– Sadie? – mruczy łagodnie Alec tuż obok mnie, głosem cichym i zachęcającym. – Gotowa?
Odwracam się, a on tam jest, dokładnie tam, gdzie był od zawsze. Wysoki, opanowany, o oczach łagodnych w sposób, o jakim kiedyś myślałam, że nigdy nie będzie mi dane go zaznać. Trzyma w ramionach naszego syna, owiniętego w lekki, srebrny kocyk, który mieni się, chwytając promienie porannego słońca.
Biorę głęboki






