Wlała stal w każdą sylabę. – Bryce Whitethorn, nie obchodzi mnie, jakie intrygi snujesz. Sprowadź Verity do domu całą i zdrową, albo obiecuję, że pożałujesz, iż kiedykolwiek wszedłeś mi w drogę.
Uniósł obie dłonie, jakby uspokajał płochliwego konia. – Spokojnie. Ona jest też moją córką. Oczywiście, że chcę jej bezpieczeństwa. – Łagodność w jego tonie brzmiała na wyreżyserowaną.
Jednak sposób, w ja






