Budzę się i zostaję w łóżku jeszcze jakieś dwadzieścia minut, czekając, aż Crash się ode mnie odsunie. Nie mogę wstać, kiedy jest zwinięty w kłębek na mojej piersi, to oczywiste, co jest do bani, bo strasznie chce mi się siku. Kiedy w końcu się rusza, wyskakuję z łóżka i pędzę do łazienki. Korzystam z okazji, żeby wziąć prysznic i umyć włosy, a Crash miauczy na mnie, narzekając, że pewnie chce jeś






