languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Aeliana Thorne 4 kwi 2026

POV Dylan

„Mamo? Wróciłam!” – krzyknęłam w chwili, gdy w końcu znalazłam się w domu. Niemal natychmiast zbiegła po schodach naszego małego domku, ze łzami w oczach szybko zamykając mnie w ramionach.

„Dylan, ja... tak mi przykro z powodu wczorajszego dnia. Siedziałam z tobą przez wiele godzin, ale ty się nie ruszałaś. Musiałam wracać do domu do Freddiego”. Płakała na moim ramieniu, a ja tylko przewróciłam oczami. Nie przepadam za przytulaniem, zawsze czuję się wtedy niezręcznie. Czasem bywa też bardzo melodramatyczna.

„Mamo, nic mi nie jest”. Moja mama ostatecznie przestała szlochać i powoli zwolniła uścisk, wycierając oczy.

„Twój tata byłby taki dumny z silnej młodej kobiety, na jaką wyrosłaś”. Uśmiechnęłam się przed odwróceniem w stronę schodów. „Dylan... Ja... Zrobiłam twoje ulubione danie”. Już wcześniej czułam zapach gotującego się bulionu wołowego, aromat unosił się po całym domu. Rzadko mieliśmy dość pożywienia, by ugotować bulion wołowy, ale uśmiechnęłam się i skinęłam głową wiedząc, że musiała zrobić coś, by zdobyć składniki.

„Dzięki, mamo”. Nasze relacje były skomplikowane, nie rozmawiałyśmy ze sobą zbyt wiele, ale miłość stanowczo była między nami obecna. Uśmiechnęła się i wróciła do kuchni, aby dokończyć przygotowywanie kolacji. Po prostu nie miałyśmy nic wspólnego. Ona nie rozumiała mojego zadziornego, wojowniczego nastawienia, a ja nie rozumiałam jej uległości. Nigdy nie zbudowałyśmy więzi takiej, jak większość rodziców z dziećmi. Chciała mieć idealną, małą córeczkę, ale dostała mnie – największą chłopczycę, jaka kiedykolwiek istniała. Oczywiście nie była typem wojowniczki, co nie oznaczało, że nie starała się mnie lub mojemu bratu jakkolwiek pomóc – a przynajmniej próbowała. Polegała na mnie bardzo mocno, czasem chyba aż za bardzo. Czasem wydawało mi się, że widzi we mnie stereotypowego „mężczyznę w domu”.

„Dilly”. Odwróciłam się gwałtownie i ledwie zdążyłam złapać Freddiego, gdy wyskoczył z szóstego stopnia schodów.

„Uff”. Poczułam się lekko oszołomiona, gdy owinął nogi wokół mojej talii. Moje plecy zapiekły z powodu nacisku, jaki na nie wywarł. „Freddie, ostrożnie, to wciąż bardzo boli” – jęknęłam, a on się zaśmiał.

„Przepraszam”. Pochyliłam się i wypuściłam powietrze na jego policzek, by wywołać śmieszny dźwięk, co doprowadziło go do histerycznego śmiechu, po czym postawiłam go z powrotem na ziemię. Chwycił moją dłoń w swoją małą rączkę i pobiegł do stołu w jadalni, ciągnąc mnie za sobą.

„Dylan... twoje plecy...” Moja mama zatrzymała się w progu, trzymając dwie miski rosołu. Patrzyła na moje plecy, gdy siadałam przy stole. Powoli dotknęłam ręką koszulki pod którą kryły się owinięte wokół pleców bandaże. Materiał był mokry. Nie miałam wątpliwości, że rana znów krwawiła.

„Szlag, po kolacji znów będę musiała iść do pielęgniarki”. Spojrzałam na swoją dłoń i natychmiast dostrzegłam na palcu ślad czerwieni, potwierdzający moje podejrzenia. Rany musiały mocno krwawić, skoro przesiąknęły przez wszystkie warstwy. Wiedziałam, że niektóre cięcia były głębokie.

„Dlaczego nie pozwolisz mi sobie pomóc? Mogę cię opatrzyć po jedzeniu!” Postawiła miski na stole przed Freddiem i mną. Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się.

„W porządku, będziesz zbyt delikatna, a to trzeba mocno owinąć. Ale dziękuję”. Westchnęła, po czym poszła z powrotem do kuchni po swoją miskę. Wróciła i usiadła z nami do jedzenia.

„Myślę, że jestem w stanie oczyścić i zmienić ci opatrunek, Dylan. Kiedy byłaś mała opatrywałam pewnie znacznie gorsze rzeczy”. Przewróciłam oczami, ale zgodziłam się na jej pomoc. W sumie oszczędziło mi to spaceru do domu Sheili i z powrotem.

