Kiedy wstaje świt, nogi mnie bolą, płuca pieką i ledwo trzymam się na nogach.
Nie pamiętam, jak długo tu jestem. Las jest teraz cichy; w bladym świetle zaczęły budzić się ptaki. Dłonie mam lepkie, a ubranie podarte.
Nie czuję niczego z tych rzeczy. Nic do mnie nie dociera. Zamiast tego jestem po prostu... pusta. Odrętwiała. Jakbym miała tę pustą przestrzeń tam, gdzie kiedyś było moje serce i dusza






