languageJęzyk

2. Hit & Run

Autor: Isabella11 maj 2026

Pociemniało jej w oczach z wściekłości. Jedyne, czego w tej chwili pragnęła, to wyjść z tego biura, nie oglądając się za siebie. Nie chciała jednak odchodzić ze złą opinią. Powolnym krokiem podeszła do drzwi i przekręciła zamek.

"Dobrze" – zamruczał.

"I?" Nie mogła się doczekać, aż opuści gabinet tego bydlaka. Pan Langdon od pierwszego dnia napawał ją obrzydzeniem, ale z powodzeniem go unikała, nie zostawiając żadnych niedociągnięć w swojej pracy. Wyglądało jednak na to, że bez względu na to, jak bardzo starała się unikać kłopotów, te zawsze pukały do jej drzwi. Co ciekawe, nie był to pierwszy raz, kiedy musiała zmierzyć się z tak bezwstydnymi capami.

"Nie spiesz się tak. Jesteś damą, prawda?" Próbował pociągnąć ją ku sobie, ale była szybsza i zrobiła unik. Jej najlepszy przyjaciel Ryker wykonał świetną robotę, ucząc ją, jak wyhodować kolce. Jak zawsze powtarzał: »piękne dziewczyny muszą mieć kolce, by odstraszać drapieżniki. Gdyby róże nie miały kolców, zostałyby zniszczone przez niezasługujących na nie ludzi«.

Pan Langdon był niezadowolony, ale doskonale to ukrył pod promiennym uśmiechem. Jak na mężczyznę po czterdziestce był całkiem atrakcyjny. "To proste. Nigdy nie będziesz pracować po godzinach, a dostaniesz podwójną pensję".

"Tylko tyle?" Sienna nie była głupia. Nie było czegoś takiego jak darmowy obiad, więc za tym musiały stać ewidentnie złe intencje.

"Nie bądź głupia. Oczywiście, że będziesz musiała zrobić coś w zamian, nie sądzisz?" – wyznał bezwstydnie, omiatając wzrokiem jej ciało.

Klatka piersiowa Sienny uniosła się o trzy uderzenia szybciej w rytm jej ostatniego tętna, ale nie uległa. Oprócz bycia obdarzoną urodą, miała też niewyparzony język, który szedł w parze z jej pyskatą i ognistą osobowością. "Panie Langdon, jeśli chce mnie pan w swoim łóżku, to to się nigdy nie wydarzy".

Pan Langdon przestał być miły. Musiał zmienić taktykę. "W takim razie jesteś zwolniona, a te trzy tygodnie, które przepracowałaś, pójdą na marne, ponieważ złamałaś klauzulę w swojej umowie".

Sienna zapłonęła gniewem. Rozpaczliwie potrzebowała tych pieniędzy. "Jesteś podłym człowiekiem" – powiedziała przez zaciśnięte zęby.

"Zaoferowałem ci świetną okazję, a ty naplułaś mi w twarz". Dobry nastrój powrócił do pana Langdona na widok tak bezbronnej Sienny, jednak zupełnie nie spodziewał się jej kolejnych słów.

"A teraz słuchaj mnie uważnie. Wolałabym spędzić noc w dole pełnym węży i skorpionów, niż z takim przebiegłym draniem jak ty" – wypaliła. Uśmiech zamarzł na twarzy Langdona, a on warknął:

"Masz niewyparzony język".

"Więc lepiej uważaj, zanim odetnę to małe coś między twoimi udami" – wściekła się Sienna, a jej twarz poczerwieniała z furii.

Ale nie tylko ona była zła. Obudziła również bestię w mężczyźnie, który wcześniej udawał dla niej miłego. "Wynoś się z mojego biura!" – wrzasnął, ale Sienna ani drgnęła. Usiadła z powrotem na krześle i założyła nogę na nogę.

"Nie wyjdę, dopóki nie zapłacisz mi tego, na co zasłużyłam. Zainwestowałam tu swój czas, energię, pieniądze i pot przez całe trzy tygodnie i nie odejdę bez wypłaty" – odgryzła się.

Pan Langdon był zdumiony. Nigdy by się nie spodziewał, że będzie taka brutalna, ale nie zamierzał pozwolić jej odejść z uśmiechem na twarzy. "Znasz już odpowiedź na to pytanie".

