Perspektywa trzecioosobowa
W zimnym, srebrzystym blasku księżyca Lana zamarła w bezruchu, a jej tętno dudniło pod skórą niczym dziki werbel.
Głos Victora był cichy, zbyt cichy – ten rodzaj niskiego, niebezpiecznego spokoju, który snuł się wokół niej jak dym.
– Nie jestem typem samca, który musi cokolwiek wymuszać – mruknął, a jego oddech musnął jej policzek. Jego usta otarły się o jej ucho, drażni






