languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Aeliana Thorne 4 kwi 2026

POV Dylan

Po długiej nocy i jeszcze dłuższym poranku, ostatecznie wszyscy staliśmy na szkolnym korytarzu, czekając na przybycie bliźniaków.

„Mój!” Wszyscy stojący na korytarzu zesztywnieli. Jako uczniowie ostatniej klasy, Nick i ja staliśmy na samym końcu rzędu dla ludzi. Wszyscy naznaczeni znajdowali się dokładnie naprzeciwko swoich wilczych przeznaczonych w swoich rocznikach.

Staliśmy w milczeniu i bezruchu, kiedy Arya szła wzdłuż korytarza, zatrzymując się tuż przed Nickiem. Jego oczy rozszerzyły się ze strachu; nie wiedział, czy ma podnieść wzrok, czy dalej trzymać opuszczoną głowę.

„Spójrz mi w oczy, mój przeznaczony”. Spojrzał na mnie ukradkiem, jakby pytał, co ma zrobić. „Powiedziałam: spójrz mi w oczy”. Powoli uniósł wzrok, by spojrzeć na jej twarz. Sama też zerknęłam; jej oczy były smoliście czarne od pożądania.

„Ja... nie mogę... to znaczy... yyy”. Zanim zdołał wydukać cokolwiek więcej, dwa wilki z naprzeciwka wyciągnęły go z szeregu i pociągnęły za Aryę.

„Hej!” Podniosłam gwałtownie głowę, zanim zdołałam się powstrzymać. Moje usta też zapomniały o swoim miejscu, gdy wyskoczyłam z szeregu. Oczy wszystkich zwróciły się w moją stronę, a ja wytrzeszczyłam wzrok, zdając sobie sprawę z tego, co zrobiłam.

Adrian, drugi z bliźniaków, podszedł do mnie i uderzył mnie prosto w brzuch. Momentalnie zgięłam się wpół. Poczułam ból w podgojonych plecach.

„Znam cię... Zaledwie dwa dni temu dostałaś publiczną chłostę”. Boże, jak ja nienawidzę tego gościa. „Z dobrego źródła wiem również, że na wczorajszej lekcji otwarcie krytykowałaś nasze zasady i regulamin”.

Odwróciłam gwałtownie głowę w dół rzędu i zobaczyłam Erin, która wyglądała na lekko przerażoną, a jej przeznaczony, przyszły beta, patrzył na nią, uspokajająco kiwając głową.

„Ty pieprzona zdrajczyni, zakablowałaś na własny gatunek?!” – krzyknęłam na nią, zanim poczułam pięść uderzającą w mój policzek. Moja głowa odskoczyła w bok od siły uderzenia, a członkowie mojej klasy wciągnęli z sykiem powietrze.

Miałam już dość takiego traktowania. W tamtym momencie nie panowałam nad swoim ciałem. Moje dłonie zacisnęły się w pięści, a postawa stała się znacznie bardziej obronna. Uniosłam dumnie głowę ku przyszłemu alfie i spojrzałam mu prosto w oczy.

„Nie znasz znaczenia słowa >brak szacunku<”. Nagle wyprowadziłam cios pięścią prosto w jego głowę, który on z łatwością uniknął, ale za to moja noga wystrzeliła w górę i zamiast tego go kopnęła. Zatoczył się do tyłu, a jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia.

„Ty... ty naprawdę mnie uderzyłaś!” Właściwie nie brzmiał na rozzłoszczonego, a raczej na zszokowanego. Wszyscy na korytarzu obserwowali nas, czekając, aż alfa coś zrobi, ale on zamiast tego po prostu stanął prosto, odzyskując opanowanie. „Myślę, że wszyscy powinni wracać na lekcje”. Zaczął odchodzić, podążając za swoją siostrą, kiedy go zawołałam.

„A co z Nickiem?!”

„To proste, jest przeznaczonym mojej siostry. Teraz należy do niej”. Ugh, nie jest pieprzonym przedmiotem.

„Nie jest jej własnością”. Zaśmiał się cicho, po czym ponownie odwrócił się do mnie plecami.

„Wszyscy ludzie są własnością”.

Niedługo potem wszyscy zjawili się na lekcji przyrody. Nasza nauczycielka, pani Mathews, jest sparowana z doktorem ze stada likanów, ma też z nim teraz cztero- i dwuletnie dziecko. Była jednym z pierwszych ludzi zmuszonych do stworzenia tego fałszywego związku.

„O czym ty myślałaś, młoda damo?” Przewróciłam oczami i spojrzałam na puste miejsce obok mojego. Nick był teraz z tą głupią wilczycą. Zmieniali go. Byłam zła, że aż mnie skręcało.

„Myślałam o tym, że ten gnojek jest po prostu kutasem. Słyszała go pani? >Wszyscy ludzie są własnością<. Gówno prawda”. Podniosłam wzrok, a cała klasa patrzyła na mnie, jakbym miała trzy głowy. Gadanie bzdur o wilkach to jedno, ale obrażanie alfy podlegało karze śmierci; atak na alfę był zaś jeszcze gorszym wykroczeniem.

