Głos Verity przebił się przez wiatr, drżący, lecz głośny. – Ja… ja ją obronię!
Na tej małej, piegowatej twarzyczce malowała się determinacja znacznie przewyższająca jej krótkie, siedmioletnie życie.
Starzec szczeknął śmiechem, który odbił się od stalowego kadłuba. – Whitethornowie… sami kłamcy – splunął. Zanim Dawn zdążyła zareagować, chwycił Verity za tył bluzy z kapturem, wszedł na pokład i wypc