"Będziesz smażył się w piekle, Langdon, ty stary oblechu". Sienna straciła cierpliwość, wstała z krzesła i ryknęła.

"Nie jestem starszy od twojego ojca, ślicznotko. Mam dopiero czterdzieści lat" – zadrwił ku jej konsternacji, tylko pogarszając sprawę. Zamiast odblokować drzwi, Sienna otworzyła je kopnięciem.

"Hej, zapłacisz za wyrządzone szkody!" – krzyknął za nią Langdon, gdy wybiegła z jego biura.

Sienna zatrzymała się gwałtownie i odwróciła: "Jasne, odlicz to od mojej wypłaty". Z tymi słowami wkroczyła z powrotem do gabinetu, podniosła jego drogiego laptopa Mac i roztrzaskała go o podłogę razem z jego najnowszym iPhonem. Jej zimne spojrzenie skrzyżowało się z jego. "Teraz moja wypłata została uregulowana. Żegnam" – powiedziała ze spokojem i odeszła.

Hałas najwyraźniej przyciągnął kilku jej współpracowników, którzy podbiegli do niej. "Wszystko w porządku?"

"Co się stało?"

"Wkurzyłaś go?"

Zignorowała ich chłodno, przyspieszając kroku do swojego biura.

Jednym ruchem ręki zgarnęła wszystko z biurka, posyłając każdy dokument na podłogę. Zadowolona ze swojego zachowania, chwyciła torebkę i weszła do windy.

Dotarła na podziemny parking do bezpiecznego wnętrza swojego Chevroleta Cruz. Rzeczywistość zaczęła do niej docierać – nieopłacone rachunki, koszty leczenia jej brata. Utrzymanie jej i jej najlepszego przyjaciela, Rykera. Chociaż czasem bywał palantem, nadal go kochała, bo zawsze przy niej był, zanim kilka miesięcy temu pojawiła się jego dziewczyna, Vivienne.

Jakby oświecona nagłym przebłyskiem, ponownie wybrała numer pana Warda. "Czy podjęła pani już decyzję, panno Frost?" – zapytał, gdy tylko odebrał.

"Tak, ale mam jeden warunek" – odpowiedziała bezpośrednio Sienna.

"Zamieniam się w słuch, panno Frost". Preston wykazał się cierpliwością.

"Potrzebuję zaliczki na poczet pensji".

Zaśmiał się. "Nie, nie potrzebuje pani. Dodatek za zmianę pracy jest trzykrotnie wyższy niż pani obecne zarobki. Zostanie przelany na pani konto, gdy tylko rozpocznie pani pracę".

Te wieści były jak śmietanka do jej kawy. Zamierzała właśnie podziękować, gdy zauważyła połączenie oczekujące. To był jej najlepszy przyjaciel, Ryker. Zignorowała to i kontynuowała: "Dziękuję, panie Ward".

"Cała przyjemność po mojej stronie. Do zobaczenia w poniedziałek".

Gdy połączenie dobiegło końca, Ryker nadal dzwonił, więc odebrała. "Czyżbyś wyrwał się już z jej objęć?" W jej tonie pobrzmiewała zazdrość, a Ryker, będąc jej najlepszym przyjacielem od dziesięciu lat, natychmiast to wyłapał.

"Tylko mi nie mów, że jesteś zazdrosna. Vivienne jest moją dziewczyną, ale ty zawsze będziesz moją najlepszą przyjaciółką" – udobruchał ją.

"Skończ z tym, Ryk. Bez względu na wszystko, nie pozwalaj jej odbierać telefonu, kiedy dzwonię".

Ryker zachichotał. "Och, to. Nalegała, bo była równie zazdrosna. Bardzo mi przykro, jak mogę ci to wynagrodzić?" Ryker miał swój taktyczny sposób na łagodzenie jej złego nastroju.

"Mam ochotę na trochę zabawy. Dołączysz do mnie?"

"Wyślij lokalizację" – natychmiast się zgodził.

"I proszę, przyjdź sam". Sienna nie znosiła jego dziewczyny. Minęły już tygodnie, odkąd ostatni raz mieli trochę czasu tylko dla siebie, by pogadać o tym, co się u nich działo.

