Idę obok Matki.
Jej obecność wibruje w powietrzu, srebrne światło muska leśne runo, jakby sam świat wstrzymał oddech. Każdy krok, który stawiam, wydaje się cięższy od poprzedniego, nie ze zmęczenia, lecz z oczekiwania.
Czekałam na tę chwilę. Śniłam o niej. Odtwarzałam ją w myślach tysiące razy, kończąc ich, kładąc wreszcie kres bólowi, który sprawili, życiom, które zniszczyli. Ostry dreszcz zwija






