languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Aeliana Moreau 29 cze 2026

{Perspektywa Ryka}

– Dokładnie tak, ssij mi f**ta – mówię do mojej kolejnej ofiary. Ona chichocze i jęczy, robiąc mi loda. Ta akurat wiedziała, co robi. W tym samym momencie rozlega się pukanie do moich drzwi. – Kto tam? – wołam bez namysłu.

– To Macy – na dźwięk tego imienia w głowie mi się mąci. Dokładnie w tej samej chwili zza drzwi dociera do mnie jej zapach. Był… cudowny. Pachniała jak róże. Nigdy bym nie pomyślał, że zapach róż może być tak słodki. Jej zapach sprawił, że mój f**t stwardniał, a byłem pewien, że ta Omega myślała, że to zasługa jej ust.

– Ugh! Spieprzaj, s**o! – wrzasnęła Omega.

– Zamknij, k**wa, pysk i po prostu ssij mojego f**ta! – rzucam do niej i popycham jej głowę z powrotem w dół. Dlaczego one nigdy nie potrafią słuchać, kiedy mówię, żeby się nie odzywały? Opanowuję się i opieram z powrotem, pozwalając Omedze robić swoje. – Wejdź, Macy – po chwili drzwi się otwierają, a jej zapach uderza we mnie jak tona cegieł. Na widok tego, co się dzieje, na jej twarzy maluje się obrzydzenie i irytacja. – Czego chcesz? – pytam, starając się nie podniecać jej obecnością.

– Wiesz, po co tu jestem – powiedziała bez emocji. Uśmiecham się drwiąco; a więc ona też czuje, że jestem jej partnerem. Grim poruszył się w moim umyśle, każąc mi ją posiąść i naznaczyć, ale nie zamierzałem tego robić. Zamierzałem zrealizować swój plan i odrzucić Macy. Choć bardzo chciałem zrobić to z samego rana przy śniadaniu, wiedziałem, że jeśli będę to odkładał, zmienię zdanie.

– Ty, jakkolwiek się nazywasz, wypieprzaj stąd – rzucam do Omegi. Unosi głowę w szoku.

– Co?

– Słyszałaś mnie, wyjdź.

– Ugh! – fuknęła i wyszła, trzaskając za sobą drzwiami. Macy spojrzała na drzwi, a potem z powrotem na mnie. Cholera, była taka piękna. Nie, nie mogę tak myśleć. Muszę ją odrzucić, i to szybko.

– Więc chyba ty też to czujesz, co? – pytam, wstając całkowicie nagi i z pełnym wzwodem, mając na myśli więź partnerską. Nawet nie drgnęła na widok tego, że stoję przed nią kompletnie nagi.

– Tak.

– Cóż, przykro mi niszczyć twoje złudzenia, ale jeśli przyszłaś tu z myślą, że zaakceptuję cię jako swoją partnerkę, to grubo się mylisz – patrzyła na mnie tylko swoimi przepięknymi brązowymi oczami. Ale coś było nie tak, w jej oczach nie było widać bólu. Nie było w nich zupełnie żadnych uczuć. To nie powinno mnie obchodzić, a jednak obchodziło. Odegnałem tę myśl. – Ja, Ryker Thorne, przyszły Alfa Stada Nightshade, niniejszym odrzucam ciebie, Mace Rae, jako moją partnerkę – mówię, starając się ukryć żal w głosie. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się drwiąco. Dlaczego się uśmiechała?

– Dziękuję – odpowiedziała.

– Co?!

– Dziękuję – powtórzyła. – Nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszę, że właśnie mnie odrzucasz. Oszczędzasz mi nieszczęścia bycia uwiązaną u twojego boku przez tę durną więź partnerską i katorgi bycia Luną tego stada odrzutków, kundli i morderców – powiedziała z jadem w głosie. Dlaczego ona nie cierpiała? Dlaczego jej słowa raniły mnie?

– Macy, co ty...

– Ja, Mace Rae St-Claire, córka zmarłego Alfy Garretta Alarica St-Claire ze Stada Iron Stream, niniejszym przyjmuję twoje odrzucenie – jej akceptacja uderzyła we mnie jak pociąg towarowy. Ból pękającej więzi odebrał mi dech i opadłem na łóżko. Ale ona nie cierpiała, miała się świetnie. Była córką Alfy, była Alfą z krwi.

Poczułem łzy w oczach, moje serce pękało, a jej nie. Dlaczego to ja byłem tym, który cierpiał? Grim wył z żalu w mojej głowie. Skomlał. Mój wilk, mój wilk alfa, skomlał jak mały szczeniak po stracie swojej partnerki. Macy potrząsnęła głową i wyszła z mojego pokoju. Odeszła. To był koniec, moja partnerka odeszła. Chaciałem ją zranić i złamać, ale zamiast tego to ona złamała mnie.

*Mówiłem ci, żebyś jej nie odrzucał!* – warknął wściekle Grim.

*Nigdy nie mówiłeś, że jest Alfą!*

*To nie powinno mieć znaczenia! Jej krew i jej ranga nie powinny mieć znaczenia! Byliśmy jej partnerem! Mieliśmy ją kochać, pielęgnować i chronić!*

Zanim zdążyłem cokolwiek mu odpowiedzieć, odciął mnie. Postawił własną blokadę. Nawet nie wiedziałem, że nasza wilcza połowa potrafi coś takiego zrobić. Próbowałem się z nim skontaktować, ale nie mogłem. Mój własny wilk karał mnie milczeniem.

{Perspektywa Macy}

Po zaakceptowaniu jego odrzucenia poczułam się wyzwolona. Wróciłam do kuchni i zajęłam się przygotowywaniem śniadania. Miałam około dziesięciu minut opóźnienia, ale to nie był wielki problem. Kiedy robiłam śniadanie, czułam, jak Selene skomli z tyłu mojego umysłu.

*Selene, przepraszam.*

*To nie twoja wina, to on pierwszy nas odrzucił.*

*Ale przyjęłam jego odrzucenie bez walki, a wiem, że to sprawiło ci ból.*

*Nie tak bardzo, jak myślisz. Szczerze mówiąc, boli, ale coś mi mówi, że tak miało być.*

*Dlaczego Bogini Księżyca sparowała mnie z takim palantem jak on?*

*Nie wiem, ale Matka ma swoje ścieżki i powody. Zobaczmy po prostu, dokąd nas to zaprowadzi.*

*Wiesz, że po tym weekendzie będziemy zdane na siebie, prawda? Nie mogę, nie, nie będę już tu mieszkać.*

*Wiem. Wspieram cię.*

Znów uśmiechnęłam się na jej odpowiedź. Selene była niesamowicie spokojna i wyluzowana, zupełnie jak ja. Kiedy przygotowałam śniadanie i wyłożyłam je na wyspę kuchenną w formie bufetu – z jajkami, szynką, kiełbaskami, tostami i plackami ziemniaczanymi – poszłam do swojego pokoju, aby popracować nad zaproszeniami na ceremonię przekazania władzy Alfy Rykowi w nadchodzącą sobotę. Na szczęście zaproszenia były już gotowe, musiałam tylko wypisać nazwy wszystkich zaproszonych stad i wysłać je wilkołaczą pocztą międzystadną.

Kiedy skończyłam, wróciłam do kuchni i gdy tylko się tam pojawiłam, wszyscy odwrócili się i zaczęli się we mnie wpatrywać. Zobaczyłam Ryka, a jego oczy były pełne bólu. *Dobrze*, pomyślałam sobie. Myślał, że ucierpię przez jego odrzucenie, ale ostatecznie wszystko obróciło się przeciwko niemu, a ja byłam więcej niż pewna, że moje oświadczenie, iż jestem córką Alfy, było dla niego jak siarczysty policzek w twarz.

– Macy – zawołał Silas. Westchnęłam ciężko i podeszłam do niego.

– Tak?

– Rozesłałaś zaproszenia?

– Właśnie skończyłam, wszystkie stada powinny je otrzymać w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin – odpowiedziałam tak szczerze, jak tylko potrafiłam.

– Dobrze, ponieważ są twoje urodziny i jeszcze niczego dzisiaj nie schrzaniłaś, możesz śmiało nałożyć sobie po jednej porcji wszystkiego.

– Dziękuję – odpowiedziałam szczerze. Przynajmniej nie umrę z głodu w swoje urodziny. Podeszłam do wyspy i wzięłam talerz. Był mały, jak dla dziecka, ale się nadawał. Nałożyłam sobie łyżkę jajecznicy, jeden kotlecik kiełbasiany, plasterek szynki, porcję placków ziemniaczanych i wzięłam butelkę wody. Wróciłam do swojego pokoju i zjadłam śniadanie w spokojności. Wiedziałam już, że to będzie mój jedyny posiłek dzisiejszego dnia, więc postanowiłam delektować się nim tak bardzo, jak tylko mogłam.

Odgryzałam małe kawałki wszystkiego i przeżuwałam każdy kęs przynajmniej piętnaście do dwudziestu razy, żeby posiłek trwał jak najdłużej. To sprawiało, że wydawało mi się, iż mam tego jedzenia więcej niż w rzeczywistości. Gdy jadłam, nie mogłam powstrzymać łez napływających mi do oczu. Oto byłam, osiem godzin po rozpoczęciu moich osiemnastych urodzin, już odrzucona przez mojego partnera. Myśl o posiadaniu partnera, który by mnie kochał, pielęgnował i chronił, mogłam włożyć między bajki. Nie miałam innego wyjścia, jak tylko pogodzić się z losem – po sobotniej nocy oficjalnie zostanę samotniczką.

Trzy dni później

– Zejdź mi z drogi! – wrzasnęła siostra Ryka, Sela, popychając mnie na ziemię. Miała dwadzieścia dwa lata i sama wciąż nie miała partnera, więc była jeszcze większą s**ą niż zwykle. Właściwie nie mieszkała już nawet w domu stada, mieszkała sama w jednym z małych domków na terytorium. Przybyła tu tylko na ceremonię i wcale nie dlatego, że chciała pogratulować Rykowi – miała nadzieję spotkać swojego partnera. Szybko rozeszła się plotka, że kilku Alfów i Betów, którzy mieli się pojawić, również nie ma partnerek. Wilczyce bez partnerów z tego stada praktycznie planowały już swoje przyszłe śluby i ceremonie mianowania na Lunę. Zbierało mi się na mdłości na widok ich bujnej wyobraźni.

Oprócz wolnych Alfów i Betów, ci starsi, którzy mieli już partnerki, najwyraźniej przywozili ze sobą swoje niezamężne córki, by sprawdzić, czy któraś z nich okaże się partnerką Ryka. O czym nie wiedzieli, Ryk miał już partnerkę, którą odrzucił. Mnie. To będzie całkiem zabawne patrzeć, jak wszystkie odchodzą z pustymi rękami. Choć kto wie, może Bogini Księżyca da mu drugą szansę i jego nowa partnerka okaże się takim samym wrzodem na tyłku jak on sam. Za taki widok chętnie bym zapłaciła.

Podniosłam się z podłogi i po prostu odeszłam. Nie miałam ochoty słuchać jej zrzędzenia i piskliwych krzyków przez całą noc. Wróciłam do kuchni i kończyłam przygotowania jedzenia na ceremonię. Dostawałam już, k**wa, migreny od ciągłych piskliwych krzyków innych Omeg: „zjeżdżaj”, i piskliwych wrzasków Isolde: „do roboty”. W głębi duszy miałam nadzieję, że podczas ceremonii będę mogła siedzieć w swoim pokoju, ale wiedziałam, że to się nie wydarzy. Miałam zostać zmuszona do obsługiwania tłumu liczącego blisko czterysta osób.

*Jeszcze tylko jedna noc tego gówna*, pomyślałam sobie. *Tak, jeszcze tylko jedna noc.*

{Perspektywa nieznajomego}

Siedziałem z tyłu samochodu, a mój Beta, Zander, siedział za kierownicą. Byliśmy w drodze na terytorium Stada Nightshade, aby wziąć udział w ceremonii przekazania tytułu Alfy synowi Silasa, Rykowi. Zastanawiałem się, kiedy ten mały gnojek w końcu zostanie Alfą. Nienawidziłem tego stada całym sercem, ale nie byliśmy jeszcze rywalami. Sposób, w jaki Silas prowadził swoje stado, był niedorzeczny. Traktował swoich ludzi jak g**no, a jego dzieci były po prostu rozpuszczonymi bachorami.

