** Punkt widzenia Parkera **
Deszcz przeszedł, zanim nastało popołudnie. Powietrze pachnie mokrą sosną i dymem z kominów domków. W watasze panuje dziwny spokój. To ten rodzaj bezruchu, który zawsze przyprawia mnie o ciarki na plecach. To coś, co przychodzi tuż przed tym, jak coś pęknie.
Popycham drzwi głównej sali i wchodzę do środka. Znajomy gwar aktywności watahy uderza natychmiast – głosy, krok






