Siedzę na kanapie Toriego, a on chodzi po domu niespokojnie. Wygląda, jakby nie wiedział, co ze sobą zrobić.
– Napijesz się czegoś? Coś zjesz? – proponuje.
– Jest mi dobrze, Tori. Chodź, usiądź ze mną, powinniśmy porozmawiać. – Poklepuję miejsce obok siebie na kanapie, a on wzdycha, kiwa głową i opada na siedzenie obok mnie.
– O czym chcesz porozmawiać? – pyta cicho, a ja unoszę brew.
– Myślę, że






