Smutek wzbierał powoli, gęsty jak melasa, odmawiając przybrania imienia. Wsączał się w palce i kolana, sprawiając, że jego własne ciało wydawało się pożyczone.
Przez lata malował w myślach to spotkanie – skąpany w słońcu ogród, silne ramiona, nagła pewność przynależności. Ta myśl kołysała go do snu w noce, gdy szepty stawały się ostre.
A jednak, stojąc tutaj, jedyne pytanie, jakie wypłynęło, było