Następnie rozległo się pukanie do drzwi i weszła Erin ze swoją bandą naznaczonych bękartów. „Przepraszamy za spóźnienie, psze pani”.

„Erin, jak tam między tobą a betą Monroe?” Zarumieniła się. Ta zdrajczyni naprawdę się zarumieniła na samą wzmiankę jego imienia.

„Wczoraj w nocy rozmawiał ze mną o staraniach o dziecko. Potrzebujemy silnego chłopca, by w przyszłości objął pozycję bety”. Prychnęłam, patrząc, jak zajmuje swoje miejsce.

„Jesteście doprawdy żałośni. Dlaczego nie mogłaby to być dziewczynka? Te kundle to zwykli neandertalczycy” – wyraziłam swoją opinię na głos i zobaczyłam zszokowane twarze dookoła mnie. Nazywanie likanów kundlami to to samo, co gdyby oni nazwali nas śmieciami.

Po zakończonej lekcji cała szkoła została wezwana na szkolną salę gimnastyczną na apel. To właśnie w tym miejscu każdy człowiek, u którego stwierdzono złamanie zasad, otrzymywał karę. Zwykle wymierzano dziesięć batów lub coś w tym rodzaju.

„Witamy na szkolnym apelu. Gratulacje dla bliźniaków Alfy z okazji znalezienia przez nich swoich przeznaczonych. A teraz do rzeczy. Zbliża się piąta rocznica ustanowienia nowego świata, dlatego zostaliśmy poinformowani, że w przyszłym tygodniu nasz dystrykt odwiedzi król alfa. To bardzo ekscytująca wiadomość. Oczekujemy, że będziecie prezentować się jak najlepiej. Wilczyce i naznaczone kobiety założą pokazowe suknie uszyte przez krawcowe. Mężczyźni ze stada wilków i naznaczeni mężczyźni będą mieli na sobie dopasowane garnitury. Ktokolwiek się nie dostosuje, zostanie ukarany”. Król Alfa?! Nikt go jeszcze nie poznał. Przejął tron trzy lata temu, kiedy skończył 18 lat.

Tak naprawdę nigdzie się nie pokazywał. Wspaniale, ten miesiąc to będzie jakiś pieprzony koszmar.

„Co do ludzi, na tę wizytę otrzymacie nowy mundurek. Macie go idealnie wyprasować i nosić w nienagannym stanie. Jeśli zaś chodzi o następujących ludzi, biorąc pod uwagę wasze zachowanie w minionym tygodniu, wyjdziecie na środek i przyjmiecie karę. Tony Summerset?!” Głowa Tony'ego podskoczyła, gdy rozejrzał się wokół. Był o rok młodszy, ale w kwestii likanów podzielał moje poglądy.

Powoli podszedł na przód, a jego koszulka została błyskawicznie rozerwana na pół. Otrzymał 10 batów. Następna w kolejności była dziewczyna imieniem Kara, ona również otrzymała 10 batów. Jeszcze kilka osób powoli wyszło, akceptując swój los, gdy nagle wyczytano moje imię. „Dylan Riley”. W środku byłam przerażona, ale jedynie wzruszyłam ramionami. Podejrzewałam, że po części się tego spodziewałam. Chociaż nie byłam pewna, czy moje plecy zniosą jakiekolwiek dalsze uszkodzenia.

„Zaatakowałaś alfę, zgadza się?!” Jego oczy wwiercały się w moje, gdy spuściłam głowę, poddając się jego autorytetowi.

„Technicznie rzecz biorąc, nie”. Wszyscy na szkolnej sali gimnastycznej patrzyli z przerażeniem, gdy odwróciłam wzrok ku pierwszemu rzędowi w sekcji wilków. Adrian siedział z wilkołaczycą z młodszej klasy; nazywała się Jana. Zgaduję, że znalazł swoją przeznaczoną. Nigdzie jednak nie widziałam Nicka i Aryi. Adrian wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć, że to nie on nakablował, po czym uśmiechnął się złośliwie na mój komentarz. „Nie przejął jeszcze oficjalnie tytułu alfy, więc jest tylko...” Spojrzałam na dyrektora i zauważyłam, że jego oczy zrobiły się czarne, a pazury wydłużyły się. Był w stanie, który likanie nazywają pół-przemianą – wywoływanym, gdy osobnik wpadał we wściekłość.

Odwrócił się do dwóch wilków z ochrony i skinął im głową. Zostałam natychmiast zmuszona do uklęknięcia. Jeden z wilków uderzył moim ramieniem o stół i przytrzymał je, podczas gdy drugi unieruchomił moje ciało.

„Dobra, chyba nie ma takiej potrzeby. Płynie we mnie krew alfy, głupia ludzka dziewczyna nie jest w stanie mnie skrzywdzić”. Zwróciłam gwałtownie głowę w stronę Adriana, który wstał przed całą szkołą, żeby powstrzymać to, co miało się wydarzyć.

„Niemniej jednak, ludzie muszą znać swoje miejsce”. Wraz z tymi słowami wzrósł ucisk na moim ramieniu, a ręka dyrektora podciągnęła mój rękaw. Chwilę później jego długi pazur przebił mi skórę. Przeszywający ból promieniujący ze świeżej rany sprawił, że zacisnęłam mocno oczy i dłonie. Z całej siły przygryzłam wewnętrzną stronę policzka, natychmiast czując smak krwi, jednak z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk.

Kontynuował pisanie, traktując moją skórę jak płótno, a pazur jak marker. Trwało to w nieskończoność. W pewnym momencie obraz przed moimi oczami lekko się rozmazał, gdy odwróciłam głowę.

Po wielu minutach tortur wreszcie skończył, a ucisk na moim ramieniu zmalał. Natychmiast je wyrwałam, sycząc przez zęby z bólu. Miałam już zmykać ze sceny, kiedy znów zostałam brutalnie szarpnięta. Dyrektor uniósł moje ramię w górę, a moje stopy oderwały się na kilka centymetrów od ziemi. Z rany kapała krew, a wzór, który wyciął, został wystawiony na widok publiczny.

Mnóstwo osób wydało okrzyk przerażenia. Nawet wilki wyglądały na nieco wstrząśnięte tym, co się właśnie stało.

„To właśnie się dzieje, gdy człowiek decyduje się zabrać głos. Obiecuję wam, że każdy, kto tylko piśnie choćby słowo na temat naszego stylu życia, spotka się z taką samą karą”. Moje ramię zaczynało cholernie boleć od trzymania w powietrzu przez tak długi czas. Brak przepływu krwi w uniesionej kończynie wywołał mrowienie. Mimo to nie zamierzałam wydać z siebie żadnego dźwięku. Powstrzymałam łzy i zagryzłam policzek jeszcze mocniej, a moje usta wypełniły się krwią.

„Wystarczy, Bradley!” – warknął Adrian. Wciąż stał i przyglądał się rozgrywającej się przed nim scenie. Jego oczy były twarde. Wpatrywał się w dyrektora, z jego klatki piersiowej wyrwał się niski, ostrzegawczy pomruk, po którym dyrektor nerwowo przełknął ślinę i szybko puścił moje ramię. Runęłam na podłogę.

Cichy jęk wyrwał się z moich ust, gdy uderzyłam w twardą ziemię. Natychmiast rzuciłam się do ucieczki. Moja stopa minęła o włos wysoki stopień prowadzący ze sceny, i zaczęłam spadać, czekając na uderzenie w podłogę. Ale to nie nastąpiło. Dwa silne ramiona oplotły mnie, łapiąc moje słabe ciało. Spojrzałam w górę, a moje oczy rozszerzyły się na widok Adriana, który mnie złapał.

„To nie jest częścią programu kar dla ludzi!” – warknął Adrian, przez co zesztywniałam w jego uścisku. Odepchnęłam go od siebie, po czym poprawiłam koszulę od mundurka. W sali panowała grobowa cisza; wszyscy obserwowali tę scenę. Zerknęłam ukradkiem na swoje przedramię.

W mojej skórze za pomocą jego niszczycielskich pazurów wycięte zostały dwa słowa. Słowa, które stanowczo pozostawią blizny na moim ciele na resztę życia.

„Ludzki śmieć”

„Musicie dostać nauczkę. Zaledwie dwa dni temu otrzymała chłostę, a wyraźnie widać, że nie przyniosło to żadnego efektu”. Kolejny pomruk wyrwał się z klatki piersiowej Adriana, gdy wszedł na scenę. Ja jednak się tym nie przejmowałam. Ktoś mógłby pomyśleć, że będę się wstydzić, a ja zaledwie lekko się uśmiechnęłam. Poprawiłam odrobinę rękaw, żeby nie obcierał o świeżą ranę, i odezwałam się:

„To bez znaczenia”. Cała sala patrzyła na mnie w szoku przez moje zachowanie. „Wolę być nazywana ludzkim śmieciem, niż w jakikolwiek sposób przypominać wasz gatunek. Jestem dumna z tego, kim jestem. Ilu z was może powiedzieć to samo?” Po mojej wspaniałej małej przemowie przemaszerowałam środkiem, prosto pomiędzy ludźmi i likanami, po czym wyszłam przez drzwi.

Koniec z uległością. Zamierzam uchodzić płazem z jak największą liczbą przewinień, bez wdawania się w większe kłopoty. Nadejdzie dzień, w którym potęga likanów wygaśnie. A kiedy to nastąpi, będę gotowa. Będę czekać na dzień, w którym odbierzemy im nasz świat. A co jest w tym planie najlepsze?

Nikt mnie nie powstrzyma.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Ofiara Króla Likanów | StoriesNook