Panika była bezużyteczna. Potrzebowała planu i potrzebowała go, zanim orkiestra zagra kolejnego walca.
Poprowadziła Verity'ego za aksamitną przegrodę, gdzie cienie lampek choinkowych przylegały do ścian niczym tajemnica. Z kopertówki wyjęła dziecięcy pierścionek – srebrny kwiat, nakrapiany cukierkowymi klejnotami, które mrugały w przytłumionym świetle.
Uklękła do wysokości Verity'ego, zniżając gło






