Oczy Sienny płonęły żywym ogniem, gdy zobaczyła Vivienne, nagą i kucającą na kolanach, z ustami obejmującymi kutasa Rykera, podczas gdy on siedział na kanapie, pożerany przez rozkosz, o czym świadczyły jego głośne jęki. Jej ubrania i ubrania Rykera były rozrzucone po całej podłodze. Sienna wpadła w szał, czuła, jak drży jej ciało. Nie chodziło o to, co robili, ale raczej o to, gdzie to się działo. To było absurdalne i obrzydliwe, miała ochotę zwymiotować. Tak czy inaczej, opanowała się ze względu na Rykera i spróbowała pójść do swojego pokoju.
"Wróciłaś", sapnął Ryker, odpychając Vivienne i próbując znaleźć coś, by zakryć swoją nagość.
"Czy to właśnie chciałeś, żebym przyszła i zobaczyła?" Sienna nie potrafiła ocenić, co było gorsze. Jej własny dom, czy pokój, w którym się obudziła. Przecisnęła się przez zabałaganiony salon, a rzeczy, które wyjęła z samochodu, rozsypały się po podłodze, gdy jej uścisk zelżał z powodu szoku.
Ryker zobaczył koszulę i garnitur, które Sienna dla niego wybrała, i poczuł się fatalnie. Sienna dbała o niego o wiele bardziej niż jego tak zwana dziewczyna. Ona tylko od niego wymagała, ale nigdy nie wyciągnęła do niego pomocnej dłoni. Jedyne, w czym była dobra, to to, co robiła na kolanach.
"Przepraszam", nalegała. W głosie Rykera pobrzmiewało poczucie winy. "Przysięgam, że jak tylko znajdę pracę, wezmę na siebie rachunki."
Sienna zatrzymała się i spojrzała na niego. "Nie narzekam, Ryker, nie przeszkadza mi, jeśli ją tu przyprowadzasz, ale niech to wszystko pozostanie w granicach twojego pokoju. Nie wyciągajcie tego na widok publiczny i nie plugawcie salonu, tylko o to proszę", wyjaśniła krótko Sienna. Nie pochwalała tego, że przyprowadzał Vivienne do jej mieszkania, ale był dorosły i nie mogła go ograniczać tylko dlatego, że to ona płaciła rachunki. Wciąż jej na nim zależało i nie chciała, żeby wpadł w depresję.
"Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy. Dzięki za garnitur. Jesteś najlepsza", Ryker miał na sobie bokserki i zbliżył się do Sienny, by pocałować ją w policzek, ale ta cofnęła się, powstrzymując jego ruch. Wezbrało w nim poczucie zażenowania.
"Zajmij się swoją dziewczyną, ja idę się przespać", powiedziała uroczyście Sienna. Miała właśnie wejść do swojego pokoju, gdy usłyszała ostry głos.
"Hej, wróciłaś, i dorobiłaś się tych wszystkich malinek w zaledwie jedną noc?" Vivienne zdążyła się ubrać i wpatrywała się w nią wyzywająco. Podsłuchała, jak Ryker rozmawiał z Sienną przez telefon, i zrobiła to, co zrobiła, żeby jej dokuczyć. Jej nienawiść do ich relacji nie znała granic.
Spojrzenie Rykera pociemniało, gdy dostrzegł malinki rozsiane na szyi Sienny. Wcześniej poczucie winy nie pozwoliło mu przyjrzeć się jej z bliska. Wzbierał w nim gniew. "Co on ci zrobił?"
"Jestem dorosła, Ryk, poradziłam sobie. Muszę odpocząć", Sienna zabrzmiała swobodnie, ale wciąż cierpiała po wydarzeniach minionego dnia. Żałowała, że zaprosiła Rykera do klubu, ale przede wszystkim czuła, że w ogóle nie powinna była tam iść.
"Zrobię ci śniadanie, dobrze?" Ryker próbował zrobić cokolwiek, by zmyć z siebie poczucie winy, ale to tylko zirytowało Vivienne. Zdała sobie sprawę, że więź łącząca tę dwójkę była zbyt silna, dlatego wymyśliła wymówkę.
