Jest już późny wieczór, a w barze robi się coraz ciszej. Torin nie próbował więcej okazywać czułości publicznie, ale trzymał się blisko i nie raz naruszył moją przestrzeń osobistą. Właściwie, jestem prawie pewna, że to przez niego tak długo zajęło mi zauważenie Lindy, która niezręcznie krążyła przy barze. Jest tak duży, że zasłaniał mi ją. Odchodzę od niego z szerokim uśmiechem na twarzy.
– Lindy!






