Zerkając na zegarek po raz drugi, Bailey westchnęła z irytacją.
Minęło ponad dziesięć minut, odkąd tu dotarła. Zimne, zimowe powietrze wciąż docierało do niej przez warstwy ubrań, kurtkę, wełnianą czapkę, pasujący szalik, spodnie dresowe i wysokie buty.
Planowała zostać dziś w domu, pograć w gry z Rexem i, miejmy nadzieję, wygospodarować trochę czasu z Tobym dla siebie. Otrzymała telefon od Jenny






