POV Cerys
– Chcesz się mnie wyrzec tylko dlatego, że zostałam naznaczona przez obcego? – pytam, przyciskając dłoń do śladu na szyi, podczas gdy ojciec piorunuje mnie wzrokiem. Twardy błysk w jego oczach sprawia, że czuję się mała i niekochana.
Choć to akurat nic nowego. Nigdy nie kochał mnie w pełni, zawsze przedkładając nade mnie moją przyrodnią siostrę, Varnę, ponieważ ona jest pełnokrwistym wilkiem, a nie mieszańcem jak ja.
Nienawidzi faktu, że nie jestem „czysta” jak Varna. Posiadanie córki, która nie jest pełnym wilkiem, było zmorą jego egzystencji w naszej watasze, a to oznacza, że swoje frustracje wyładowuje na mnie.
– Zostać naznaczoną przez mężczyznę, który nie jest twoim przeznaczonym, to hańba – syczy ojciec, a moja siostra, stojąca obok niego, uśmiecha się drwiąco.
– Ojcze, ona jest wstydem dla rodziny – mówi Varna, kręcąc głową. Piorunuję wzrokiem swoją siostrę, jeśli w ogóle można ją tak nazwać, i zaciskam palce w pięści, wbijając paznokcie w dłonie.
– Skąd możesz mieć pewność, że on nie jest moim towarzyszem? – pytam spokojnie, starając się zachować resztki opanowania, podczas gdy wspomnienia zeszłej nocy próbują wypłynąć na powierzchnię. – Czy nie powinieneś bardziej martwić się tym, że twoja druga córka odurzyła mnie i sprowadziła mężczyzn, żeby mnie macali?
Moja wilczyca milczy, co oznacza, że nie może mi powiedzieć, kto jest moim przeznaczonym.
Varna wykorzystała ten fakt zeszłej nocy, odurzając mnie narkotykami i nasyłając na mnie facetów. Jestem pewna, że to ona za tym stała, bo nikt inny nie nienawidzi mnie na tyle, by tak mnie skrzywdzić.
Moja matka, gdyby żyła, nie pozwoliłaby im na takie traktowanie. Wiedziała, jak to jest zostać oszukaną przez mojego ojca i zajść w ciążę, i wierzę, że nie pozwoliłaby mi cierpieć, gdyby mogła coś z tym zrobić. Ale zmarła, gdy miałam siedem lat, zostawiając mnie pod opieką ojca. Od tamtej pory jego nienawiść do mnie tylko rosła.
Varna zawsze mnie nienawidziła. Ponieważ mój ojciec jest Betą naszej watahy, ma wystarczającą władzę, by pozwalać Varnie i mojej macosze robić ze mną, co im się żywnie podoba. Nigdy nie spotykają ich za to żadne konsekwencje, a ja jestem pewna, że on pozwala im mnie gnębić, bo to jego sposób na przeproszenie ich za swoją dawną niewierność.
Poza tym, po prostu mnie nie lubi.
– Gdyby Varna nie…
Zanim zdążę dokończyć, ojciec wymierza mi siarczysty policzek. Warczy: – Przestań się usprawiedliwiać. Od chwili, gdy się urodziłaś, byłaś hańbą dla naszej rodziny Betów. A teraz ośmielasz się zrobić coś tak haniebnego i pozwalasz obcemu się naznaczyć?!
Na nic nie pozwoliłam, ale on nie chce słuchać.
Varna występuje naprzód i dotyka ramienia naszego ojca. Mruży oczy, patrząc na mnie, a ja nienawidzę tego, że w jej twarzy widzę odbicie własnej. Jej rysy – tak podobne do moich – przepełnione są złośliwością, gdy posyła mi pogardliwy uśmiech.
– Ojcze, Cerys to tylko mieszaniec najniższej kategorii, zrodzony ze słabej czarownicy. Jako Beta możesz odebrać jej wilka, żeby nigdy więcej nie przyniosła nam wstydu.
– Nie! – warczę, cofając się. Patrzę na Varnę. Czy ona naprawdę to powiedziała? Czy wie, co oznacza utrata wilka?
Z tego, co słyszałam, to niewiarygodnie bolesne doświadczenie, a ona chce, żeby mnie to spotkało. Oczywiście, że chce. Wygląda na to, że Varna zrobi wszystko, by się mnie pozbyć.
Mój ojciec rusza w moją stronę, chwyta mnie za ramiona i przyciska do ściany. Jego oczy zaczynają świecić, gdy mruczy: – Jako Beta uznaję tę wilczycę za winną naruszenia praw parowania i ogłaszam ją hańbą dla rodziny…
Szamoczę się, ale on jest zbyt silny. Kontynuuje rytuał, używając swojej mocy, by wgryźć się w moją duszę. Jego słowa zlewają się w jedno, gdy wzdłuż mojego kręgosłupa zaczyna płonąć ogień. Płuca mi się zaciskają, brakuje mi tchu, a moja dusza zdaje się stawać w płomieniach.
Ból rozdziera moje ciało, zmuszając mnie do krzyku i zgięcia się wpół.
