alfy. Tylko przewróciłam oczami i odeszłam.

          – Kochanie, mówiłam ci, że powinniśmy się jej pozbyć – słyszę słowa Luny Isolde, gdy się oddalam.

          – Śmiało – prycham, odwracając się do nich. – Chętnie zobaczę, jak uczycie się gotować i sprzątać. Nie potraficie nawet nastawić garnka z wrzątkiem, żeby nie spalić połowy kuchni.

          – Ty mała su**! – wrzasnęła i spoliczkowała mnie. Te uderzenia już prawie nawet nie bolały, zdarzały się tak często przez ostatnie osiem lat.

          – Na tyle cię stać? – rzucam jej pogardliwe spojrzenie i odchodzę. Słyszę, jak klnie wniebogłosy i skomli jak mała su**, którą zresztą jest. Jak, do cholery, została Luną, nigdy się nie dowiem. Idę do pralni w piwnicy i zostaję tam, dopóki nie muszę iść zrobić kolacji. Zaczynam składać prześcieradła, ponieważ zapach czystego prania mnie uspokaja. Zapewne zastanawiacie się, dlaczego tu zostaję; odpowiedź jest prosta. Mam dach nad głową, jedzenie i miejsce do spania. Może i śpię na polowym łóżku, ale to wciąż lepsze niż podłoga czy ulica.

          Miałam nadzieję, że Bogini Księżyca zlituje się nade mną, gdy zyskam swojego wilka, i da mi partnera, który będzie mnie kochał, pielęgnował i chronił. Jeśli jutro nie odnajdę swojego partnera, obiecałam sobie, że odejdę i będę żyć jako samotniczka. Wataha Nightshade mogła mnie zatrzymać tylko do tego momentu i doskonale o tym wiedzieli. Po jutrzejszym dniu skończę z tym miejscem, ponieważ prawnie, jako osoba pełnoletnia, nie mieliby nade mną żadnej władzy, zwłaszcza że w moich żyłach również płynie krew Alfy.

 

          {P.O.V. Ryk}

          Byłem w swoim przyszłym gabinecie, „chrzcząc go” z wilczycą, której imienia nawet nie pamiętam. Tkwiłem po same jaja w jej ciasnej ci**ce, podczas gdy jej ścianki zaciskały się wokół mojego pulsującego ch**a.

          – Tak! Ryk! Pie**ol mnie mocniej!

          – Mówiłem ci, żebyś nie wypowiadała mojego imienia! – ryczę na nią. Nienawidziłem, gdy mówiły lub wypowiadały moje imię. To psuło fantazję, że to Macy wije się pode mną. Skończyłem osiemnaście lat sześć miesięcy temu i od tamtego dnia wiedziałem, że Macy, nasza domowa niewolnica, jest moją partnerką. Miała wtedy jeszcze siedemnaście lat. Mój wilk, Grim, był podekscytowany, gdy to odkryliśmy, ale ja nie. Byłem zniesmaczony, że Bogini Księżyca sparowała mnie z kimś tak marnym. Postanowiłem w duchu, że ją odrzucę, ale Grim walczył ze mną w tej kwestii.

          Ilekroć przyprowadzałem jakąś wilczycę do mojego pokoju lub gabinetu, żeby się pie**olić, walczyliśmy z Grimem. Chciał zachować się dla Macy, ale ja byłem już święcie przekonany, że ją odrzucę. Jednak ponieważ ja i Grim dzielimy umysł, nie mogłem powstrzymać się przed uznaniem jej za piękną i seksowną. Taka była prawda – nawet ślepiec zauważyłby, że Macy to niezła laska. Lśniące włosy w kolorze ciemnego blond, ciemnobrązowe oczy, naturalnie brzoskwiniowe usta, piękny uśmiech i ciało, za które można oddać życie. Choć przez większość życia była głodzona, nie powstrzymało to jej ciała przed rozwinięciem się w najbardziej niesamowity sposób. Jeśli chciałem dojść podczas seksu, musiałem wyobrażać sobie, że to ona jest pode mną, kiedy pie*****łem jakąś dziewczynę, inaczej mój fi**t opadłby w ułamku sekundy.

          – Argh! – jęknąłem, gdy ogarnął mnie orgazm.

          – Czekaj! – krzyknęła Omega, ale było już za późno. Wyszedłem z niej i wytrysnąłem sp***ę na jej brzuch i piersi. – Nawet jeszcze nie doszłam!

          – Trudno, a teraz wypie**alaj z mojego gabinetu.

