languageJęzyk

Rozdział 5 - Wykroczenie i wygnanie

Autor: Florence14 maj 2026

POV Cerys

– Myślałem, że kazałem ci nie wystawiać mojej cierpliwości na próbę – warczy Alfa Kaelen, idąc w moją stronę. Cofam się, aż moje plecy napotykają ścianę. Zapędza mnie w kozi róg, mierząc mnie wzrokiem tych zimnych, błękitnych oczu.

– Co robisz w moim gabinecie?

Oczywiście, to jego gabinet. Przesuwam wzrokiem za jego sylwetkę, by ogarnąć pomieszczenie, po czym znów patrzę na niego.

Szerokie ramiona, wyraźnie zarysowane mięśnie i spojrzenie, które mogłoby zamrozić piekło, sprawiają, że wstrzymuję oddech. Jest o całą głowę wyższy ode mnie i góruje nad moją drobną postacią. Gdyby moje serce nie próbowało właśnie wyskoczyć z piersi, musiałabym przyznać, że jest przystojny.

W każdym calu Alfa.

Z jego statusem i mocą, Alfa Kaelen mógłby mnie z łatwością zabić, gdyby tylko chciał. Sam ten fakt wywołuje we mnie falę paniki. Biorę kilka uspokajających oddechów, choć niewiele dają, i odpowiadam zgodnie z prawdą.

– Marna mnie tu przyprowadziła, mówiąc, że pomoże mi coś znaleźć. Kiedy dotarłyśmy na miejsce, wepchnęła mnie do środka i zamknęła drzwi – mówię mu, spuszczając wzrok z szacunkiem, jak przystało na wilka niższej rangi.

Chociaż nie mam już wilka, więc czy nadal muszę mu się kłaniać?

Niski pomruk wydobywający się z piersi Alfy Kaelena sprawia, że przyciągam podbródek jeszcze bliżej klatki piersiowej. To chyba instynkt, który pozostał we mnie mimo utraty wilczycy.

– Naprawdę sądzisz, że uwierzę w tak marnie skonstruowane kłamstwo? – warczy Kaelen. Jego obecność jest obezwładniająca i ciężka, więc wtulam się mocniej w ścianę. Zanim zdążę odpowiedzieć, drzwi obok nas wylatują z hukiem. Uderzają o ścianę, o centymetry mijając moją głowę.

Do środka wpada Varna, już od progu mrużąc na mnie oczy. Nienawiść w jej spojrzeniu jest gorsza niż kiedykolwiek.

– Mówiłam ci, że z nią będą same kłopoty – mówi Varna, wskazując na mnie ręką. Kaelen cofa się o krok, zerka na Varnę, a potem znów na mnie, podczas gdy moja siostra mówi dalej: – Nie ma jej tu nawet jednego dnia i patrz… już myszkuje w twoim gabinecie!

– Ja wcale nie…

– Milcz, Cerys! – syczy Varna, popychając mnie na ścianę, gdy próbuję się poruszyć. – Jesteś szpiegiem, dokładnie tak, jak myśleliśmy. Po co innego byłabyś w gabinecie Kaelena? Czego tu szukałaś?

– Niczego…

Varna przerywa mi śmiechem. – Jasne. Z wszystkich gabinetów na tym korytarzu, akurat przypadkiem trafiłaś do gabinetu Alfy? – Prycha, a ja zdaję sobie sprawę, że to jej sprawka. Ta przesadzona reakcja i fakt, że próbuje mnie o wszystko obwinić, zdradzają jej intencje.

Chce się mnie pozbyć, a to był najprostszy sposób, by przekonać Kaelena do wyrzucenia mnie.

Jak zawsze, Varna zrobi wszystko, by postawić na swoim.

– Kaelen, musisz natychmiast wyrzucić stąd Cerys.

Patrzę na mężczyznę, zastanawiając się, czy zrobi to, co mówi moja przyrodnia siostra, czy też przejrzy jej kłamstwa.

– Jeśli mi nie wierzysz – zaczynam – powinieneś wezwać tu Marną i ją zapytać. To ona mnie tu zamknęła i jestem pewna, że powie ci, kto jej to zlecił. Powiedziała, że pracuje w biurze przy dokumentach, ma blond włosy i niebieskie oczy.

Alfa Kaelen rzuca krótkie polecenie i chwilę później w gabinecie pojawia się inny mężczyzna.

– Dariuszu, znajdź Marną i przyprowadź ją do mnie – nakazuje Kaelen, a Beta potakuje, po czym znika za drzwiami. Stoję tam, wciąż plecami przy ścianie, wlepiając wzrok w dwie osoby przed mną.

Czas między wyjściem Bety Dariusza a jego powrotem zdaje się ciągnąć w nieskończoność. Kiedy kręci głową, moje serce zamiera. Zerka na mnie krótko, po czym zwraca się do Alfy Kaelena, który siedzi teraz na brzegu biurka.

– Nie znalazłem żadnej Marnej w biurach, nikt o takim opisie nie kręci się w pobliżu gabinetów – mówi Beta Dariusz, a ja czuję, jak gardło mi się ściska.

– Nie mogła tak po prostu zniknąć – mówię, patrząc na obu mężczyzn. – Jesteście pewni, że nikt nic nie widział?

– Bo nie było kogo widzieć, Cerys – mówi Varna, stając między mną a wyjściem. Czy ona myśli, że ucieknę? Wiem, że ona by tak zrobiła, ale ja chcę dotrzeć do sedna tej sprawy. Ucieczka nie wchodzi w grę.

Varna krzyżuje ręce na piersi i patrzy na mnie z góry, warcząc: – Żadna Marna nie istnieje, prawda? Wymyśliłaś ją sobie. Twoje kłamstwa i matactwa stają się zbyt skomplikowane nawet dla ciebie, Cerys. Widzę, że to wszystko zmyśliłaś, żeby wykręcić się z zakradnięcia do gabinetu Alfy, ale nikt tutaj nie uwierzy w twoje bajki.

Przygryzam język, żeby nie naskoczyć na Varnę – nie żeby mój osłabiony stan był dla niej jakąkolwiek przeszkodą. Ona i jej matka to osoby, które nienawidzą mnie najbardziej na świecie, więc nie zdziwiłabym się, gdyby uknuły tę farsę.

Może jest inny sposób, by to rozegrać. Rozglądam się po pokoju, a mój wzrok natychmiast pada na kamery zamontowane w dwóch rogach. Jeśli są tutaj, to na pewno są też na korytarzach.

– Zawsze możecie sprawdzić nagrania z monitoringu – sugeruję, a Varna milknie na moment. – Niezależnie od tego, jak się tu znalazłam, czy nie uważacie za dziwne, że w ogóle zdołałam wejść do tego gabinetu? Czy tego miejsca nie powinni pilnować wojownicy?

Alfa Kaelen również zerka na kamery, a ja kontynuuję: – Jeśli nie odwołałeś straży, to kto to zrobił? Wątpię, by było wiele osób z wystarczającą władzą, by usunąć ich z posterunków.

Nie potrzebuję jego potwierdzenia. Mam rację.

Mimo to, świadomość własnej racji nie powstrzymuje satysfakcji, która mnie zalewa, gdy Alfa poleca Dariuszowi przesłać nagrania z kamer na jego komputer.

– Powiedz im, żeby przesłali nagranie natychmiast.

Varnie ewidentnie nie podoba się taki obrót spraw, bo uwiesza się na ramieniu Kaelena i posyła mu błagalne spojrzenie.

– Dla takiej kłamczuchy jak Cerys nie ma potrzeby przeglądania nagrań.

