Wygładził jej włosy i obiecał: „Kiedy będziesz starsza, będziesz”.
Teraz, ocierając policzki Verity’ego, drażniła się: – Widzisz? Jeśli będziesz beczeć za każdym razem, jak zamierzasz mnie ochronić?
– Ah! – Łzy Verity’ego zatrzymały się w połowie kropli; jego ciemne jak noc oczy zamrugały szeroko, brzegi wciąż lśniły.
Drzwi otworzyły się z hukiem bez ostrzeżenia. Dwóch porywaczy weszło do środka,