Gdy skończyliśmy kolację, chciałam tylko spać. Miałam za sobą długi, męczący dzień. Szybko usiadłam na małym stołku, który matka trzymała w składziku, i zdjęłam koszulkę, podczas gdy Freddy siedział przy stole, odrabiając swoje proste zadanie domowe. Niedługo potem weszła mama z dużą miską ciepłej, osolonej wody i odrobiną waty. Wiedziałam, że to będzie piec.

Powoli zaczęła odwijać bandaż z mojego tułowia i drastycznie zwolniła przy ostatniej warstwie. Czułam, jak odkleja go od każdej rany, a moje dłonie zaciskały się w pięści z bólu.

„Jezu!” – usłyszałam okrzyk mojej mamy, gdy całkowicie zdjęła opatrunek. Powietrze owiewające moje plecy przyniosło mi jednak ulgę i westchnęłam, osłaniając ramieniem moje ponownie nagie piersi. „To znacznie więcej niż piętnaście!” Usłyszałam, że zaczyna pociągać nosem. Westchnęłam i odwróciłam głowę, żeby na nią spojrzeć, widząc tylko łzy spływające po jej twarzy.

„Mamo, nic mi nie jest, wszystko w porządku”. Pokręciła głową.

„Nie jest w porządku, jestem twoją matką, nie powinnam na coś takiego pozwalać. Tak mi przykro. Twój ojciec na pewno by...” Znów się zaczyna. Za każdym razem, gdy coś się działo, zawsze wspominała o tacie. Naprawdę mnie to wkurzało, bo niezależnie od tego, jak bardzo pragnęliśmy, by tu z nami był, to go po prostu nie było.

„Przestań gadać głupoty!” Czy byłam szorstka? Zdecydowanie! Czy musiała usłyszeć to ponownie? Absolutnie. „Tata nie żyje, nie wiemy, co by zrobił, bo nigdy nie zaznał takiego życia. Nigdy nie poznał tego świata”. Ja wiedziałam, co by zrobił. Prawdopodobnie rzuciłby się na faceta z batem i zginął przy okazji. „Najlepszym, co możesz dla mnie zrobić, to przestać płakać i mi pomóc. Następnym razem nie nalegaj na pomaganie mi, jeśli nie potrafisz tego znieść”.

Zaczęła przemywać moje otwarte rany ciepłą, słoną wodą, przez co z moich ust wyrywały się głośne stęknięcia. Wiedziałam, że to konieczne, by zapobiec zakażeniu, ale, Boże, bolało jak cholera.

„Niektóre z nich są naprawdę głębokie, Dylan!” Znów pociągnęła nosem, a ja przewróciłam oczami.

„Mówiłam ci, nic mi nie jest. Po prostu zabandażuj mnie z powrotem, żebym mogła pójść spać”. Na mojej mamie rany wywarły ewidentnie większe wrażenie niż na mnie. Chociaż w sumie zawsze tak jest. Kiedy to ty jesteś ofiarą, po prostu musisz przez to przejść, ale kiedy dotyka to kogoś, kogo kochasz, chcesz po prostu zabrać ten ból.

Szybko obwiązała świeżym bandażem moją talię i klatkę piersiową, ciasno go zaciągając. Woda w misce zrobiła się czerwona; pewnie od krwi, która kapała mi z pleców.

„Proszę cię, czy możesz się nie wychylać? Chociaż w tym tygodniu. Nie zniesiesz kolejnej chłosty”. Tylko skinęłam głową przed wstaniem ze stołka. Podeszłam do Freddiego i z czułością zmierzwiłam mu włosy.

„Dobranoc, maluchu”. Zachichotał i lekko poprawił sobie włosy.

„Dobranoc, Dilly”. Uśmiechnęłam się, idąc na górę do mojej małej sypialni. Gdy tylko weszłam do środka, zamknęłam drzwi i padłam na brzuch na łóżko. Dałam sobie chwilę na płacz wywołany bólem pleców. To, co zrobiła moja mama, było ważne, ale, kurwa, strasznie bolało, choć nigdy bym jej tego nie przyznała. Szybko zakryłam usta dłonią, by stłumić ewentualne dźwięki.

Nie mogłam nikomu powiedzieć. Musiałam być silna, bo w dzisiejszych czasach coraz więcej osób się poddawało, a moja mama by się załamała, gdyby wiedziała, jak bardzo cierpię. Sen nadszedł krótko po tym. Choć w sumie miała rację co do tego, że na razie muszę kulić uszy po sobie – nie przeżyłabym kolejnej chłosty!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki