languageJęzyk

Rozdział 7

Autor: Aeliana Thorne 4 kwi 2026

Dylan – punkt widzenia.

Przemierzałam korytarze, kierując się prosto na stołówkę.

Wszyscy ludzie, z którymi normalnie bym się zadawała, byli już naznaczeni, więc szybko chwyciłam swój lunch i usiadłam na końcu stołu dla ludzi. Pozwólcie, że przedstawię wam układ tej stołówki.

Z jednej strony sali znajdują się dwa długie rzędy stołów z prostymi ławkami, przez co wygląda to jak więzienie. Po drugiej stronie są liczne, okrągłe stoły z eleganckimi krzesłami. Tak, łapiecie. Ludzie siedzą przy więziennych stołach, a wilki i zdrajcy przy eleganckich, dostają wyszukane jedzenie, fikuśne napoje i, co najważniejsze, dostają deser. Co ja bym dała za trochę deseru.

"Dylan, możemy po prostu porozmawiać?" Nick szybko zajął miejsce obok mnie, odkładając swoją tacę z lunchem. Spojrzałam na jego jedzenie, które znajdowało się na ceramicznym, okrągłym, białym talerzu. Boże, to wyglądało dobrze. Westchnęłam wiedząc, że i tak będzie gadał.

"Dobra, masz dwie minuty". Użyłam mojego widelca, żeby zgarnąć trochę makaronu z jego talerza, po czym wepchnęłam go sobie do ust. Boże, jakie to było dobre.

"Po wyjściu ze szkoły zabrano mnie do domu watahy z Aryą i naprawdę mogłem ją poznać. Zajęło mi kilka dni, zanim ostatecznie zaakceptowałem bycie z nią, ale od tamtej pory życie jest w porządku, a seks... cóż, to już zupełnie inna historia". Fuuj, nie potrzebowałam tego obrazu w głowie.

"Cieszę się, że jesteś szczęśliwy" – stwierdziłam, po czym doszłam do wniosku, że nie mam apetytu. Na jego twarzy odmalował się szok, po czym odetchnął z ulgą.

"To wiele dla mnie znaczy, Dylan. Wiesz przecież, że twoje zdanie ma dla mnie znaczenie". Przerwałam mu, zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej.

"Powiedziałam, że cieszę się, że jesteś szczęśliwy. Nie powiedziałam, że pochwalam to, co zrobiłeś. Zasadniczo zmieniłeś się w jednego z NICH, nigdy ci tego nie wybaczę". Wyglądał na zranionego, ale mnie kompletnie nie obchodziły jego uczucia.

Położył dłoń delikatnie na moim ramieniu i już otwierał usta, gdy rozległo się warknięcie. Wszystkie głowy obróciły się w stronę, skąd dochodziło; stała tam Arya, trzymając szklankę napoju gazowanego i talerz. Patrzyła prosto na mnie i na Nicka, i byłabym kompletnie martwa, gdyby wzrok mógł zabijać. Nick szybko cofnął rękę, jego twarz zrzedła i można było dostrzec, jak żal zalewa jego tęczówki.

"Masz teraz usiąść ze mną, odsuń się od tego, tego... śmiecia!" Wow, z Nicka był taki szczęściarz. AKURAT.

"Słyszałeś ją. Odsuń się ode mnie, idź usiąść ze swoimi nowymi przyjaciółmi. Cieszę się twoim szczęściem i rozumiem, z czym to się wiąże, ale nie podchodź do mnie więcej i nie udawaj, że nie zdradziłeś własnego gatunku. Nie udawaj, że nie zdradziłeś mnie". Wcisnęłam trochę jedzenia do ust, po czym wstałam i wyszłam ze stołówki, zostawiając swoją tacę na stole.

Szłam korytarzem do klasy, postanowiłam spędzić lunch z panem Foleyem w jego sali, kiedy usłyszałam głosy na korytarzu.

"Czy to mądre, by była obecna, gdy przybędzie król? Z pewnością mogłaby zostać umieszczona w lochach, to mogłoby w końcu nauczyć ją jakiegoś szacunku?" Mój dyrektor rozmawiał z alfą naszego okręgu. Hę, myślicie, że gdybym została i posłuchała, to by mnie zauważyli, a może mogliby mnie wyczuć?!

"Wszyscy mają być obecni. Jeśli ta dziewucha, Riley, zrobi choć jedną rzecz nie tak, zostanie surowo ukarana, bez względu na to, czy to dziecko, czy nie. Od pierwszego dnia była zakałą tego okręgu, jest niebezpieczna. Jeśli choćby jeden włos spadnie jej z głowy w niewłaściwym momencie, osobiście zmuszę ją do uległości". O szlag, rozmawiali konkretnie o mnie i wspomnieli o lochu, a ten nie był używany od miesięcy. Normalnie słuchałabym dalej, ale nagle coś w tej całej sytuacji wydało mi się bardzo nie w porządku. W ułamku sekundy poczułam niepokój i straciłam najmniejsze zainteresowanie tym, w jaki sposób zamierzają uprzykrzyć mi życie.

Cofnęłam się lekko, po czym obróciłam i wpadłam prosto na jednego z najgorętszych mężczyzn, jakich kiedykolwiek widziałam. Natychmiast straciłam równowagę i upadłam płasko na podłogę, wydając z siebie przy tym ciche stęknięcie.