O dziwo, Kaelen nawet na nią nie patrzy. Delikatnie ją odsuwa i podchodzi do komputera, włączając go. Zasadniczo ją ignoruje, co jest dziwne jak na parę przeznaczonych. Nie ma w tym czułości, którą zwykle się widuje. Większość par nigdy nie potraktowałaby swojego partnera tak, jak on właśnie potraktował Varnę.

Gdy Alfa Kaelen skupia się na ekranie, uważnie obserwuję tę dwójkę. Varna próbuje flirtować i przyciągać jego uwagę, a on znów kompletnie ją ignoruje.

To dziwne.

– Miałaś rację – ogłasza w końcu. – Ta cała Marna rzeczywiście cię tu przyprowadziła.

– Mam więc do ciebie pytanie – mówię, sprawiając, że Kaelen znów na mnie patrzy. – Co jest poważniejsze niż moje „włamanie” do twojego gabinetu? Myślę, że ważniejsze jest to, kim jest Marna i dla kogo pracuje.

Gniew, który widziałam w jego oczach, łagodnieje. Nie odważyłabym się nazwać tego czułością, ale wygląda to tak, jakby był ze mnie dumny lub w jakiś sposób aprobował moje słowa. Staram się nie wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków, ale to miękkie spojrzenie porusza moje serce i sprawia, że czuję się dziwnie.

– Dowiem się, co tu się dzisiaj wydarzyło, a na razie, Cerys, zostaniesz zakwaterowana w części dla lekarzy w Domu Watahy – mówi Kaelen, wstając. – Zameldujesz się jutro.

POV Kaelen

Siedząc sam w gabinecie, wpatruję się w swoją dłoń.

Zaciskam ją i rozluźniam, próbując zapomnieć o delikatnym dotyku jej ręki. Jednak dotyk Cerys niemal wypalił się w mojej dłoni. Nie wspominając o tym, że nie mogę zapomnieć o kojącym cieple jej uzdrawiającej mocy, która we mnie wpłynęła, gdy trzymała moją dłoń.

To natychmiast rozproszyło niewyjaśniony dyskomfort, którego ostatnio doświadczam. Dyskomfort, który wprowadził mojego wilka w stan śpiączki.

Nikt inny o tym nie wie, a ja nie mogłem szukać pomocy, bo gdyby wieść o tym wyciekła, wataha znalazłaby się w niebezpieczeństwie. Wielu chętnie wyzwałoby mnie na pojedynek, gdyby wiedzieli, że jestem teraz osłabiony.

Nie jestem Alfą długo, a walka ze szpiegami i innymi watahami, które na mnie czyhają, była intensywna. Nie miałem czasu, by zgłębić przyczyny mojego stanu ani znaleźć uzdrowiciela zdolnego mi pomóc. Każdy, kogo ostatnio szukałem, okazywał się nieskuteczny.

Słyszałem, że jedna z córek byłego Bety jest dzieckiem czarownicy, ale nigdy jej nie spotkałem… aż do teraz.

Zawsze dzieliły nas całe światy ze względu na status i krew.

Racjonalnie rzecz biorąc, trudno jej ufać, biorąc pod uwagę, że została wygnana w zeszłym roku.

Wzdychając, wracam do jej akt. Dariusz zdołał je zdobyć i mi przesłać. Kiedy je przeglądam, zamieram.

„Powód wygnania: Cerys Vane, córka Bety Harkona Vane’a, została naznaczona przez nieznajomego w nocy 12 czerwca 2024 roku. W wyniku zhańbienia rodziny i watahy poprzez owo naznaczenie, zostaje skazana na życie jako odmieniec od dnia 13 czerwca 2024 roku”.

Czytam ten krótki opis jeszcze raz, wypełniony zaskoczeniem.

Cerys została wyrzucona z watahy za naznaczenie przez obcego, a już następnego dnia dowiedziałem się, że moją przeznaczoną towarzyszką jest Varna?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 - Wykroczenie i wygnanie - Odrzucona i naznaczona: Powrót wygnanej Luny | StoriesNook