          – PALANT! – krzyknęła i wyszła. Szczerze mówiąc, g**no mnie obchodziło, czy którakolwiek z dziewczyn, z którymi sypiałem, dochodziła.

          Jutro są urodziny Macy i byłem gotów sprawdzić, czy rzeczywiście jest moją partnerką, czy nie. Nadal planując ją odrzucić, zamierzałem zrobić to na oczach całej watahy.

          *Nie odrzucaj naszej partnerki! Co jest z tobą nie tak?!*

         *Zamknij się, Grim! Nie mogę mieć tak słabej partnerki. Nieważne, czy uważam ją za atrakcyjną fizycznie, czy nie. Nie jest tego warta!*

         *Jeśli skrzywdzisz naszą partnerkę, zamienię twoje życie w piekło!*

         *Spokojnie, dostaniemy drugą szansę.*

         *Wiesz, że to rzadkość wśród naszego gatunku.*

         *Cóż, jestem Alfą, Bogini Księżyca doskonale wie, że potrzebuję silnej Luny. Więc da nam drugą szansę, lepszą szansę.*

         *Wyjmij głowę z d**y, Ryk.*

         *Odpie**ol się, kundlu.*

 

         Spycham Grima na tył mojego umysłu. Wiedziałem, co robię. Ale to, co mówił, było prawdą. Bogini Księżyca rzadko dawała drugą szansę. Podciągnąłem szorty i bokserki, po czym wezwałem Macy do gabinetu, żeby go sprzątnęła i pozbyła się smrodu tej szmaty. Nie mogłem połączyć się z nią telepatycznie, ponieważ nie miała wilka, a nawet gdyby go miała, nie była członkiem naszej watahy, więc połączenie telepatyczne z nią nigdy nie byłoby możliwe.

         Kilka minut po tym, jak po nią posłałem, weszła. Miała na sobie zwykły, za duży t-shirt, którego dół zawiązała na boku przy biodrze, żeby lepiej leżał. Miała na sobie mocno wyblakłe legginsy; widziałem, że to te same, które nosiła na co dzień. Włosy miała spięte w wysoki kucyk, który odsłaniał jej seksowną szyję. Potrząsnąłem głową, by oczyścić myśli. Myśli, co do których miałem pewność, że podsunął mi je Grim.

         Nienawidziłem tego, że już czułem z nią więź partnerską, ale mimo to nią gardziłem. Była nikim innym jak brudem, a ja, jako Alfa, nie zadawałem się z brudem.

         – Pospiesz się, co?! – krzyknąłem na nią. Chciałem, żeby zniknęła mi z oczu. Tym bardziej że więź partnerska doprowadzała mnie do szału. Ponieważ za niecałe dwadzieścia cztery godziny miała skończyć osiemnaście lat, czułem, że naprawdę jest moją partnerką.

         – Wyluzuj, skończyłam, palancie – wymruczała i wstała, by odejść.

         – CO TY DO MNIE POWIEDZIAŁAŚ?! – ryknąłem i chwyciłem ją za ramię, obracając twarzą do siebie. Chwyciłem ją za oba ramiona i przyciągnąłem niesamowicie blisko. Sprawiłem jej wściekłe spojrzenie, patrząc jej prosto w oczy. Większość Omeg drżałaby i kuliła się ze strachu, ale ona tego nie zrobiła. Wszystko dlatego, że nic nie łączyło jej z tą watahą. Nie potrafiłem zmusić jej do uległości. Wpatrywała się we mnie tymi swoimi pięknymi, czekoladowymi oczami. Poczułem, że zatracam się v jej spojrzeniu. Spuściłem wzrok na jej usta i jedyne, na co miałem ochotę, to ją pocałować.

         – Puść mnie! – krzyknęła i pchnęła mnie. Przez ułamek sekundy brak odwzajemnienia z jej strony naprawdę zranił moje uczucia. Ale odsunąłem te emocje na bok i patrzyłem, jak odchodzi.

 

         {P.O.V. Macy}

         Po znalezieniu się tak blisko Ryka potrzebowałam gorącego prysznica, by pozbyć się tego smrodu, ale nie miałam dostępu do prysznica, więc musiałam zadowolić się stawem na zewnątrz. Był środek jesieni i to była moja jedyna możliwość umycia się. Miałam dostęp do toalety dla gości, żeby umyć zęby i załatwić swoje potrzeby, ale moje włosy były zbyt długie, bym w ogóle próbowała umyć je w umywalce. Na szczęście staw nie był taki brudny. Dbano o niego, a wypełniała go woda z topniejącego w górach śniegu.