"Muszę już iść. Mama właśnie dzwoniła", rzuciła od niechcenia. Słaba wymówka, biorąc pod uwagę, że jej telefon wcale nie dzwonił.
Przeraziła się, gdy Sienna zagrodziła jej drogę: "Jeszcze nigdzie nie idziesz. Dopóki nie powiesz mi, co wrzuciłaś mi do drinka."
"Masz halucynacje? O czym ty mówisz?" Vivienne próbowała zgrywać niewiniątko.
"No właśnie, o czym ona mówi?" Ton Rykera był poważny.
Vivienne została zapędzona w kozi róg. "Wierzysz jej? Że ją odurzyłam?"
"Słuchaj, Vivienne, znam swój limit, a nawet się do niego nie zbliżyłam. Po tym, jak wypiłam to, co mi dałaś, oszalałam i robiłam głupie rzeczy. Nie obwiniam cię. Chcę po prostu wiedzieć, co to było", wyjaśniła Sienna, tym razem spokojnie, i dokładnie tak, jak się spodziewała, Vivienne dała się na to nabrać.
"Och, to był tylko afrodyzjak", wyznała swobodnie.
Ryker zbladł. Nigdy nie spodziewał się takich intencji po swojej dziewczynie. "Afro co? Ty?"
"Daj spokój, w końcu i tak kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Czy to miało znaczenie, z kim to się stanie?" Vivienne nie czuła skruchy. Gdyby dostała drugą szansę, zrobiłaby to ponownie.
Ale Sienna była głęboko zraniona. Vivienne wtargnęła w życie Rykera i robi jej coś takiego. Jej pierwszy dar, który planowała ofiarować miłości swojego życia, za którą wcześniej uważała Rykera, został teraz oddany nieznajomemu. Nie potrafiła opanować furii: "Tak, miało, a teraz po prostu wynoś się z mojego domu."
Vivienne pozostała niewzruszona, wpatrując się w Rykera. "Będziesz patrzył, jak mnie wyrzuca?"
"Sama powiedziałaś, że wychodzisz". Ryker tym razem nie ukrywał swojego zawodu i rzekł chłodno. Vivienne wzięła głęboki oddech i wypadła z mieszkania. Wiedziała, że tym razem przesadziła, ale zawiść nie pozwoliła jej przeprosić.
"Słuchaj. Bardzo cię przepraszam. Wynagrodzę ci to, przysięgam". Ryker odwrócił się do Sienny i zaczął błagać, gdy tylko Vivienne wyszła.
"Nieważne, idę do swojego pokoju", Sienna zostawiła Rykera i poszła do siebie, ale on podążył za nią. Wpędził ją w poważne kłopoty i nie potrafił sobie tego wybaczyć.
"Więc proszę, powiedz mi. Co się stało?" Usiadł na jej łóżku i zapytał łagodnie, a z jego słów biła szczera troska. Sienna wiedziała, że Ryker nigdy celowo by jej nie skrzywdził, i szybko puściła wszystko w niepamięć. W końcu znów byli razem, zupełnie sami. Czuła się przy Rykerze tak swobodnie, że mogła mu powiedzieć wszystko, ale jej żołądek zabulgotał: "Jestem głodna."
Ryker poczuł, że jeszcze nie miała nastroju na rozmowę, i wstał: "Dobrze, ugotuję ci coś, ale później musisz mi powiedzieć, co się stało. W porządku?"
"Ok", mruknęła Sienna i poszła wziąć kąpiel. Wciąż czuła się niekomfortowo.
Ryker przygotował tosty z kawą, a ponieważ Sienna jeszcze nie wyszła, poszedł do garażu sprawdzić jej samochód. Zawsze dbał o to, by był w dobrym stanie, by mogła z niego korzystać. To było najmniej, co mógł zrobić w zamian za całą dobroć Sienny. Gdy wrócił, miał zmartwiony wyraz twarzy. Sienna jadła śniadanie przy małym stole w jadalni.
