Punkt widzenia Freyi
Krew wciąż tętniła mi pod żebrami, gdy Everett Williams uniósł dłoń.
Jeden gest i cienie wewnątrz posiadłości Williamsów się poruszyły. Z tuzin egzekutorów wyszło z mrocznych, kamiennych korytarzy, barczystych, wyszkolonych do walki, a z każdego bił zapach posłuszeństwa i stali Srebrnego Kła.
I wszyscy mnie otoczyli.
Moja wilczyca natychmiast się poderwała, jeżąc się pod skórą