Jego brwi szybko się ściągnęły, a oddech uwiązł mu w gardle, gdy spojrzał na to, jak leżę i westchnął zszokowany. "Przeznaczona!" – szepnął, wpatrując się we mnie. Widziałam i słyszałam to już wystarczająco dużo razy, by wiedzieć, co to oznacza; wciągnęłam z szokiem powietrze, zanim zrobiłam krok do tyłu.

'Nie, nie, nie, nie, nie. To nie może się dziać'. Warknął cicho, po czym zrobił krok w moją stronę, ja jednak nie dałam mu szansy na zrobienie czegokolwiek innego, ponieważ natychmiast wystartowałam, uciekając korytarzem z powrotem w stronę stołówki. Jego warknięcia odbijały się od ścian i prawdopodobnie sprawiły, że połowa szkoły zastanawiała się, co się dzieje. Śmiertelnie mnie to przeraziło, gdy zbliżałam się do podwójnych drzwi prowadzących do miejsca, gdzie odbywał się lunch.

Z nieco nieregularnym oddechem wkroczyłam na stołówkę. Po cichu modliłam się, żeby za mną nie szedł, gdy podniosłam głowę i zobaczyłam, że cała sala wpatruje się we mnie w szoku z powodu mojego nagłego wtargnięcia. Widać było, że wszyscy niemal natychmiast zorientowali się, że to ja byłam powodem tego potężnego warknięcia.

Nie przejęłam się tym. Do tej pory wszyscy powinni się już przyzwyczaić, że robię takie rzeczy, w końcu zawsze mam kłopoty. Po prostu podeszłam raz jeszcze do stołów dla ludzi i usiadłam, nie spuszczając wzroku z drzwi na wypadek, gdyby ten głupi wilk postanowił przyjść i mnie znaleźć. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu i dezorientacji, nie wszedł za mną.

W sekundzie, w której zadzwonił dzwonek kończący przerwę obiadową, wszyscy zaczęli opuszczać stołówkę. Szybko zerwałam się na równe nogi i ruszyłam w stronę drzwi, dołączając do tłumów ludzkich uczniów, by spróbować choć trochę zamaskować swój zapach.

Skierowałam się prosto do sali pani Matthews, gdzie odbywała się nasza następna lekcja, i weszłam do środka. Wszyscy poprawiali swój wygląd, by wyglądać schludnie i odpowiednio na królewskie spotkanie.

"Dobrze, wszyscy. Jak wiecie, lub może słyszeliście, król przybył do szkoły w trakcie przerwy i za 5 minut oczekuje się, że będziecie w swoich rzędach, z pochylonymi głowami. Wasze ubrania powinny być poprawione, a maniery wzorowe". Następnie wyjęła małą puderniczkę i zaczęła poprawiać makijaż, podczas gdy reszta ogarniała swoje włosy i stroje. Byłam jedyną, która siedziała i nie przejmowała się swoim wyglądem.

Moje nogi spoczywały na stole, podczas gdy odchyliłam głowę do tyłu na krześle, na którym siedziałam. Włosy miałam rozpuszczone i niewątpliwie już skołtunione, wyraźnie było widać, że byłam daleka od zachwytu na wieść o przybyciu króla. Po szybkich poprawkach, klasa została poprowadzona na bardzo długi korytarz. Każdy pojedynczy wilk i człowiek w szkole był ustawiony w dwóch rzędach: wszystkie wilki w swoich formalnych strojach po jednej stronie, a ludzie po drugiej.

Królem był wyraźnie mężczyzna z koroną na głowie, stojący obok naszego dyrektora, pod samym koniec korytarza. Było w nim coś znajomego, ale przecież nie mogłam go widzieć wcześniej, on nigdy nie pokazuje się publicznie.

Król zaczął przemierzać dwie linie, witając się z każdym wzdłuż korytarza. Zatrzymał się przy bliźniakach alfa i porozmawiał z nimi przez chwilę, po czym poszedł dalej wzdłuż szeregu.

Wszystko szło dobrze do momentu, gdy Barbara, dziewczyna stojąca obok mnie, postanowiła kichnąć. Głowa króla odwróciła się w naszą stronę tak nagle, że aż dziw, iż nie nabawił się urazu kręgosłupa. Jego oczy poszerzyły się dramatycznie, gdy nawiązał i utrzymał ze mną kontakt wzrokowy. Oddech uwiązł mu w gardle, podczas gdy reszta wilków i ludzi patrzyła na przemian na mnie i na króla. Moja i Barbary głowa natychmiast pochyliły się z szacunku dla królewskiego wilka.

"Przeznaczona!" Oczy niemal wyszły mi z orbit, gdy gwałtownie uniosłam głowę, by spojrzeć na faceta, który najwyraźniej był królem. Jego wzrok był we mnie wlepiony, gdy zaczął bardzo szybko podchodzić. O świetnie. Dlatego wydawał się znajomy, to ten sam facet, na którego wpadłam zaledwie godzinę lub dwie wcześniej. Ten sam, który twierdził, że jestem jego przeznaczoną...

O... SZLAG!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 7: Rozdział 7 - Ofiara Króla Likanów | StoriesNook