         Niestety nie miałam teraz na to czasu, ponieważ musiałam przygotować kolację dla domu watahy i jego członków – wszystkich pięćdziesięciu trzech osób. Gotowanie dla pięćdziesięciu trzech osób było niedorzeczne, ale po robieniu tego przez niemal dekadę zdążyłam się przyzwyczaić. Zeszłam do kuchni i zaczęłam przygotowywać posiłek. Gdybym miała szczęście, Alfa zapomniałby, że zabronił mi jeść kolację, ale to było mało prawdopodobne, więc nie robiłam sobie nadziei.

         Gdy wszyscy siedzieli już przy stołach i jedli, stałam w kuchni, czekając na wszelkie instrukcje lub polecenia od członków watahy – czy chodziło o dokładkę, więcej napojów, czy posprzątanie po nich bałaganu.

         – Macy, podejdź – powiedział Alfa Silas.

         – Słucham? – odparłam grzecznie.

         – Jutro są twoje osiemnaste urodziny, prawda? – zapytał. Spojrzałam na niego i skinęłam głową. – Dobrze, zatem jutro spędzisz dzień na przygotowaniach do ceremonii mianowania Ryka na Alfę.

         – Słucham?!

         – Zdajesz sobie sprawę, że jego ceremonia odbędzie się w najbliższą sobotę, prawda?

         – Owszem, ale powiedział pan, że w urodziny będę miała wolne.

         – Cóż, zmieniłem zdanie. Po twoim obrzydliwym zachowaniu i braku szacunku wobec twojej Luny...

         – Ona NIE jest moją Luną! – krzyknęłam. Wszyscy przy stole wstrzymali oddech.

         – NIE PRZERYWAJ MI, KIEDY MÓWIĘ! – ryknąłem mi w twarz Silas. Normalnie zmusiłoby to każdego innego wilka do uległości, ale na mnie nie zrobiło to żadnego wrażenia i on o tym wiedział. – Zrobisz, co każę! Przygotujesz ceremonię Ryka! A zaczniesz od wysłania zaproszeń do sąsiednich watah z tej listy! – wykrzyknął i wcisnął mi kartkę w pierś. Spojrzałam na listę, było na niej kilkanaście watah. Byłam tak wściekła, że nawet nie odpowiedziałam. Wzięłam listę i wróciłam do kuchni.

         Gdy wszyscy zjedli i zostawili po sobie bałagan na stole, posprzątałam, pomyłam naczynia, odłożyłam je na miejsce i poszłam do swojego pokoju. Czekałam na północ, by móc pójść nad staw i się umyć. Nie uśmiechało mi się to, ale musiałam zmyć z ciała zapach Ryka. Wzięłam ręcznik, czystą koszulkę, bieliznę i legginsy, po czym wymknęłam się nad staw, gdy reszta domu watahy już spała. To był jedyny czas, kiedy mogłam wyjść z domu, a ponieważ staw znajdował się na terenie terytorium, przychodząc tutaj, nie łamałam żadnych zasad.

         Kiedy tam dotarłam, zdałam sobie sprawę, że oficjalnie nadeszły moje urodziny. Oficjalnie skończyłam osiemnaście lat. Wpatrywałam się w przyrastający księżyc tuż przed pełnią i modliłam się, by moja rodzina nade mną czuwała. Wielokrotnie rozważałam samobójstwo, ale nigdy nie potrafiłam tego zrobić. Bo gdybym to zrobiła, oznaczałoby to, że się poddałam i skapitulowałam. Byłam jak najdalsza od poddawania się, a moi rodzice wychowali mnie na kogoś lepszego – a przynajmniej tak mi się wydawało na podstawie tego, co pamiętałam.

        Poczułam, jak samotna łza spływa mi po policzku, i szybko ją starłam. Położyłam czyste ubrania i ręcznik na głazie przy brzegu stawu i zrzuciłam brudne ciuchy, które cuchnęły Rykiem Thorne'em. Weszłam do wody i natychmiast zadrżałam od lodowatej temperatury. Na szczęście jako wilkołak nie mogłam się przeziębić ani nabawić odmrożeń, ale to nie znaczyło, że nie czułam tego zimna. Zanurzyłam włosy i umyłam ciało jedyną kostką mydła, jaką dostawałam co miesiąc, by móc utrzymać jako taką czystość.

