Obelga szarpnęła Veritym z powrotem do sierocińca w Kandrii, do łuszczącej się farby i przyciszonych głosów prześlizgujących się przez pęknięte drzwi.
Wtedy nie rozumiał tej brzydkiej etykiety.
Zrozumienie przyszło później, powolne i zimne, wsiąkając w jego kości jak nocne powietrze.
Harvey szydził z Dawn. – Och? Próbujesz uratować bękarta? Sama jesteś tylko dublerką! – Jego uśmiech mówił, że znal






