Perspektywa Freyi
Łopaty śmigłowca cięły mgliste niebo, aż stały się jedynie szeptem, cichnącym gdzieś na horyzoncie. Stałam w bezruchu, patrząc, aż nawet najsłabszy błysk jego metalicznej powłoki zniknął za klifami. Dopiero wtedy odwróciłam się do Silasa.
– Chodźmy – powiedziałam cicho.
Nie ruszył się. Zrobiłam zaledwie dwa kroki, gdy zdałam sobie sprawę, że wciąż stoi tam, gdzie go zostawiłam –






