Cela śmierdziała potem i szczynami, strach był tak gęsty, że przywierał do ścian. Ariana otworzyła drzwi niedbałym ruchem nadgarstka, jakby otwierała własną spiżarnię, a ja weszłam obok niej. Mężczyzna skulił się w kącie, oczy miał szeroko otwarte, ten rodzaj szerokości, który błagał, ale nie miało to znaczenia.
– Na nogi – powiedziała Ariana głosem jak smagnięcie batem.
Zahawał się, drżąc. Kiedy