Zamierzała spędzić naprawdę dobry wieczór, bo po rozpoczęciu nowej pracy nie będzie miała już na to czasu. Czuła, że eksploduje, jeśli się nie wyluzuje. Presja wywierana na jej barki była zbyt przytłaczająca. Zamiast wracać prosto do domu, zatrzymała się w butiku, by kupić na kartę kredytową kilka eleganckich ubrań do biura. Wybrała też kilka rzeczy dla Rykera. Szukał pracy i musiał dobrze wyglądać.

Zauważyła ładną czarną sukienkę imprezową i również ją wzięła. Kiedy ją przymierzyła, zorientowała się, że robi się ciemno. Zajechała do restauracji na zupę, bo od rana nic nie jadła. Stamtąd pojechała prosto do klubu. Po drodze na sygnalizatorze zapaliło się czerwone światło, zmuszając auto przed nią – Lamborghini Sian – do gwałtownego hamowania, ale jej prędkość była odrobinę za wysoka i uderzyła w zderzak samochodu przed nią.

Kierowca najwyraźniej rozmawiał przez telefon i nie zareagował od razu. Z zewnątrz było widać jedynie małą rysę, ale Sienna wiedziała, że naprawa będzie ją kosztować tysiące dolarów. Jej własne auto ucierpiało znacznie bardziej, ale i tak jego naprawa byłaby tańsza. Nie myśląc zbyt długo, cofnęła lekko, upewniając się, że nie ma za nią innych samochodów, i dokładnie w momencie, gdy zapaliło się zielone światło, wyprzedziła uszkodzone auto i odjechała z maksymalną prędkością.

Kierowca Lamborghini, Vaughan Sterling, zakończył rozmowę i wysiadł, by obejrzeć swój samochód. Były na nim wyraźne ślady stłuczki i wiedział, że winowajcą był kierowca czerwonego Chevroleta Cruze. Niestety, nie zdążył przyjrzeć się twarzy kierowcy. Zmarszczka złości przecięła jego przystojną twarz, gdy wsiadł z powrotem i odjechał. Wrócił do swojego garażu, by zmienić auto, ponieważ nie mógł pozwolić sobie na bycie widzianym w pojeździe z choćby ledwo zauważalnym zadrapaniem.

Miał spotkać się ze swoim najlepszym przyjacielem Zanem w klubie, ale ten w ostatniej chwili zadzwonił, że nie da rady, bo żona go potrzebuje. Zirytowany Vaughan postanowił sam ochłonąć w klubie.

Sienna wjechała na parking ekskluzywnego klubu nocnego. Powitał ją pulsujący dźwięk muzyki, który na chwilę odpędził jej zmartwienia. Po zajęciu miejsca zamówiła swoje ulubione martini i zaczęła je popijać, cierpliwie czekając na Rykera.

Odrzucała zaloty mężczyzn próbujących wyciągnąć ją na parkiet. Nigdy nie tańczyła w klubie, jeśli w pobliżu nie było Rykera. Tylko on dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Minęło dziesięć minut i właśnie sięgała po telefon, by wysłać mu przypomnienie, gdy dostrzegła sylwetkę pojawiającą się w wejściu, do której zaraz dołączyła kolejna.

Wściekłość wezbrała w jej żyłach, gdy zobaczyła Rykera idącego do jej stolika z Vivienne depczącą mu po piętach. "Której części słowa »sam« nie zrozumiałeś, Ryker?"

Krzyknęła Sienna, próbując przekrzyczeć głośną muzykę i chwyciła torebkę, by wyjść, ale Ryker złapał ją za nadgarstek, zatrzymując ją w miejscu. "Proszę, Enna, musimy porozmawiać."

*******

Vaughan Sterling dotarł na parking klubu. Podczas gdy parkował swój samochód, inny przykuł jego uwagę. To był Chevrolet Cruze należący do sprawcy stłuczki, który zbiegł z miejsca zdarzenia. Wiedział, że kierowca musiał tu być, ale nie miał pojęcia, jak wygląda. Wziął telefon, zrobił zdjęcie tablicy rejestracyjnej i ruszył do wnętrza klubu.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki