Dylan – punkt widzenia.
"Ałć, nie tak mocno" – syknęłam, gdy szkolna pielęgniarka przemywała moją nową ranę środkiem antyseptycznym.
"Gdybyś po prostu trzymała język za zębami, to by się nie wydarzyło". Odwróciłam głowę w prawo, wyglądając przez okno na nieliczne chmury płynące po błękitnym niebie.
"Jak już mówiłam, jestem dumna z tego, że jestem człowiekiem, a teraz wszyscy wiedzą, kim jestem". Zacisnęłam dłoń w pięść, gdy pielęgniarka zaczęła owijać bandaż wokół mojego przedramienia.
Minęło już kilka dobrych godzin od incydentu na korytarzu. Zostałam zmuszona do przyjścia do gabinetu pielęgniarki, gdy moje próby oczyszczenia rany poprzez ochlapanie jej wodą z kranu spełzły na niczym, a krwawienie za nic nie chciało ustać.
"Jesteś niemożliwa. Czy możesz chociaż spróbować nie pakować się w kłopoty? Tylko na jeden dzień, o nic więcej nie proszę". Nasza szkolna pielęgniarka jest wilkiem, jedną z nich. Nienawidzi jednak sposobu, w jaki traktują nas, zwykłych ludzi; uważa, że wszyscy powinniśmy po prostu żyć w pokoju i mieć równe prawa. Akurat, doczekanie.
"Jedyne, co robię, to unikam kłopotów, ale wy i tak zamierzacie mnie upokarzać, więc jaki to ma w ogóle sens?"
"Wataha dyskutowała o publicznej egzekucji, Dylan. Od teraz musisz stąpać jak po kruchym lodzie, nie tylko ze względu na siebie, ale i na swoją rodzinę". Nikt nie został publicznie stracony od ponad czterech miesięcy, schlebia mi, że to rozważają. Zabijają tylko tych, których uznają za największy problem dla społeczeństwa.
"W takim razie... czuję się zaszczycona" – zaśmiałam się, po czym spojrzałam na opatrunek. 'Hę, nie najgorzej'. Szybko wstałam z ludzkiego stanowiska medycznego i opuściłam rękaw koszuli, zakrywając dowód na to, że w ogóle zostałam ranna.
"To poważna sprawa!" Posłałam jej tylko puste spojrzenie, po czym wyszłam z gabinetu. Wychodząc, usłyszałam, jak za mną woła: "Proszę, po prostu to przemyśl". Kiwnęłam krótko głową, odchodząc i zastanawiając się, jak powiem o tym mamie.
Później tego samego wieczoru...
"Dilly, ciamu tak mówis?" Freddie spojrzał na mnie z ustami pełnymi chleba.
"Nie mów z pełnymi ustami!" – zganiła go mama, a na jego policzki wpłynął nieśmiały rumieniec.
"Pseplasam, mamusiu" – jego odpowiedź była stłumiona, gdy przełykał ostatni kawałek jedzenia.
"Powiedziałam to, Freddie, ponieważ taka jest prawda. Rasa wilków to kurwa żałosna wymówka dla..." – mama przerwała mi niezwykle surowym spojrzeniem.
"Dylan! Oni mają uszy wszędzie, jeszcze jedno słowo, a pójdziesz do swojego pokoju". Spochmurniałam, a moja nienawiść do gatunku likanów rosła z każdym mijającym dniem.
"Co jeszcze mogą mi zrobić, ubiczować mnie? Pobić? Wypalić mi piętno? Skończyły im się, kurwa, opcje" – stwierdziłam, uderzając dłońmi w stół, czego natychmiast gorzko pożałowałam, gdy przez moją ranę przeszył ostry ból.
"Co to było?" Szybko podniosłam głowę, by napotkać zmartwiony wyraz twarzy mamy. Miała uniesione brwi, a jej oczy były zgaszone i oceniające, gdy na mnie patrzyła.
"Nic, to nic takiego". Szybko chwyciłam swój talerz i ruszyłam w stronę kuchni. "Nie jestem zbytnio głodna, no i mam zadanie domowe!" Mama chwyciła mnie za przedramię, przez co nagle upuściłam talerz. Patrzyłam, jak powoli opada, po czym z trzaskiem rozbija się na podłodze.
Szybko cofnęłam ramię i odwróciłam się do Freddiego. "Zostań tam i nie ruszaj się, dopóki tego nie posprzątamy, okej, zuchu?" Pokiwał tylko głową z szeroko otwartymi oczami. Odwróciłam się z powrotem do mamy i zauważyłam jej badawcze spojrzenie na moim ramieniu. Przesunęła uścisk na drugą stronę, obróciła moją rękę i podwinęła rękaw. Bandaż był widoczny, a po podrażnieniu rany przesiąkała przez niego odrobina krwi.
"Co tu się do cholery stało?" Oczy mamy rozszerzyły się, gdy zaczęła majstrować przy bandażu. Zanim zdążyła go chociaż trochę odwinąć, wyrwałam jej rękę.
"Miałam wypadek w szkole. Nic wielkiego". Zaczęłam zbierać większe kawałki rozbitego talerza, by wyrzucić je do kosza.
"Coś ty zrobiła, Dylan?" Spojrzała na mnie z czystą troską i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak ta rana musi wyglądać dla kogoś, kto nie wiedział, co zaszło.
"Na litość boską! Sama sobie tego nie zrobiłam! Zostałam publicznie ukarana na apelu, jasne? To nic takiego". Jej twarz natychmiast zrzedła i zrobiła krok w moją stronę, zmuszając mnie do cofnięcia się. "Mamo, nic mi nie jest. Więc odpuść, dobrze?"
"Co ty zrobiłaś? Nigdy nie słyszałam, żeby komuś za karę pocięto ramię". W jej głosie wyraźnie brzmiał szok i oskarżenie, a ja westchnęłam ciężko.
"Wypowiedziałam się przeciwko synowi alfy". Może i też go uderzyłam, ale nie zamierzałam jej zdradzać tej części. "To nie jest jedno wielkie rozcięcie, mamo, to piętno. Wyryli mi na ramieniu 'ludzki śmieć'".
"Teraz cię jeszcze napiętnowali?!" Przewróciłam oczami na jej pełen bólu ton, po czym poszłam po zmiotkę i szufelkę. "Jesteś tak bardzo podobna do swojego ojca". Z jej ust wyrwało się westchnienie, gdy to mówiła, przeczesując dłonią włosy, podczas gdy ja szybko zmiatałam drobne kawałki rozbitego talerza. "Przysłali ci nowy mundurek. Leży rozłożony na twoim łóżku. Dylan, proszę cię, postaraj się w przyszłości zachowywać z szacunkiem, nie chcę, żeby moja córka została całkowicie okaleczona. Chociaż i tak już niewiele ci brakuje".
"Rany, dzięki". Następnie podeszłam do mojego młodszego braciszka Freddy'ego, złożyłam całusa na jego szyi i usłyszałam, jak chichocze. "Więc, zuchu, jak tam w szkole?"
"W porządku". Wzruszył ramionami, po czym wrócił do kolorowania obrazka z dinozaurem.
"To dobrze, trzymaj się z dala od kłopotów, okej, mały?" Idąc na górę i wchodząc do swojego pokoju, myślami błądziłam wokół blizny, na stałe wyrytego graffiti na moim ramieniu, które bardzo powoli się goiło. Obrzydliwe bestie. Myślą, że posiadają ten świat, bo są szybsi, silniejsi i potrafią zmieniać postać. Phi. Jeśli o mnie chodzi, wcale nie są tacy wspaniali.
W sekundzie, w której weszłam do pokoju, opadła mi szczęka. Na łóżku leżały starannie ułożone szare spodnie, co akurat nie było niczym zaskakującym, nie; to, co mnie zszokowało, to szara koszula z wysokim kołnierzem, zapinana na guziki... pozbawiona rękawów. Każdy bez wyjątku zestaw mundurka miał rękawy, poza tym jednym. Zrobili to specjalnie, te kundle. Chcą, żeby świat zobaczył moje ramię i dowiedział się, jak obrzydliwym stworzeniem jestem. Chcą, żeby świat wiedział, że ja, Dylan Riley, nie jestem niczym więcej niż 'ludzkim śmieciem'.






