Z perspektywy Caeluma
Oklaski po mojej prezentacji brzmiały pusto w moich uszach. Przez chwilę myślałem, że to przetrwałem – drżenie w głosie, pęknięcie w moim wystąpieniu. Urzędnicy klaskali, a słowa Dyrektora Leo brzmiały jak zbawienie.
Wtedy głos Freyi przeciął powietrze.
Zimny. Ostry. Nieunikniony.
– Caelumie Graftonie – nazwała mnie po imieniu, nie tytułem, nie Alfą, ale z ostrzem na języku.






