Vaughana obudziły promienie słońca przebijające się przez rolety w oknie. Było już prawie południe. Wydarzenia minionej nocy odtworzyły się w jego głowie, gdy wpatrywał się w nagą kobietę obok niego z mieszanymi uczuciami. Zmarszczka złości przecięła jego przystojne rysy twarzy, gdy wykonywał telefon. Kilka minut później rozległo się pukanie do drzwi. Wstał, wsunął na siebie bokserki i otworzył. Jakiś mężczyzna wręczył mu papierową torbę.
Podszedł do lodówki po butelkę wody. Po położeniu ich na szafce nocnej, ubrał się i usiadł na luksusowej sofie. Nie spuszczał z niej wzroku. Nie pozwoli jej uciec, by potem mogła go odnaleźć z jakąś nieprzyjemną niespodzianką.
Siennę obudził dzwoniący telefon. Obrzydliwy ból głowy zawładnął jej mózgiem, gdy przerzucała wzrokiem od lewej do prawej w poszukiwaniu komórki. Jej długie włosy były rozczochrane, gdy uniosła się do pozycji siedzącej. Nieznany luksusowy pokój wywołał u niej atak paniki, a w żołądku aż jej się przewróciło, choć nie tak mocno, jak bolało ją ciało i wszystko w jej wnętrzu.
Każdy centymetr sprawiał ból. Zlokalizowała swoją torebkę na szafce nocnej obok szklanki wody i jakiejś pigułki. Wzięła torebkę, wyciągnęła telefon i odebrała. "Gdzie jesteś, Sienna?" Zaniepokojony głos Rykera zabrzmiał w słuchawce.
"Nie wiem" – odpowiedziała, po czym przypomniała sobie, jak przyprowadził Vivienne do klubu i jak wciągnęła ją w to całe bagno. Bardzo ją to zirytowało. "Zadzwonię do ciebie później".
"Nie rozłączaj się". Ryker tonął w poczuciu winy. Nie potrafił zapanować nad własnym libido i wyszedł z klubu bez pewności, że jego najlepsza przyjaciółka jest bezpieczna. Jak mógłby sobie wybaczyć, skoro rano zorientował się, że nie wróciła do domu? A co jeśli przydarzyło jej się coś strasznego? Nic nie było w stanie zagłuszyć jego strachu i zmartwienia. "Znajdę cię".
Sienna była lekko zirytowana i nie potrafiła logicznie myśleć. "Jak chcesz mnie znaleźć, skoro sama nie wiem, gdzie jestem? Nie martw się, wszystko będzie dobrze". Rozłączyła się.
"Weź pigułkę z szafki nocnej i porozmawiajmy" – głęboki głos rozbrzmiał za jej plecami. Lekko zadrżała. Wcześniej nie zauważyła jego obecności. Odwróciła się gwałtownie, napotykając intensywne spojrzenie przystojnego mężczyzny, który siedział na sofie, jakby rządził całym wszechświatem. Natychmiast przypomniała sobie wszystko, co wydarzyło się ubiegłej nocy. To, jak wzięła udział w tym głupim wyzwaniu, a ona mogłaby przysiąc, że Vivienne ją odurzyła. Ale czy to nie była jej własna głupota? Jak mogła wypić to, co Vivienne jej zaproponowała?
Niezależnie od tego, nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ten mężczyzna ją wykorzystał. Przypomniała sobie, że on przecież nigdy nie dopuszczał do siebie żadnej kobiety i spodziewała się, że ją odepchnie po tym pocałunku. On jednak posunął się w tym wszystkim tak daleko. "Co to za pigułka?" – utrzymała irytację w swoim głosie, okrywając pościelą swoje nagie ciało. Ból, zawstydzenie i wściekłość zmieszały się w jedno, obezwładniając ją.
"Jesteś aż tak głupia? Jakie tabletki bierze się po uprawianiu seksu bez zabezpieczenia?" Sienna poczuła, jak jej serce staje. Zacisnęła szczęki aż zazgrzytały zęby. Był tak chamski i arogancki, że po prostu się wściekła, a w najśmielszych snach nie przypuszczała, że padnie ofiarą podania jej narkotyków.
"Nie martw się, oboje jesteśmy dorośli, ale zapewniam cię, że nie zamierzam nosić w łonie bękarta" – warknęła przez zaciśnięte zęby i zaczęła szukać swoich ubrań, które, o dziwo, zostały starannie ułożone w nogach dużego łóżka.
"To mi nie wystarczy. Udowodnij to. Weź pigułkę". Vaughan wstał z sofy ze śmiertelnie poważnym wzrokiem. Ta kobieta mogłaby go później znaleźć z niechcianą ciążą, a on nie zamierzał dawać jej takiej możliwości.
Sienna była niepokorna. "Nie ufam pochodzeniu tej pigułki. To może być trucizna czy cokolwiek innego".
"Jeśli szukasz kogoś, kogo mogłabyś szantażować niechcianą ciążą, to nie wliczaj w to mnie".