Nie mogłem się doczekać, kiedy wpiszę ich na naszą listę rywali. Gdy tylko przekazanie tytułu Alfy dobiegnie końca, traktat, który mój ojciec zawarł z Silasem, wygaśnie, a ja będę mógł zerwać pakt o neutralności, który z nimi mieliśmy. Nie chciałem mieć nic wspólnego ze stadem, które wyrzynało inne stada dla władzy i pieniędzy. Ostatnim stadem, które przejął, było najwyraźniej Stado Iron Stream nieco ponad osiem lat temu. Dopiero co przejąłem władzę jako Alfa mojego stada, a ta nowina rozeszła się lotem błyskawicy.

Mój ojciec żałował, że zawarł z nimi pakt o neutralności, ale zrobił to, ponieważ w tamtym czasie byliśmy słabszym stadem, a ja nie byłem jeszcze wystarczająco dorosły, by przejąć władzę. Kiedy jednak to zrobiłem, powiększyłem nasze stado niemal trzykrotnie. I zrobiłem to we właściwy sposób. Poprzez zawieranie sojuszy, przyjmowanie spokojnych samotników, którzy nie mieli dokąd pójść, oraz szkolenie mężczyzn i kobiet z naszego stada na wojowników, tropicieli i łowców. Byłem teraz Alfą największego stada w środkowych Stanach Zjednoczonych, a moje imię znali wszyscy wilcy.

– Hej, przestań bujać w obłokach i wysiadaj z tego cholernego samochodu – powiedział Zander, wyrywając mnie z rozmyślań.

– Pieprz się, Zander – mruknąłem, wysiadając z auta. Choć Zander był moim Betą i najlepszym przyjacielem, potrafił czasami być niezłym dupkiem. Czasami zastanawiałem się, czy nie popełniłem błędu, czyniąc go moim Betą.

{Perspektywa Macy}

Gdy biegałam wokół, dopinając ostatnie przygotowania, ludzie krzątali się po domu stada jak kury bez głowy. Alfy i Bety z innych stad zaczynali już przybywać, a wszystkie wilki bez partnerów dostawały bzika. To miała być ceremonia objęcia władzy Alfy przez Ryka od Silasa, ale nikogo to tak naprawdę nie obchodziło. Wszyscy chcieli skupić uwagę na sobie. Nawet jego własna siostra miała gdzieś to, że jej brat zostaje nowym Alfą.

Powoli małe grupki gości i członków stada zajmowały miejsca na podwórzu za domem, czekając na rozpoczęcie ceremonii. Roznosiłam napoje do stołów i zbierałam aż nadto wrogich spojrzeń od członków stada. Nie robiłam nic poza pracą, ale oni i tak czuli potrzebę patrzenia na mnie z góry. Nieważne, jeszcze tylko kilka godzin i skończę z tym g**nem.

– Hej, jesteś całkiem laska jak na Omegę – powiedział ktoś, kogo nie znałam. Wyczuwałam, że ma wysoką rangę, ale nie jest Alfą. Może Betą.

– Dziękuję? – odpowiedziałam niepewnie.

– Kiedy kończysz pracę? Chętnie dobrałbym się do tego słodkiego tyłeczka – powiedział, próbując powstrzymać śmiech.

– Przykro mi, ale jestem niepełnoletnia. Wątpię, by chciał pan dostać łatkę pedofila – skłamałam bez mrugnięcia okiem. Nalewam mu wina i odchodzę. Słyszę, jak mruczy pod nosem na samą myśl o podrywaniu nieletniej. Jak na wilka z rangą, był dość głupi. Sam mój zapach zdradzał, że nie jestem niepełnoletnia. Mężczyźni są głupi. Nie mogłam się doczekać, kiedy stąd wyjdę. Jeszcze tylko kilka godzin.

