**Punkt widzenia Margot**
Ponowne spotkanie z Cobanem było jak wejście w środek burzy, na którą przygotowywałam się od samego rana.
Najpierw nadeszła ulga, nim zdążyło pojawić się cokolwiek innego.
Stał tam, oddychający, solidny, jak najbardziej żywy i miewał się tak dobrze, jak tylko mogłam oczekiwać.
Oczy miał pociemniałe od siniaków, nos spuchnięty i zaczerwieniony, ale trzymał się na nogach.






