Trent szarpał się w uścisku strażników, a jego głos łamał się z emocji.
– Miałem rozwijać firmę, czynić ją coraz większą... być tą genialną gwiazdą technologii, o której się rozpisywali!
– A nie jakimś skończonym woźnym w brudnym kombinezonie! – wypluł te słowa, jakby ich nazwanie mogło zmienić mundur, który miał na grzbiecie.
Nagłe mignięcie polerowanej skóry uderzyło w pierś Trenta. Huk uderzeni






