POV Cerys
Powietrze pachnie środkiem antyseptycznym.
Co, kiedy otwieram oczy, nie jest zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że znajduję się w jakimś budynku medycznym. Biały sufit i ściany rażą jasnością, ale zmuszam się, by rozejrzeć wokół. To nie moja klinika. To miejsce jest zbyt duże i luksusowe.
Moja klinika jest mała i choć nie jest tam brudno, nie umywa się do czystości tego miejsca.
Gdy siadam, czuję kłucie bólu w różnych częściach ciała. Głowa pulsuje mi od bólu, którego wcześniej nie było, a ciało jest tak słabe, że miałabym trudności z ustaniem na nogach, gdybym spróbowała.
Czy zemdlałam przez tę niepełną więź?
– Żałosne.
Varna wpada przez drzwi, a tuż za nią idzie moja macocha, Ravna. Obie patrzą na mnie z pogardą, mierząc wzrokiem moje osłabione ciało.
– Czy ty przypadkiem nie udajesz uzdrowicielki? – docina Varna, wykrzywiając górną wargę z obrzydzeniem. – Udawanie omdlenia i wizyta u lekarza na oczach Kaelena to trochę za dużo, nie uważasz? Czy to twój chory sposób na uwiedzenie go?
Wpatruję się w moją przyrodnią siostrę.
Skąd ona wzięła pomysł, że chciałabym uwodzić jej towarzysza? Jedyne, czego pragnę, to wyzdrowieć i żeby ludzie tacy jak Varna dali mi spokój. Robienie z siebie celu dla jej gniewu w ogóle nie leży w moich planach.
Ravna podchodzi i brutalnie wyrywa mi kroplówkę z ramienia. Syczę z bólu i szybko przyciskam palce do rany, by zatamować krew. Moja reakcja tylko wywołuje u nich śmiech.
Irytacja zaczyna we mnie wrzeć. Piorunuję Varnę wzrokiem: – Jeśli omdlenie liczy się jako uwodzenie, to ty jesteś winna morderstwa za to, że doprowadziłaś do naznaczenia mnie bez mojej zgody. – Varna prycha, a ja odbijam piłeczkę: – Czy ty w ogóle nadajesz się na Lunę? Kwestionujesz moje umiejętności uzdrawiania, ale przy twoim braku współczucia i duszy czarnej jak smoła, nie sądzę, by pozycja Luny była dla ciebie odpowiednia.
Varna przewraca oczami, po czym patrzy na mnie groźnie, krzyżując ręce na piersi.
– Nie pozwolę ci tu wrócić i psuć moich planów – syczy Varna, całkowicie ignorując moje słowa – jak zwykle. – Masz trzymać się z dala od Kaelena. On jest mój i nie chcę cię tutaj.
– Przyjechałam tu do pracy. Możesz być przyszłą Luną, ale Alfa dał mi pozwolenie na pobyt – mówię jej. Ravna prycha, ale ją ignoruję. – Nie jestem dawną miłością Kaelena, więc o co się martwisz?
Ona tylko się na mnie gapi, więc kontynuuję: – Jesteś jedyną osobą, która kiedykolwiek cokolwiek mi odebrała, Varno, więc powinnaś bardziej skupić się na własnych czynach niż na moich. Jeśli Kaelen w końcu wybierze kogoś innego, to będzie tylko twoja wina.
Zauważam, że macocha porusza się obok Varny. Zanim jej dłoń zdoła mnie dosięgnąć, unoszę ramię, by zablokować wymierzony mi cios. Niecałe dwie sekundy później wchodzi pielęgniarka, wodząc wzrokiem od mnie do mojej macochy i siostry.
Ravna natychmiast opuszcza rękę i cofa się. Zaciśnięte w gniewie usta mówią mi, że nie jest zadowolona z przerwania jej zabawy, ale niewiele może zrobić. Jestem w szpitalu i gdyby przyłapano ją na znęcaniu się nade mną tutaj, prawdopodobnie poniosłaby konsekwencje.
– Jak się pani czuje? – pyta pielęgniarka. Podchodzi, by sprawdzić moje parametry życiowe, a patrząc na monitory, widzę, że moje wyniki są na dolnej granicy normy.
– Jestem zmęczona i czuję ból – odpowiadam zgodnie z prawdą.
Próbuję użyć uzdrawiania na sobie, ale czuję jedynie słabe mrowienie i kolejną falę wyczerpania. Chyba się przeforsowałam.
Pielęgniarka przytakuje i delikatnie klepie mnie po ramieniu. – Pani organizm jest skrajnie osłabiony. Z testów wynika, że została pani naznaczona, ale więź nigdy nie została dopełniona.
Mimo że od prawie roku pracuję w medycynie, nie zdawałam sobie sprawy, że tutejsze metody są na tyle zaawansowane, by określić, co mi tak naprawdę dolega. Choć pracowałam z ludźmi, więc ten temat nigdy się nie pojawił.
– Tak, to prawda. Około roku temu zostałam naznaczona.
