Nawet gdy Dawn osunęła się bezwładnie, jej ręka wystrzeliła, pazury determinacji zatopiły się z powrotem w dłoni Verity.
Zwiotczała, głowa jej opadła, ale te palce zostały – desperacki węzeł, którego nie mógł ani rozluźnić, ani odwzajemnić.
– Zapomnij o harmonogramie. Bierzemy oboje. – Decyzja drugiego mężczyzny wylądowała jak uderzenie młotka sędziowskiego.
Wymamrotał coś o ochronie Whitethorna,