"Miałaś wypadek?" Był jeszcze bardziej zmartwiony i zły na siebie za to, że nie miał dla Sienny tyle czasu, co kiedyś, ale byli najlepszymi przyjaciółmi, a Vivienne była jego przyszłością. To z nią zamierzał się ożenić, więc uważał za słuszne spędzanie z nią większej ilości czasu.
"To było raczej potrącenie i ucieczka", powiedziała od niechcenia.
"Mam nadzieję, że nie nagrał cię monitoring. Zaniosę samochód do naprawy", odwrócił się w stronę drzwi.
"Nie mam teraz na to pieniędzy, ale dostałam nową pracę i w poniedziałek będę miała wystarczająco dużo. Możesz oddać samochód we wtorek."
Ryker zamarł w drzwiach. "Nową pracę? Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?"
"Jak mogłam ci powiedzieć, skoro nie mamy okazji porozmawiać? Nie jesteśmy już my, i rozumiem to", posłała mu słaby uśmiech.
"Sienna, zawsze będę przy tobie, bez względu na wszystko, i na zawsze pozostaniemy najlepszymi przyjaciółmi", oświadczył obszernie.
"Dobrze wiedzieć. Zmiażdżyłam..." Miała właśnie opowiedzieć mu o tym, co wydarzyło się w biurze, gdy telefon Rykera zaczął dzwonić, więc Sienna skupiła się na jedzeniu. "To Vivienne, prawda? Możesz iść", powiedziała, gdy zakończył rozmowę. Ryker posłał jej zmartwione spojrzenie, po czym wyszedł za drzwi.
Po jedzeniu Sienna wzięła leki i poszła spać. Następnego dnia Ryker nie wrócił i panowała cisza. Sienna uznała, że najlepiej będzie do niego nie dzwonić. Jego czas należał teraz do jego Vivienne. Bolesna to była prawda. Nawet jeśli mógł się do tego nie przyznawać, Vivienne była jego priorytetem.
Sienna spędziła dzień na praniu i sprzątaniu domu. Kiedy skończyła, zrobiła obiad i zjadła. Resztę dnia spędziła czytając jedną czy dwie książki na telefonie, potem pograła w Zumę i poszła spać. Było już późno, kiedy usłyszała głosy. Ryker znów musiał przyprowadzić Vivienne. Nie podobał jej się ten pomysł, ale nie narzekała, ani zresztą nie wyszła z pokoju.
Obudziła się wcześnie następnego ranka, ubrała i pojechała do nowej firmy. Na szczęście tym razem Ryker spał w swoim pokoju z Vivienne. Musiał jednak wrócić późno, ale i tak umył jej samochód. Zrobiło jej się ciepło na sercu, a w kącikach jej ust zagościł uśmiech. Pojechała do firmy i stawiła się w dziale HR.
"Dobrze, że pani jest", wykrzyknął Preston z ekscytacją. Sienna odpowiedziała uśmiechem, podczas gdy Preston kontynuował. "Posiedzenie zarządu zaraz się zacznie. Proszę wziąć ten iPad. Zaprowadzę panią do biura po spotkaniu", powiedział, wciskając iPad w jej dłonie i prowadząc ją do sali konferencyjnej. Kiedy tam dotarła, omiotły ją pytające spojrzenia.
Ubrana w szarą sukienkę do kolan, z rozpuszczonymi włosami, Sienna wyglądała oszałamiająco. Użyła nieco więcej makijażu z powodu malinek, które wciąż nie wyblakły całkowicie. Jednakże Sienna zamarła, gdy dostrzegła utkwioną w niej parę oczu.
Jej serce zgubiło rytm. Nie, może dwa albo trzy. To była znajoma twarz. Och, to był ten sam mężczyzna z klubu, z którym obudziła się w łóżku. Co on tu robił? Poczuła, jak kręci jej się w głowie, a jej umysł ogarnia mętlik.