        Kiedy uznałam, że już nie pachnę Rykiem, zanurzyłam się jeszcze raz i szybko spłukałam. Gdy upewniłam się, że we włosach nie ma już resztek mydła, wycisnęłam je, związałam w koczek i wytarłam się do sucha. Włożyłam świeże ubrania, które pachniały letnią bryzą – dokładnie tak, jak pachniał letni wiatr wiejący nad jeziorem przy moim starym domu watahy. Gdy byłam już całkowicie przebrana, ruszyłam z powrotem do domu watahy.

        Wrzuciłam stare ubrania do kosza na pranie i nastawiłam pralkę przed pójściem do łóżka. Kiedy dotarłam do swojego pokoju, rozpuściłam włosy i pozwoliłam im wyschnąć na powietrzu. Położyłam się na moim małym polowym łóżku, naciągnęłam pikowaną kołdrę i zamknęłam oczy, by zasnąć, ale zanim zdążyłam to zrobić, usłyszałam głos:

         *Witaj, Macy.*

         *Kto to mówi?*

         *Nazywam się Selene, jestem twoją wilczycą.*

         *Witaj, Selene, miło cię w końcu poznać.*

         *Przepraszam.*

         *Za co?*

         *Za ból i cierpienie, przez które przeszłaś. Przeglądałam twoje wspomnienia i boli mnie widok tego, jak wiele cierpienia musiałaś znieść.*

         *Nic już na to nie poradzimy.*

         *But we have Alpha blood.*

         *I na razie niech to pozostanie między nami.*

         *Macy?*

         *Tak, Selene?*

         *Przejdziemy przez to. Razem. Jestem już przy tobie.*

         *Dziękuję. Dobrze wiedzieć, że mam teraz w życiu przynajmniej jedną prawdziwą przyjaciółkę.*

         *Jesteśmy czymś więcej niż przyjaciółkami, jesteśmy rodziną.*

 

         Uśmiechnęłam się na jej słowa i zapadłam w sen. W końcu miałam swoją wilczycę i nadszedł czas, by przejąć kontrolę nad własnym życiem. Ale najpierw musiałam przetrwać tę cholerną ceremonię Alfy dla Ryka. Eeech.

 

         Kiedy obudziłam się następnego ranka, ledwo świtało, ale musiałam się zbierać i przygotować śniadanie. Usiadłam na łóżku i zdałam sobie sprawę, jak g**niany będzie dzisiejszy dzień. Tyle z cieszenia się urodzinami. Wstałam, związałam włosy w wysoki kucyk i skierowałam się do łazienki dla gości, by umyć twarz i zęby. Spojrzałam w lustro na dorosłą już kobietę, która mi się przyglądała, i uśmiechnęłam się. W końcu wkroczyłam w dorosłość, mimo że nie dane mi będzie jej świętować.

         Po porannej toalecie odniosłam swoje rzeczy z powrotem do pokoju, a potem poszłam do kuchni. Po drodze poczułam zapach czegoś niezwykle aromatycznego i kuszącego. „Co to za niesamowity zapach?”, pomyślałam. Podążyłam za nim, a on zaprowadził mnie na górę, pod pokój Ryka na czwartym piętrze. Wpatrywałam się v drzwi, a jedyną myślą, jaka przyszła mi do głowy, było całkowite obrzydzenie.

         Ryk jest moim partnerem. Dlaczego Bogini Księżyca miałaby zrobić coś tak okrutnego? Nienawidziłam tego faceta, nienawidziłam jego, jego rodziców i całej tej watahy. Nie było lepszego momentu niż ten. Byłam już przygotowana na odrzucenie i chwilowy ból serca, który z tym przyjdzie, ale wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Poradzimy sobie z Selene. Wzięłam głęboki oddech i już miałam zapukać do drzwi, gdy ze środka usłyszałam jęki i chichoty. Ryk miał tam u siebie kolejną wilczycę. Słońce ledwo wzeszło, a on już pie*****ł jakąś zdzirę z watahy. Zebrałam się w sobie, przygotowałam na widok nagich ciał i zapukałam do drzwi.

         – Kto tam?! – usłyszałam jego marudny głos.

         – To Macy.

         – Ugh! Spadaj, su**! – usłyszałam zdzirę, którą pie*****ł.

        – Zamknij się, do kurwy nędzy, i po prostu ssij mojego ch**a! – wrzasnął na nią. – Wejdź, Macy – dodał. Wzięłam kolejny głęboki oddech i otworzyłam drzwi.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: Rozdział 1 - Żelazne Serce: Odzyskać mój tron Alfa | StoriesNook