Gdy ceremonia się rozpoczęła, Silas, Ryk i Starszy stanęli na podwyższeniu. Silas zrzekł się tytułu Alfy i przekazał go Rykowi. Starszy wygłosił wtedy całą tę przemowę o tym, że Ryk ma być najlepszym Alfą, jakim tylko potrafi, być sprawiedliwym, prawym, kochającym i tak dalej, bla, bla, bla. Starszy rozciął dłoń Ryka, upuszczając krew do złotego kielicha. Gdy Ryk został oficjalnie ogłoszony Alfą, wszyscy mogli zacząć rozmawiać i jeść. To był dla mnie sygnał, by się ulotnić i zaszyć w swoim pokoju.

Gdy wymykałam się z podwórza i przechodziłam przez salon, poczułam, jak ktoś chwyta mnie za ramię i obraca twarzą do siebie. Zanim zdążyłam w ogóle zobaczyć, kto to, poczułam ostry ból na policzku. To było tak nagłe, a siła uderzenia tak wielka, że upadłam na ziemię. Po minucie prób skupienia myśli, spojrzałam w górę i zobaczyłam Selę.

– Co jest, k**wa? – tylko tyle zdołałam z siebie wykrztusić.

– Ty podstępna mała s**o! Próbujesz mnie otruć?! – wrzasnęła.

– O czym ty mówisz? – zapytałam z podłogi.

– W enchiladas jest ser! Dobrze, k**wa, wiesz, że nie toleruję laktozy! – Serio? Obwiniała mnie o to, że w enchiladas jest ser.

– Chyba sobie, k**wa, żartujesz w tym momencie! Sela, to nie ja układałam menu, tylko twoja matka! – warknęłam. – Poza tym jesteś cholerną idiotką!

– CO?! – wrzasnęła.

– Enchiladas robi się z serem, tak jest w przepisie. Sprawdź sobie w Google – podniosłam się na nogi. – Fakt, że o tym nie wiesz, czyni cię jeszcze głupszą, niż wyglądasz – wyraz jej twarzy był bezcenny. Wiedziałam, że skończy się to dla mnie laniem, ale drażnienie jej sprawiało mi pewną przyjemność. – I nikt nie kazał ci ich żreć, ty głupia p**do – ten ostatni komentarz przyniósł mi kolejny policzek, tym razem od Isolde.

– Jak śmiesz tak mówić do mojej córki?! – warknęła. To nie był nawet prawdziwy warkot; przypominało to raczej chrząknięcie albo beknięcie.

– Mamo, ona mówi, że to ty zamówiłaś enchiladas z serem – powiedziała Sela.

– Bo zamówiłam.

– Mamo! Nie toleruję laktozy!

– Macy! Dlaczego nie przypomniałaś mi, że Sela nie toleruje laktozy?!

– To nie jest mój, k**wa, obowiązek, żeby przypominać ci, na co twoje własne dziecko ma uczulenie albo czego nie toleruje. Jeśli sama tego nie pamiętasz, to jesteś pożal się Boże matką – przez mój długi język dostałam w twarz nie raz, nie dwa, ale trzy razy. Trzeci policzek powalił mnie z powrotem na ziemię, a potem poczułam kopniak w brzuch, który odebrał mi dech.

– Nigdy! – kopniak. – Więcej! – cios w twarz. – Nie waż się! – kolejny policzek. – Tak do mnie mówić! – piskliwym, mysim głosem wrzeszczała Isolde, kopiąc mnie śródstopiem w twarz.

– Pieprz się – mruknęłam. Tak, nie wiedziałam, kiedy powinnam leżeć cicho. No i co mi zrobicie. Zobaczyłam, że jej stopa znów zmierza w stronę mojej twarzy, gdy nagle potężny ryk wstrząsnął całym domem i zatrzymał ją w miejscu. Nie miałam pojęcia, co to ani kto to, ale część mnie po prostu się cieszyła, że tak się stało. Czułam, że odpływam i odzyskuję przytomność, gdy nagle moje zmysły zalał delikatny zapach świeżego deszczu. A potem usłyszałam niezwykle kojący, choć potwornie wściekły głos:

– ODPIEPRZ SIĘ, K**WA, OD MOJEJ PARTNERKI!!!

Czy on powiedział: *partnerki*?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 - Żelazne Serce: Odzyskać mój tron Alfa | StoriesNook