Nie wdaję się w szczegóły, ale nie muszę. Pielęgniarka posyła mi tylko smutne spojrzenie, znów poklepuje mnie po ramieniu i mówi: – Musi pani odpoczywać przez kilka dni, a może nawet tygodni. Nigdy nie spotkałam się z sytuacją, by ktoś był naznaczony i pozostawał bez dopełnienia więzi tak długo.
– Nie, nie, nie – mruczy Varna, podchodząc bliżej. – Musisz wyjechać. Nie wolno ci tu dłużej zostać.
Patrzę na siostrę, widząc jej czerwoną z wściekłości twarz i niemal wyobrażając sobie parę buchającą z jej uszu. Jest wściekła, ale powtarzam: to wszystko jej wina.
– Jeśli powiecie mi, kto mnie naznaczył, zerwę znamię i natychmiast wyjadę.
To byłoby o wiele lepsze niż przebywanie tutaj z nimi. Gdybym odnalazła mężczyznę, który mnie naznaczył, mogłabym wrócić do mojej kliniki i kontynuować spokojne życie. Życie z dala od toksycznych ludzi pokroju Varny, Ravny i mojego ojca.
– Wiem, kim jest człowiek, który cię naznaczył – odzywa się Ravna, po czym uśmiecha się drwiąco. – Został wyrzucony z watahy kilka miesięcy temu i stał się odmieńcem. Możesz iść do lasu i poszukać jego truchła.
Widząc ten jej uśmiech i złośliwy błysk w oczach, szczerze wierzę, że wykorzystała pozycję Bety mojego ojca, by wypędzić tego człowieka.
– Muszą panie wyjść, Cerys potrzebuje odpoczynku – mówi w końcu pielęgniarka, wypraszając Varnę i Ravnę.
Kiedy w końcu wychodzą, pielęgniarka kończy rutynowe badania i zostawia mnie samą z moimi myślami. W głowie pojawia mi się niewyraźny obraz tamtego mężczyzny. Jego szerokie plecy, zarysowane mięśnie… wyglądał na silnego, więc może wcale nie zginął. Mógł przetrwać na ziemiach odmieńców, ale nawet jeśli mu się udało, czy zdołam go odnaleźć?
– Cerys?
Dziewczyna w moim wieku stoi w progu, przyglądając mi się. Chwilę mi to zajmuje, ale znajome rysy twarzy przywołują wspomnienie przyjaciółki z dzieciństwa.
– Marna? – pytam, a ona uśmiecha się i wchodzi do pokoju. Nie widziałam jej od lat, nie miałyśmy kontaktu jeszcze na długo przed moim wygnaniem.
– Tak, cześć – mówi, machając lekko ręką. – Wiem coś o twoim znamieniu. Człowieka, który cię naznaczył, nie ma w watasze.
– Skąd wiesz? – pytam, zaskoczona i ciekawa. Siadam, a ona przysiada na brzegu łóżka.
– Widziałam pewne dokumenty na jego temat, kiedy podsłuchałam rozmowę twojej macochy i siostry. On przebywa na niebezpiecznym terenie poza terytorium watahy – mówi mi. – Mogę pomóc ci go znaleźć, ale musisz iść ze mną. Nie mogę wynieść dokumentów z biura.
Potrzeba dowiedzenia się, kim jest ten mężczyzna, pcha mnie do działania. Pozwalam Marnej pomóc mi wstać z łóżka i przejść przez korytarze. Jak tylko dowiem się, o kogo chodzi, wrócę i odpocznę, zanim wyruszę na poszukiwania.
– Tędy – mówi Marna, prowadząc mnie długim korytarzem. Te korytarze nie wydają mi się znajome, a im dalej idziemy, tym bardziej skręca mnie w żołądku z niepokoju.
Marna zatrzymuje się w końcu przed drzwiami gabinetu, mówiąc: – Jesteśmy na miejscu.
– Gabinet Alfy? – pytam, ale ona kręci głową.
– Nie, to gabinet Gammy. On zajmuje się dokumentacją odmieńców.
Gabinet brata Lyry? Jeśli to prawda, dlaczego Lyra mi nie powiedziała?
Zanim zdążę zapytać o to Marną, ona wpycha mnie do środka. Potykam się, niemal upadając, a drzwi zatrzaskują się za mną. Odwracam się gwałtownie i szarpię za klamkę. Ani drgnie.
Zamknięte.
Wystawiła mnie.
Jeśli miałabym zgadywać, to pewnie Varna namówiła Marną do tego wszystkiego. Powinnam była wiedzieć, że to zbyt łatwe i że Varna zbyt szybko odpuściła w szpitalu.
Rozglądając się po pomieszczeniu, dostrzegam na biurku kilka dokumentów z moim nazwiskiem na górze. Czy właściciel tego gabinetu przygotowywał się do wyrzucenia mnie z watahy, mimo że Kaelen pozwolił mi zostać?
Właśnie gdy nachylam się nad biurkiem, by przeczytać papiery, zamek klika i drzwi się otwierają. Podnoszę wzrok i napotykam spojrzenie nikogo innego jak Alfy Kaelena, który właśnie wchodzi do środka.
Lodowate spojrzenie pełne furii i jego ostre słowa sprawiają, że zamieram w bezruchu.
– Śmiesz wchodzić do mojego gabinetu bez pozwolenia?