Sienna płonęła, a jej furii nie dało się ukryć. Kiedy słyszała o sytuacjach, w których ktoś budził się obok obcego człowieka, nigdy nie przypuszczała, że ona sama znajdzie się w takiej sytuacji. Musiała stracić czujność, ponieważ był z nią jej najlepszy przyjaciel i ufała, że będzie ją chronił, ale w najważniejszym momencie po prostu ją zawiódł. "Chcę się ubrać, więc bardzo bym prosiła, byś zostawił mnie w spokoju" – zadrwiła. Sienna nigdy nie akceptowała porażek. Mimo całego tego zamieszania nadal unosiła głowę z dumą.
"Widziałem już wszystko, więc co niby chcesz ukryć?" – Vaughan odpalił równie kąśliwie. Wyglądało na to, że Sienna trafiła na równego sobie przeciwnika, bo Vaughan również nie był człowiekiem przyjmującym porażkę. Zresztą kobiety się go obawiały. Mężczyźni w sumie też. To była pierwsza kobieta, która miała do niego takie nastawienie i wcale mu się to nie podobało.
Wyzbyta skrupułów Sienna upuściła materiał, którym się okrywała. Oblicze Vaughana zbladło na widok plam krwi. W jego oczach zagościło wyraźne niezrozumienie. Czy mogłaby być tak niewinna, jak sugerowała? Wziął ją po raz pierwszy, ale przecież tego chciała. Sama zainicjowała to wszystko. Wydawała się być odurzona, więc gdyby nic nie zrobił, mogłaby zupełnie stracić zmysły. Technicznie rzecz biorąc, wręcz uratował jej życie.
Cóż, nie mógł jednak pozwolić sobie na odczuwanie jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Doświadczenie nauczyło go, by nigdy nie ufać żadnej kobiecie. Podczas gdy on błądził w myślach, Sienna zdążyła się ubrać i powolnym krokiem podeszła do drzwi. Ruszył za nią w szybkim tempie: "Nie sądzisz, że zgrywanie ofiary po uprzednim uwiedzeniu mężczyzny jest odrobinę żałosne?" Jego intensywne spojrzenie wbiło się ciężko w jej twarz.
Sienna poczuła się tak, jakby oblano ją wiadrem zimnej wody, ale równie szybko odzyskała równowagę. "Och, nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób". Jej ton był zaskakująco spokojny. "Myślałam, że była to nasza obopólna zgoda, ale skoro już postawiłeś sprawę jasno, to masz" – wsunęła rękę do torebki, po czym uświadomiła sobie, że nie ma przy sobie ani jednego banknotu, oprócz nędznego dolara. W myślach przeklęła samą siebie, zanim nagle przyszedł jej do głowy wyjątkowo okrutny plan.
"To zapłata za twoje usługi. Cóż, twój występ był poniżej średniej prawdziwego mężczyzny, więc to jest to, na co zasługujesz". Po tych słowach rzuciła mu banknot jednodolarowy w twarz i kulejąc wyszła przez drzwi. Wszystko sprawiało jej ogromny ból, ale nie mogła powstrzymać kącików ust przed uśmiechem, widząc jego bladą i jednocześnie wściekłą twarz.
Wzburzenie Vaughana osiągnęło zenit. Nigdy w życiu nie spotkał kobiety, która byłaby tak pyskatej, niegrzecznej i impulsywnej. A co najgorsze, obraziła go. Nie zamierzał puścić tego płazem. Sprawi, że za to zapłaci. Wziął jednodolarowy banknot i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że nie posiada na jej temat żadnych informacji. Znał tylko twarz, nie znał nawet imienia, czy adresu. Zadzwonił do menedżera klubu, jednak on również nie miał o niej żadnych danych, co oznaczało tylko tyle, że nie należała do bogaczy.
Bogaci i sławni mieli bowiem własne, zarejestrowane karty członkowskie. Vaughan zacisnął zęby tak mocno, że aż ugryzł się w język. Nikt nie ośmielał się odzywać do Vaughana w ten sposób, a co dopiero rzucić mu obrazą prosto w twarz. Znajdzie ją, martwą czy żywą. Zadzwonił i podał jej rysopis. Wiedział, że nic ani nikt nie zdoła ukryć się przed tym człowiekiem...
Sienna siedziała w swoim samochodzie na parkingu. Łzy, które powstrzymywała w sobie przez ten cały czas, popłynęły jej po twarzy. Czuła się tak bardzo zawstydzona i pozbawiona jakiegokolwiek szacunku do samej siebie, ale przynajmniej dała mu posmakować jego własnego lekarstwa. Cóż za arogancki dupek. Podjechała do apteki, by kupić pigułkę "dzień po", i zażyła ją od razu. Zabrała ze sobą też leki przeciwbólowe na bolące ciało.
Pragnęła tylko pojechać do domu, zanurzyć się w wannie z nadzieją na zrelaksowanie obolałych mięśni, zjeść coś i przespać resztę tego przeklętego dnia. Nie chciała już więcej o tym wszystkim myśleć, ani o niczym innym. Nawet o swoim chorym bracie. A mimo to, kiedy w końcu dotarła do domu, przeżyła kolejny szok na widok tego, co ujrzała.