– Przestań! – Moje błagania trafiają w próżnię. Nagle przenika mnie pustka i przejmujący chłód, gdy ojciec mnie puszcza. Osuwam się na podłogę, ciężko oddychając i szukając w sobie choćby śladu mojej wilczycy.
Ogromna pustka jest ciemna i zimna. Nie ma po niej śladu.
– Dl-dlaczego? – wychrypuję, patrząc na człowieka, który powinien mnie kochać. Patrzy na mnie, a w jego oczach widać wyraźne rozczarowanie. Jednak ja sama czuję rozczarowanie… nim. Miał być wielkim człowiekiem, a poczuł się tak zagrożony przeze mnie, młodą dziewczynę, że musiał siłą wyrwać mi moją naturę.
Nie odpowiada na pytanie. Patrzy tylko, jak z trudem wstaję, podpierając się o ścianę.
Moje osłabione ciało protestuje, ale patrzę ojcu prosto w oczy. Nie dam mu satysfakcji z oglądania mojej słabości i na pewno nie będę go o nic błagać. Szczerze mówiąc, teraz, gdy nasze więzi zostały zerwane, mogę odejść i zacząć życie na nowo.
– Od dzisiaj nie jesteś już moim ojcem – oświadczam tak wyraźnie i spokojnie, jak to tylko możliwe. Bez słowa kuśtykam do swojego pokoju i siadam na brzegu łóżka. Unoszę dłonie, skupiając się na uzdrawiającej mocy, którą przekazała mi matka.
Z moich dłoni bije ciepło, a ja wzdycham z ulgą. Na szczęście Harkon – mój ojciec – nie mógł mi odebrać tej mocy. Prawdopodobnie dlatego, że pochodzi ona z mojej linii czarownic, a nie z wilczej części. Nigdy nikomu nie mówiłam o mojej rzadkiej zdolności, a teraz mam szansę na nowe życie, w którym mogłabym zostać lekarzem.
Gdy ciało przestaje być tak słabe, zaczynam zbierać swoje rzeczy. Pakuję ubrania, zaoszczędzone pieniądze i kilka drobiazgów pozostawionych przez matkę. Zostawiam niewiele w moim małym pokoju – zresztą i tak nigdy nie było tu zbyt wiele – i schodzę na dół.
Właśnie gdy docieram do salonu, zamieszanie przy drzwiach przykuwa moją uwagę. Podchodzę bliżej, zatrzymując się tuż za Omegą, która otworzyła drzwi.
– Alfa prosi, aby Beta Harkon wysłał wszystkie wolne samice do Domu Watahy. Kaelen szuka swojej towarzyszki – mówi posłaniec. Omijam Omegę, ignorując spojrzenie posłańca, i odchodzę.
– Panienko, zostałaś wezwana do dołączenia do innych dziewcząt w Domu Watahy.
POV Kaelen
– Idą już? – pytam, pocierając pulsujące skronie.
– Zebrały się w sali wspólnej – odpowiada on, a ja kończę wciągać koszulkę przez głowę. Zleciłem Dariuszowi, mojemu przyszłemu Becie, pomoc w odnalezieniu dziewczyny z zeszłej nocy. Najprostszym sposobem było zgromadzenie wszystkich kobiet, abym mógł sprawdzić, która ma moje znamię.
Znalazłem swoją towarzyszkę zeszłej nocy.
Cały wieczór spędziłem na przyjęciu koktajlowym, a kiedy wróciłem do domu i wziąłem prysznic, do mojego pokoju wpadła pijana dziewczyna. Opadła w moje ramiona, a moim pierwszym odruchem było ją odepchnąć, ale wtedy poczułem jej zapach.
Natychmiast mnie otoczył, obezwładniając zmysły, przenikając mnie i przykuwając uwagę mojego wilka.
„TOWARZYSZKA!” – zawył.
Instynktownie ją naznaczyłem, a potem trzymałem w ramionach, dopóki oboje nie zasnęliśmy. Jej zapach był delikatny i lekki, ale im bardziej próbuję go sobie przypomnieć, tym bardziej blaknie. Twarz tej dziewczyny też. Wydaje mi się, że miała brązowe włosy, ale cała reszta jest zamazana.
– Idziemy – mówię pewnym głosem, kończąc się ubierać.
Schodzę na dół jako pierwszy. Dziewczęta stoją w rzędzie, czekając na mnie. Gdy mnie widzą, na ich twarzach pojawiają się uśmiechy. Każda jest ubrana w to, co zapewne uważa za swoją najlepszą sukienkę.
Zbyt wiele zapachów atakuje moje zmysły, więc skupiam się na aspekcie fizycznym – konkretnie na znamieniu, które zostawiłem tej dziewczynie.
– Jeśli macie znamię na szyi, wystąpcie naprzód – ogłaszam. Ponad połowa dziewcząt robi krok do przodu, reszta zostaje z tyłu. Dariusz idzie za mną, gdy zaczynam przegląd od lewej strony.
Ich twarze są pełne nadziei, ale gdy tylko je mijam, czuję, jak w pomieszczeniu rośnie rozczarowanie.
Nagle, gdy idę wzdłuż szeregu, mój wilk ryczy: „Towarzyszka!”






